Nie dajmy Kremlowi pisać scenariusza dla Polski i Ukrainy,

ireneuszlara.blogspot.com 5 dni temu

Nie dajmy Kremlowi pisać scenariusza dla Polski i Ukrainy

Narastający konflikt wokół relacji polsko-ukraińskich coraz wyraźniej staje się elementem wewnętrznej rozgrywki politycznej w Polsce. I trudno nie zauważyć, iż wszystko to dzieje się ku uciesze Kremla.

Polska ma pełne prawo domagać się prawdy historycznej. Ma prawo mówić o Wołyniu, o ofiarach, o UPA, o OUN-B, o Banderze, o Szuchewyczu, o ekshumacjach i o pamięci, której nie wolno zamiatać pod dywan. Tego nikt uczciwy nie powinien kwestionować.

Ale czym innym jest obrona pamięci zamordowanych, a czym innym używanie tej pamięci jako pałki na rząd i Tuska,

Co polskie rządy robiły do tej pory w kwestii polityki historycznej o Wołyniu?

Proces upamiętniania UPA, Stepana Bandery czy Romana Szuchewycza na Ukrainie nie wydarzył się jednego dnia. Przebiegał falami: po odzyskaniu niepodległości w 1991 roku, w latach 2014 - 2015, w czasie dekomunizacji, a potem po pełnoskalowej napaści Rosji w 2022 roku, gdy derusyfikacja stała się dla Ukraińców częścią walki o własną tożsamość.

Wtedy też dla Polaków nazwy ulic, pomniki czy jednostki wojskowe odwołujące się do UPA były bolesne i nie do zaakceptowania bez jasnego uznania prawdy o ludobójstwie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

I właśnie dlatego trzeba zapytać: co przez te wszystkie lata robiły kolejne polskie rządy w sprawie polityki historycznej wobec Ukrainy? Dlaczego tak długo brakowało konsekwentnej, państwowej strategii? Dlaczego temat Wołynia wybuchał najczęściej wtedy, gdy komuś politycznie się to opłacało, zamiast być prowadzony spokojnie, twardo i konsekwentnie przez dyplomację, historyków, IPN, Kościół i instytucje państwa?

Dziś w tej grze główną rolę odgrywa prezydent Karol Nawrocki. Trudno nie zauważyć, iż jego celem nie jest budowanie odpowiedzialnej polityki wschodniej państwa, ale osłabianie rządu Donalda Tuska i doprowadzenie do jego politycznego upadku.
Ukraina przestaje być w tym ujęciu partnerem w śmiertelnej walce z Rosją, a staje się wygodnym narzędziem krajowej kampanii.

To bardzo niebezpieczne. Bo Rosja od lat marzy o jednym: skłócić Polaków z Ukraińcami, rozbić zaufanie między Warszawą a Kijowem, zamienić trudną historię w polityczną broń i przekonać część Polaków, iż prawdziwym problemem nie jest Putin, ale Ukraina.

Nie usprawiedliwiam władz Ukrainy. Nadawanie jednostce wojskowej nazwy odwołującej się do UPA było fatalnym błędem politycznym i moralnym, jest skandalem. Wołodymyr Zełenski powinien był natychmiast zareagować, zrozumieć polską wrażliwość i porozumieć się z rządem polskim, jak wyjść z tego kryzysu bez niszczenia sojuszu, który jest potrzebny obu narodom.

Ale prezydent Polski nie powinien wykorzystywać tego błędu do jednoczesnego ataku na Ukraińców i na proukraińskich Polaków kojarzonych z rządem Tuska. To nie jest odpowiedzialność państwowa.

To jest polityczna gra emocjami, która może przynieść realne szkody Polsce, Ukrainie i całemu regionowi.

Bo tu nie chodzi tylko o stosunki międzyrządowe. Chodzi o emocje społeczne. O to, iż prorosyjska propaganda podsyca nienawiść między naszymi narodami. O to, iż pamięć o polskich ofiarach może zostać cynicznie wykorzystana nie po to, by doprowadzić do prawdy i pojednania, ale po to, by rozbić najważniejszy sojusz bezpieczeństwa na wschodniej flance Europy.

Trzeba więc postawić pytanie najważniejsze: co jest dziś polską racją stanu?

Czy polską racją stanu jest to, aby Rosja nie zajęła Ukrainy? Czy też polską racją stanu ma być taka eskalacja polityki historycznej, która w czasie wojny osłabi Ukrainę i ucieszy Moskwę?

Odpowiedź jest dla mnie oczywista. Wolna Ukraina to bezpieczeństwo Polski. To nie jest sentyment. To nie jest romantyzm. To jest najtwardszy realizm geopolityczny. o ile Ukraina padnie, Rosja stanie znacznie bliżej naszych granic, a Polska zapłaci za to cenę przez pokolenia.

Żyłem kilkadziesiąt lat w sowieckiej niewoli, bo tym w istocie był PRL. Dlatego wiem, czym jest rosyjskie imperium. Wiem, czym jest kłamstwo Moskwy. Wiem, czym jest życie w cieniu Kremla. I właśnie dlatego uważam, iż dziś wszystko trzeba podporządkować jednemu celowi: Rosja nie może wygrać tej wojny.

Ale to nie znaczy, iż mamy zapomnieć o Wołyniu. Nie znaczy, iż mamy milczeć o UPA. Nie znaczy, iż mamy udawać, iż nic się nie stało.

Przeciwnie. Po wojnie Polska musi twardo postawić sprawę prawdy historycznej. Nie może być zgody na pełne pojednanie bez ekshumacji, bez godnego pochówku ofiar, bez jasnego potępienia ludobójstwa, bez uznania zbrodniczego charakteru działań UPA wobec ludności polskiej.

Nie może być polskiej zgody na członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej czy NATO bez trwałego mechanizmu prawdy, pamięci i odpowiedzialności.

Tyle iż dziś, w czasie wojny, trzeba odróżnić mądrą politykę historyczną od politycznego sabotażu. Pamięć o zamordowanych Polakach nie może być zakładnikiem partyjnej strategii. Wołyń wymaga prawdy, godności i powagi, a nie cynicznego teatru politycznego.

Zełenski popełnił błąd. Nawrocki ten błąd wykorzystał. A największym zwycięzcą tego sporu jest Rosja.

Polska i Ukraina na tym przegrały. Kreml może otwierać szampana.

Idź do oryginalnego materiału