Nawrocki kontra Tusk. Spór o order dla Zełenskiego

1 tydzień temu

Dwa dni temu w wypowiedzi prezydenta Karola Nawrockiego pojawił się pomysł odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Nawrocki zapowiedział skierowanie sprawy pod obrady Kapituły Orderu po decyzji ukraińskiego przywódcy o nadaniu jednej z jednostek wojskowych nazwy „Bohaterów UPA”. W Polsce wywołało to falę entuzjazmu ze strony środowisk od lat domagających się twardego stanowiska wobec gloryfikacji przez Kijów ukronazistów z UPA.

Nawrocki argumentuje, iż decyzja Zełenskiego dostarczyła „tlenu rosyjskiej propagandzie” i pokazała, iż Ukraina przez cały czas nie rozliczyła się z trudnymi kartami swojej historii. Prezydent zapowiedział, iż podczas posiedzenia kapituły 8 czerwca przedstawi wniosek dotyczący odebrania ukraińskiemu przywódcy najwyższego polskiego odznaczenia państwowego.

Inicjatywa gwałtownie znalazła zwolenników także poza obozem PiS. Były premier i stary komunista Leszek Miller nie tylko pochwalił pomysł, ale wręcz stwierdził, iż jest on „godny najwyższego uznania”. Według niego Zełenski okazał lekceważenie polskiej wrażliwości historycznej, a ruch Nawrockiego stawia rząd Donalda Tuska w politycznie niewygodnej sytuacji.

Z drugiej strony pojawiły się głosy nawołujące do ostrożności. Premier Donald Tusk ocenił decyzję Zełenskiego jako niepokojącą, ale jednocześnie podkreślił, iż eskalowanie historycznego sporu może zaszkodzić strategicznej współpracy Polski i Ukrainy. Podobne stanowisko zajęli przedstawiciele rządu oraz dyplomacji, wskazując, iż sprawy historyczne powinny być rozwiązywane drogą dialogu, a nie politycznych demonstracji. W skrócie: rząd przez cały czas bagatelizuje sprawę kultu zbrodniczego banderyzmu na Ukrainie, pozwalając temu problemowi rosnąć.

Niezależnie od emocji pojawia się zasadnicze pytanie: czy cała sprawa nie jest w dużej mierze politycznym teatrem? W praktyce odebranie Orderu Orła Białego nie jest prostą decyzją podejmowaną na konferencji prasowej. Wymaga procedur, opinii kapituły oraz współdziałania różnych organów państwa. W historii III RP podobne przypadki należały do absolutnych wyjątków, a samo odznaczenie odebrano tylko raz i to w zupełnie innych okolicznościach.

W związku z powyższym możliwe jest, iż cała ta awantura może być kolejną odsłoną wieloletniej wojny politycznej między dwoma dominującymi obozami. PiS i jego polityczni sojusznicy otrzymują temat pozwalający przedstawiać się jako obrońcy pamięci o ofiarach Wołynia i przeciwnicy ustępstw wobec Ukrainy. Z kolei politycy związani z KO mogą występować w roli odpowiedzialnych realistów, ostrzegających przed osłabianiem polsko-ukraińskiego sojuszu w czasie wojny. W efekcie obie strony dostają wygodny konflikt, który mobilizuje własnych wyborców.

Nie sposób również nie zauważyć, iż spór wybucha w momencie, gdy polska scena polityczna od miesięcy szuka nowych tematów zastępczych. Problemy gospodarcze, ceny energii, migracja czy sytuacja służby zdrowia schodzą na dalszy plan, gdy opinię publiczną zajmuje kolejna odsłona historyczno-symbolicznej wojny. To mechanizm dobrze znany z polskiej polityki: emocje wokół symboli i pamięci narodowej często skuteczniej przyciągają uwagę niż debata o konkretnych problemach państwa.

Nie oznacza to oczywiście, iż kwestia gloryfikacji UPA jest nieistotna. Dla wielu Polaków jest to sprawa fundamentalna i trudno się dziwić oburzeniu po decyzjach władz Ukrainy. Problem polega jednak na tym, iż między autentyczną obroną pamięci historycznej a wykorzystywaniem tej pamięci do bieżącej walki politycznej przebiega cienka granica.

Równie ważne jak kwestia przyszłości Orderu Orła Białego dla Zełenskiego jest pytanie o intencje uczestników tego sporu. Czy rzeczywiście chodzi o historyczną sprawiedliwość i wywarcie presji na Ukrainę, czy raczej o kolejny rozdział niekończącej się wojenki podjazdowej kliki POPiS?

Polecamy również: Przełom w Gdańsku. Koniec zastrzyków z chlorku potasu

Idź do oryginalnego materiału