- Policja nie przejęła politycznie Trybunału Konstytucyjnego, a jedynie weszła na teren obiektu - powiedział Dariusz Loranty w Polsat News. Ekspert komentował piątkowe działania funkcjonariuszy w siedzibie TK. Przedstawił możliwy scenariusz interwencji, zaznaczając jednak, iż nie zna jej dokładnych przyczyn.
Napięta sytuacja przed TK. "Współczuję policjantom"

Policjanci weszli w piątek do Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie. Z komunikatu Komendy Stołecznej Policji wynika, iż czynności podjęto po informacji przekazanej przez jednego z sędziów TK.
W zgłoszeniu wskazano możliwość wystąpienia zagrożeń dla życia lub zdrowia sędziów i pracowników Trybunału oraz ryzyko zakłóceń porządku publicznego. Policja zapewniła, iż działa w granicach swoich kompetencji, z poszanowaniem niezależności TK, a prowadzone czynności nie stanowią ingerencji w działalność instytucji.
Policja w Trybunale Konstytucyjnym. "Nie ma immunitetu na obiekty sędziowskie"
Były policjant Dariusz Loranty, pytany w Polsat News o doniesienia sugerujące polityczne przejęcie Trybunału, odróżnił wejście funkcjonariuszy do budynku od przejęcia samej instytucji.
- Policja nie przejęła politycznie Trybunału Konstytucyjnego, a jedynie weszła na teren obiektu i może go zająć, ten obiekt, ale politycznie to broń Boże - powiedział.
Ekspert zwracał uwagę na różnicę między immunitetem przysługującym sędziom a statusem budynku, w którym pracują. W jego ocenie ochrona sędziów nie wyklucza podjęcia przez policję działań związanych z bezpieczeństwem w siedzibie TK.
ZOBACZ: Policja w Trybunale Konstytucyjnym. "Zagrożenie dla życia"
- Sędziowie w Polsce mają bardzo szeroki immunitet. Natomiast nie ma immunitetu na obiekty sędziowskie - zaznaczył.
Pytany, czy po sprawdzeniu, iż zagrożenia nie ma, funkcjonariusze powinni opuścić siedzibę Trybunału i przekazać obiekt, odpowiedział twierdząco. Według niego powinno to nastąpić na ręce najwyższej rangą osoby kompetentnej, obecnej w budynku.
Możliwe zagrożenie wybuchowe? "To jest moje założenie"
Loranty przedstawił również hipotezę, iż podstawą interwencji mogła być informacja o możliwym zagrożeniu wybuchowym. Wyraźnie zastrzegał jednak, iż jest to jego interpretacja komunikatu.
- Bo ja zakładam, iż tam jest jakaś obawa o ładunek jakiś wybuchowy. To jest moje założenie - powiedział.
W takim scenariuszu, jak tłumaczył, funkcjonariusze musieliby sprawdzić pomieszczenia oraz znajdujące się w nich przedmioty i pakunki. Oceniał, iż działania mogłyby potrwać kilka, a choćby kilkanaście godzin.
ZOBACZ: Śledztwo ws. awantury pod TK. "Popełnienie przestępstwa na szkodę policjantów"
Ekspert podkreślał również, iż w przypadku rzeczywistego zagrożenia wybuchowego policja ma obowiązek zareagować. Wyrażał przy tym współczucie funkcjonariuszom wykonującym zadania w takiej sytuacji.
- Zresztą tu ja współczuję policjantom. Naprawdę, to są nieprzyjemne dla nich sytuacje. (...) On nie ma innego wyjścia. Musi wykonać swoje obowiązki służbowe - mówił o policjancie uczestniczącym w interwencji.
Jankowski dopytał później, czy skoro ekspert współczuje funkcjonariuszom, to uważa ich działania za prowadzone "na pograniczu prawa".
- Na pograniczu prawa nie jest, bo o ile byłby tam naprawdę improwizowany ładunek wybuchowy, to od tego w Polsce jest policja, żeby wykonała jego zabezpieczenie - odparł.


1 godzina temu












