Truizmem jest stwierdzenie, iż wybór prezydenta Krakowa nie ma bezpośredniego przełożenia na przyszłe wybory parlamentarne i tym samym przez cały czas nie mamy jednoznacznej odpowiedzi, jakie jest rzeczywiste poparcie dla poszczególnych partii. Uznając tę oczywistą oczywistość, nie można przymykać oczu na fakty, które jednak coś nam mówią, choćby jeżeli trzeba na te fakty założyć spore filtry. Istnieją obiektywne mierniki, potwierdzone wielokrotnie w wyborach na różnych poziomach i to jest punkt zaczepienia.
Powszechnie wiadomo, iż Koalicja Obywatelska to partia „miejska”, czy wręcz wielkomiejska, nad czym można ubolewać, ale zakwestionować się nie da. Co więcej KO w dużych i największych miastach uzyskuje wyniki wyższe od tych sondażowych, tymczasem w Krakowie wspólna kandydatka KO i PSL uzyskuje 29 proc., czyli poniżej, a nie powyżej sondażowych słupków. Patrząc tylko na ten wskaźnik nie sposób poważnie traktować opinii, iż krakowskie wybory nic nam nie mówią w kontekście polityki ogólnopolskiej. jeżeli partia X od lat uzyskuje najlepsze wyniki w miastach wojewódzkich i pozostałych dużych ośrodkach miejskich, to wynik poniżej 30 proc., w drugim co do wielkości mieście Polski, z pewnością za sukces nie może być uznane.
Czy to oznacza, iż poziom poparcia dla KO nie przekracza 30 proc. w skali całego kraju? Istnieje spore prawdopodobieństwo, iż tak właśnie jest i jeszcze należałby odjąć kilka punktów od krakowskiego wyniku, biorąc pod uwagę, iż kandydatka była wspólna i startowała w „naturalnym” środowisku KO. Wyniki pozostałych partii również nie dają powodów do satysfakcji, chociaż wszyscy politycy zaklinają rzeczywistość. Kandydat PiS wypadał słabo, dość powiedzieć, iż Michał Drewnicki uzyskał w Krakowie najgorszy wynik od lat. Jeszcze słabiej wypadła Lewica, bo Daria Gosek-Popiołek wysłała do wyborców sygnał poniżej progu wyborczego (4,81 proc.). Oprócz samego Łukasza Gibały, mały powód do optymizmu ma Partia Razem. Po pierwsze Aleksandra Owca uzyskała prawie 7 proc. poparcia, po drugie pokonała bezpośrednią lewicową konkurencję.
Największe problemy z wykreowaniem jakiegokolwiek sukcesu mają obie Konfederacje, które nieustannie przedstawiają się jako „prawdziwa prawica”, posiadająca złote recepty dla Polski. Konfederacja Sławomira Mentzena zaliczyła totalną kompromitację, bo jako jedyna nie potrafiła zebrać 3000 podpisów i żadne tłumaczenia tu nie pomogą, skoro wyśmiewane przez Konfederację partie lewicowe przeszły ten etap bez problemu. Na domiar złego kandydatem był Bartosz Bocheńczak, szef kampanii Sławomira Mentzena, co wizerunkowo uderza w lidera partii. Afera z podpisami ujawniała też głębokie podziały pomiędzy Narodowcami i Nową Nadzieją, no i wreszcie Konfederacja chyba powinna przemyśleć swoją zużytą strategię PR-ową pod hasłem „PiSPO jedno zło”. Według badań wyborcy Konfederacji najwięcej głosów oddali na Łukasza Gibałę (62 proc.), co nie zaskakuje, ale kandydat PiS dostał od nich zaledwie 4 proc. głosów mniej (15 proc.) niż kandydat Konfederacji Korony Polskiej (19 proc.), natomiast kandydatka KO otrzymała 2,1 proc., tyle samo, co obie kandydatki lewicowe.
W sondażach za czarnego konia uchodzi Konfederacja Korony Polskiej, w niektórych uzyskuje wyniki dwucyfrowe, ale i tak wyborcy tej „antysystemowej” formacji twierdzą, iż to zmanipulowane i zaniżone wyniki. Kraków brutalnie zweryfikował i sondaże i spiskowe teorie, Michał Klimek dostał zaledwie, 4,11 proc głosów i przypomnijmy, iż kandydat od Brauna z osobistym poparciem i zaangażowaniem Brauna, startował w komfortowych warunkach, bo kandydata Konfederacji zabrakło, druga prawicowa konkurencja, czyli PiS, jest w głębokim kryzysie i nie startował też kandydat Rozwoju +. Gdyby nie 19% poparcia od Konfederacji Michał Klimek miałby najwyżej 3 proc. głosów i to jest katastrofa. Zwolennicy Grzegorza Brauna twierdzą, iż kandydat był słaby i daleko mu do lidera z gaśnicą, wypada się z tym zgodzić, ale chyba „ruch gaśnicowy” nie rozumie, jakie są dalsze konsekwencje tej diagnozy. W wyborach parlamentarnych trzeba będzie wstawić minimum 460 kandydatów, a tak naprawdę kilka tysięcy i nic nie wskazuje, iż w tej grupie znajdą się silniejsi od Michała Klimka.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

11 godzin temu











