
20 sierpnia 1847 roku w Hrubieszowie przyszedł na świat Aleksander Głowacki, znany światu jako Bolesław Prus.
Powieściopisarz, nowelista, dziennikarz. adekwatne nazwisko: Aleksander Głowacki. Inne pseudonimy: Jan w Oleju.
Informacje biograficzne. Aleksander Głowacki h. Prus urodził się 20 VIII 1847 w Hrubieszowie jako syn ekonoma Antoniego Głowackiego i Apolonii Trembińskiej (zm. 1850). Po wczesnej stracie rodziców wychowywał się u krewnych. Uczęszczał do szkół w Lublinie i Siedlcach, skąd przeniósł się do Kielc, gdzie nauczycielem był jego starszy brat, Leon (1834– –1907), działacz „czerwonych”. Walczył w powstaniu styczniowym 1863–1864, ranny znalazł się w szpitalu, a potem w więzieniu. Po odbyciu kary ukończył gimnazjum w Lublinie i w 1866 r. rozpoczął studia na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Szkoły Głównej Warszawskiej. Po dwóch latach przerwał je i próbował podjąć ponownie w Instytucie Rolnictwa i Leśnictwa w Puławach, skąd został wydalony. Przez pewien czas był guwernerem w dworach ziemiańskich, pracował również jako robotnik w Warszawie. Publikował od 1864 r., ale za adekwatny debiut uważał szkice Listy ze starego obozu (wydane pod pseudonimem B. Prus, „Opiekun Domowy” 1872). W tym czasie rozpoczął też współpracę z „Niwą”, pismami humorystycznymi „Mucha” i „Kolce” oraz z „Kurierem Warszawskim”, w którym w l. 1875– –1887 (z krótką przerwą) ogłaszał cykl felietonów Kroniki tygodniowe. Publikował je także m.in. w „Ateneum”, „Nowinach” (redaktor naczelny 1882–1883), „Kurierze Codziennym”, „Tygodniku Ilustrowanym”. Pierwszą dużą powieścią Prusa była Placówka (1886), w następnych latach powstały jego najsłynniejsze utwory, m.in. Lalka (1890), Emancypantki (1894), Faraon (1897).
W 1875 r. ożenił się z kuzynką, Oktawią Trembińską (1851–1936). Większą część życia spędził w Warszawie, dwukrotnie tylko wyjeżdżał za granicę, najczęstszym celem podróży krajowych był Nałęczów. Jako uznany pisarz i dziennikarz uczestniczył w wielu inicjatywach społecznych (np. w 1881 r. w związku z powstaniem kas rzemieślniczych, w 1897 r. – Towarzystwa Higienicznego), brał udział w działalności stowarzyszeń i instytucji (Towarzystwo Kolonii Letnich, Kasa im. Józefa Mianowskiego). Chociaż niechętnie podejmował się pełnienia funkcji publicznych, był prezesem Stowarzyszenia Kursów dla Analfabetów Dorosłych (1906), prezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich (1910–1911). Przez całe życie miał ambicje naukowe. Zarys własnego systemu filozoficzno-etycznego przedstawił w pracy Najogólniejsze ideały życiowe (1901). Zmarł 19 V 1912 w Warszawie.
Krytyka literacka w kronikach. Działalność krytycznoliteracka Bolesława Prusa wiązała się zarówno z jego działalnością jako kronikarza, kiedy to szukając nowych tematów, omawiał ukazujące się właśnie na rynku wydawniczym książki, jak i z jego własną twórczością, której towarzyszyła szeroka znajomość współczesnej literatury, a także – przynajmniej niekiedy – potrzeba polemiki z sądami innych autorów. Pisma należące do krytyki literackiej znajdziemy więc w jego Kronikach, ale też w osobno publikowanych rozprawach; o działalności krytycznoliterackiej autora Placówki możemy mówić od czasu ukazania się pierwszych Kronik po ostatnie z nich.
Już w felietonach Na czasie pisywanych do „Kolców” w 1874 r. spotkamy obszerną wzmiankę na temat twórczości związanej z obozem postępowym młodej powieściopisarki i poetki, Marii Szeligi, której pisarz broni przed atakami „Gazety Polskiej”. Istotniejsza jednak wydaje się zaprezentowana tutaj koncepcja gatunku felietonowego i lista wymagań wobec jego twórców: „Sumienność w notowaniu faktów, intencja w wynajdywaniu przyczyn, subtelny krytycyzm w sprawozdaniu, a na koniec obrazowość w kombinowaniu wszystkich poprzednich elementów – oto, zdaniem naszym, przymioty, bez których felietonista nie wart złamanego szeląga” (Na czasie, „Kolce” 1874, nr 12). Rola i zadania kronikarza oraz kształt felietonu były dla młodego pisarza sprawą podstawową, skoro do tej problematyki wraca jeszcze kilkakrotnie w Sprawach bieżących prowadzonych przez niego w l. 1874–1876 w „Niwie”. Najobszerniejsze i najistotniejsze ujęcie pojawia się w siódmym tomie tego czasopisma, gdzie Prus ostro przeciwstawia „dawnego” felietonistę felietoniście „obecnemu”. Tego pierwszego wiąże z obowiązkiem donoszenia o wszelkich szczegółach życia towarzyskiego i z bywaniem w salonach, drugiego zaś – i jest to program autora kroniki – z obowiązkiem uczestniczenia w całości życia społecznego epoki, uczestniczenia bezpośredniego, jak i znajomości piśmiennictwa literackiego, społecznego i naukowego: „Dzisiejszy felietonista także musi być wszędzie i wiedzieć o wszystkim. Musi zwiedzać nowo zabudowujące się place, ulice pozbawione chodników, tamy, mosty, targi wełniane i wołowe, muzea, teatry, uczone psy, cyrkowe konie […]. Musi czytywać i robić wyciągi ze wszystkich pism, sprawozdań, nowych książek” (Sprawy bieżące, „Niwa” 1875, t. 7, nr 8). Ujęcie to – wzbogacone później deklaracjami o potrzebie wszechstronności i obiektywnego rozpatrywania faktów „z naukowego i realnego stanowiska” („Ateneum” 1876, t. 4, nr 12) – tłumaczy zarówno wprowadzenie do Kronik tematyki krytycznoliterackiej, jak i założony przez pisarza sposób jej traktowania.
Po stronie „młodych”. Pierwsza batalia krytycznoliteracka, w której uczestniczył Prus, dotyczyła młodej poetki, Marii Bartusówny. Jej atakujące współczesność poezje pisarz – traktujący ich ton jako znamienny dla wielu ówczesnych poetów (dziś ten krąg zwiemy epigonami romantyzmu) – ujął parodystycznie i bardzo krytycznie, oskarżając autorkę o niedocenianie rozwoju cywilizacyjnego i polecając jej „wsłuchać się w tętno wieku” (Sprawy bieżące, „Niwa” 1876, t. 9, nr 27), a tym samym bardzo wyraźnie wpisując się w grono „młodych”, których program przy tej okazji wykłada. Nowej generacji chodzi przede wszystkim o czynne włączenie się twórców do życia społecznego, o propagowanie nowych idei. Biorący w obronę „młodociany talent” Bartusówny oraz wyrażane przez nią idee (w tym także niewątpliwy patriotyzm poetki) przed „trefnisiami”, rzekomo naruszającymi „zasady przyzwoitości społecznej”, przedstawiciele „starej” prasy używają wobec kronikarza wielu inwektyw (zwąc go m.in. „pajacem” i „ropuchą”), on kontratakuje, podnosząc temperaturę polemiki.
Wobec bojów „młodych” Prus zajął jeszcze raz bardzo wyraźne stanowisko w kronikach tygodniowych pisywanych od 1875 r. do „Kuriera Warszawskiego”, w pełni aprobując główne tezy artykułu Franciszka Krupińskiego Romantyzm i jego skutki, zwłaszcza zaś przekonanie, że: „[…] poezja i cała w ogóle literatura przykładać się winny do postępu społeczeństwa tudzież stawiać wzniosłe i użyteczne cele” (Kronika tygodniowa, „Kurier Warszawski” 1876, nr 98–99), tym samym deklarując się jako zwolennik utylitaryzmu w sztuce. Przy okazji zaś naraził się tej części opinii patriotycznej, która w romantyzmie widziała uzasadnienie walki zbrojnej z zaborcami. Podobnie stało się, gdy niespełna dwa lata później aprobatywnie omówił odczyt ugodowo nastawionego Włodzimierza Spasowicza przedstawiający krytycznie Wincentego Pola, a także skrytykował zachowanie się na tym odczycie patriotycznie i postępowo nastawionej młodzieży. Komentarz Prusa na temat owego zachowania stał się podstawą niedoszłego pojedynku, znieważenia pisarza przez kilku studentów, co spowodowało trwały psychiczny uraz.
Kryteria oceny dzieła. Prus w swych Kronikach wiele razy przedstawia bardziej lub mniej wybitne utwory współczesnej sobie polskiej literatury. Krytycznie ocenia obrazek dramatyczny Aleksandra Świętochowskiego Poddanka, dostrzegając talent autora, ale potępiając jednostronność jego wizji historii i… brak tendencyjności: „Tam bowiem nie dotyka się kwestii współczesnej, nie uczy się nikogo i do niczego nie zachęca” (Kronika tygodniowa, „Kurier Warszawski” 1877, nr 47), a także przeciwstawiając ten utwór Szkicom węglem Henryka Sienkiewicza. To ostatnie dokonanie kronikarz omówił nieco szczegółowiej w „Ateneum” (1877, z. 1), traktując je jako „arcydzieło” i akcentując zawartą w nim „prawdę życiową”. Kryteria oceny dzieła literackiego w tych wszystkich wczesnych ujęciach krytycznych Prusa przede wszystkim bowiem wiążą się ze stosunkiem omawianego twórcy do pozaliterackiej rzeczywistości, a tym samym ze „społecznym znaczeniem” utworu, w znacznie mniejszym zaś stopniu dotyczą środków wyrazu artystycznego. Stąd m.in. wysoka ocena twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego, o którego działalności – z okazji jubileuszu – pisał m.in.: „[…] wielce się przyczyniła do wzbogacenia umysłowych zasobów narodu” („Ateneum” 1878, z. 2), aprobując głównie uczczenie pisarza tanim zbiorowym wydaniem jego pism. Kronikarz zabierał głos także z powodu dwudziestopięciolecia działalności firmy wydawniczej i księgarni Gebethnera i Wolffa, doceniając jej osiągnięcia na polu polskiej kultury i oświaty i stwierdzając m.in., iż „w ich wydawnictwie odbija się duch epoki i smak ogółu” („Kurier Warszawski” 1882, nr 334).
Ocena dzieła sztuki ze względu na jego stosunek do rzeczywistości pozaliterackiej, w tym szczególnie historycznej, znalazła najdobitniejszy wyraz w napisanej przez Prusa obszernej recenzji Ogniem i mieczem Sienkiewicza. Wobec powieści historycznej stosował – podobnie zresztą jak ten autor – dewizę „należy odtwarzać prawdopodobnie”, a tym samym za jedno z jej zadań uważał „wypełnianie luk” w materiałach źródłowych, postulując, by opisywane zdarzenia były zgodne z wiedzą historyczną, a przynajmniej by jej nie przeczyły. Przypominając, iż historii znane jest tylko nazwisko Skrzetuskiego i jego przedarcie się z oblężonego Zbaraża, stwierdza: „[…] autor miał prawo, choćby obowiązek, z jednego rysu odbudować takiego rycerza, to samo robił Cuvier ze szczątkami dawno wygasłych mieszkańców ziemi. Takie odbudowywania, o ile są prawdopodobne, należą do najwznioślejszych dzieł ludzkiej twórczości” („Ogniem i mieczem”. Powieść z lat dawnych Henryka Sienkiewicza, „Kraj” 1884, nr 28–30).
Program realizmu. Postulat ten wiąże się przede wszystkim z koncepcjami zaczerpniętymi z estetyki Hippolyte’a Taine’a. W omawianej recenzji – bezpośrednio choćby odwołując się do tego francuskiego estetyka – Prus formułuje tezy znacznie wykraczające poza hasło mimetyczności pojmowanej jako naśladowanie czy to innej literatury, czy też realnej rzeczywistości. Postuluje, ażeby autor utworów o tematyce historycznej umiał w biegu zdarzeń dopatrzyć się cech „głównych” (tj. istotnych) i aby potrafił je „dobrze uzupełnić” opartymi na prawdopodobieństwie i nauce hipotezami dotyczącymi zwłaszcza przyczyn opisywanych konfliktów. Krytykuje więc Sienkiewicza m.in. za to, że: „Wymalował on tylko cyferblat zegara, ale kółek i sprężyn nie pokazał […]. W jego powieści nie widzimy ani wyzyskiwanego ludu, ani pogardzanych popów, ani weteranów […]. Nie widzimy ani chciwych grosza panów i panków, ani zgrai Żydów” (tamże).
Konsekwencją dążenia do literackiego ujęcia zarówno powierzchni, jak i głębi jest sformułowanie definicji wielkiej sztuki stanowiące istotę jego programu realizmu: „Teraz rozumiemy, co stanowi rdzeń sztuki wielkiej; oto przedstawienie najogólniejszych przyczyn i najstalszych praw, jakie rządzą światem, przede wszystkim naturalnie światem ludzkim, tudzież – najogólniejszych i najstalszych cech, jakie spotykamy w zjawiskach, ale przedstawienie tego w sposób plastyczny, zrozumiały dla ogółu” (tamże). Ujęcie to, w którym również można dopatrzyć się wpływu autora Filozofii sztuki, stanowi clou Prusowskiego widzenia realizmu. Wiąże w sobie bowiem zarówno pojmowanie literatury jako pola badań nad społeczeństwem (co implikuje traktowanie pisarza jako badacza i odkrywcy), jak i postulat przekazu plastycznego, łatwiej przemawiającego do odbiorcy. Stanowi także dopełnienie czy choćby swoiste przezwyciężenie koncepcji wąsko pojętego realizmu (mimetyzmu), gdyż pojawia się w nim żądanie wprowadzenia do dzieła literackiego wiedzy naukowej – zwłaszcza socjologicznej i historycznej, ale i wiedzy przyrodniczej (socjologia i historia są w ujęciu Prusa pokrewne przyrodoznawstwu) – składającej się na ugruntowaną w nauce wizję świata literackiego. istotny jest również postulat liczenia się z możliwościami percepcyjnymi odbiorcy. Kategoria zrozumiałości jest dla pisarza zawsze istotna, będzie często przywoływana w jego późniejszych wypowiedziach. Wielokrotnie pisarz usiłuje też wskazać na potrzebę stworzenia stałych kryteriów oceny dzieła literackiego, wśród których niebagatelna rola ma przypaść – szczególnie jest to widoczne w ocenie działań sądu konkursowego, przyznającego w 1886 r. główną nagrodę słabemu i fałszywemu ze względu na przedstawienie wydarzeń historycznych wierszowanemu dramatowi historycznemu Albert, wójt krakowski Stanisława Kozłowskiego – prawdzie historycznej i prawdopodobieństwu w kreacji postaci, a oprócz nich bezstronności („Albert, wójt krakowski”, „Kraj” 1886, nr 34–36).
Estetyka „zdrowego rozsądku”. Na l. 1884–1885 przypada zarówno nasilenie się krytycznoliterackiej działalności Prusa, jak i pojawienie się właśnie na jej terenie nowo ukształtowanych zasad estetyki. Zwiastowała je zapowiedź posługiwania się „estetyką zdrowego rozsądku”: „W »estetyce« poniżej wyłuszczonej nie będę się opierał na powadze autorów, ale na tak zwanym zdrowym rozsądku; nie wymagam też, aby do słów moich przywiązywano wagę dogmatu, ale chcę po prostu pokazać, jakim łokciem będę mierzył utwory sztuki” (Kronika tygodniowa, „Kurier Warszawski” 1885, nr 18). Estetyka owa wiąże się ze znamiennym ujęciem sztuki, która nie powinna być przeciwstawiana nauce, gdyż – zdaniem Prusa – razem tworzą „dwa skrzydła, dzięki których ludzkość wznosi się coraz wyżej nad świat zwierzęcy” (tamże), a tym samym jej funkcja polega nie tylko na wydobywaniu piękna z rzeczywistości i na nauce dostrzegania owego piękna w zwykłym życiu, ale także odwołuje się do strony rozumowej. Można więc nie tylko opisać, ale choćby zmierzyć artyzm, a zdrowy rozsądek – i to zdrowy rozsądek czytelników – powinien być uznany za podstawowy miernik wartości dzieła sztuki. Żądając stosowania weryfikowalnych mierników oceny dzieła literackiego, Prus świadomie przeciwstawia się romantycznemu i modernistycznemu sposobowi patrzenia na sztukę wiązaną przede wszystkim z natchnieniem i nieświadomą emanacją ludzkiego ducha, geniuszu. Wskazuje konkretne źródła metod badania dzieła sztuki. Są to metody charakterystyczne dla nauk zwanych w XIX w. naukami ścisłymi, ze szczególnym uwzględnieniem nauk przyrodniczych, a także matematyki, a precyzując: statystyki.
„Krytyka realna”. Problem stylu. W tym samym 1885 r., w którym Prus występuje z programem estetyki „zdrowego rozsądku”, publikuje w petersburskim „Kraju” analizę Mickiewiczowskiego Farysa („Kraj” 1885, nr 46). Tu już nie pisze o estetyce zdrowego rozsądku, ale występując jako przedstawiciel „krytyki realnej”, sytuuje się opozycyjnie do „krytyki idealnej” i broni weryfikowalnych metod analizy dzieła literackiego. Odrzuca w tym wypadku niektóre roszczenia zdrowego rozsądku sensu stricto, tj. analizując metaforykę poematu i polemizując z imputacjami, iż „chłodny rozum” musi traktować poetyckie przenośnie jako fałsze, zauważa głęboką prawdę mowy figuratywnej, dochodząc wreszcie do wniosku: „[…] poeci mierzą świat nie tylko myślą, ale i uczuciem, […] organizacje ich posiadają w dużym stopniu władzę współczucia” (tamże; słowo „współczucie” jest przez Prusa pojmowane w znaczeniu „współodczuwania”, czyli postawy psychicznej określanej dziś mianem empatii).
Dostrzegając i próbując ukazać „organiczną jedność” Mickiewiczowskiego poematu, Prus posługuje się pozytywistyczną metodą arytmetyczno-statystyczną, w której zastosowaniu do badań literackich był na ziemiach polskich prekursorem (W. Lutosławski wydał swą główną pracę z tej dziedziny, Principes de stylométrie, w 1890 r.). Realną, „pożywną” część mowy stanowią jego zdaniem rzeczowniki, przymiotniki i czasowniki; najważniejsze zaś są rzeczowniki. Przyjąwszy to założenie, Prus wyliczył, iż u Mickiewicza na 100 wyrazów przypada 30–39 rzeczowników, 8–12 przymiotników oraz 12–21 czasowników, co mu pozwala na mówienie o procentach ich występowania w języku poety (38% rzeczowników, 9% przymiotników, 15% czasowników), a także o istnieniu złotej proporcji w stosunku między z jednej strony „realnymi” i „pożywnymi”, czyli „znaczącymi”, a z drugiej „nieznaczącymi” (autor studium wymienia tu spójniki, przysłówki, zaimki i liczebniki) częściami mowy. Takie proporcje pisarz uważa za wzorcowe i poleca ich stosowanie. W studium o Farysie obok problemów stylu istotna rola przypada również ogólnej ocenie romantyzmu. Zdaniem Prusa Mickiewicz wniósł do polskiej literatury wspaniały, godny przez cały czas naśladowania artyzm, szczególnie widoczny w języku, ale stworzył też wiele postaci, które – tak jak tytułowy farys – nie powinny być wzorem postępowania, gdyż w tym przypadku na piedestale został postawiony „krańcowy indywidualizm, awanturniczość i próżniactwo” (tamże). Tutaj dodatkowym miernikiem wartości dzieła literackiego staje się nigdy przez pisarza nienegowana użyteczność społeczna.
Słówko o krytyce pozytywnej. Kategoria zdrowego rozsądku znajduje się również u podstaw późniejszych polemik literackich, w których Prus uczestniczył pod koniec XIX w. Jedna z nich dotyczy ataku Świętochowskiego i obrony własnej postawy wobec świata oraz wiążącej się z tym koncepcji humoru. Odpowiadając w Słówku o krytyce pozytywnej („Kurier Codzienny” 1890, nr 308–316) na zarzuty Świętochowskiego, przedstawiającego Prusa zwłaszcza jako niepoważnego „urodzonego humorystę” (co ma tu służyć degradacji jego pisarstwa), autor Lalki prezentuje się jako przedstawiciel zdrowego rozsądku, a także wykłada swoją koncepcję „rzeczy zabawnych czy komicznych”, czyli dowcipu i humoru. Zanim Prus omówi te kategorie, dostrzega rolę istniejących w naturze niespodzianek, które potrafią wywoływać śmiech, tworząc domenę zdarzeń komicznych. Dowcip i humor uważa zaś za kategorie wytwarzane przez ludzki umysł. Pierwszą z nich, dowcip, charakteryzuje następująco: „Dowcip najgłębszy jest taką kombinacją pojęć, w której za pozorną niedorzecznością kryje się trafne spostrzeżenie. […] Bardzo wiele może być gatunków dowcipu: każdy z nich jednak jest przede wszystkim produktem twórczej fantazji”; tamże). Dowcip jest tu więc ujmowany – podobnie jest w notatkach pisarza, gdzie kategoria ta dość często się pojawia – jako dzieło intelektu lub produkt fantazji.
Pojęcie humoru. Optymizm i pesymizm. Prusowskie ujęcie humoru wiąże się z zauważeniem różnych sposobów widzenia świata w literaturze: „Czytająca publiczność ma kilka […] szkieł, czyli sposobów widzenia. Jeden, zupełnie przezroczysty, który nazywa się »realizmem« i pokazuje świat takim, jaki widzimy w utworach Homera albo Szekspira. Inny pogląd będzie różowy, »optymistyczny«, ukazuje świat takim, jaki jest na przykład w romansach i dramatach Hugo. Inny znowu pogląd jest czarny, »pesymistyczny«, jaki spotykamy w dziełach Zoli i »naturalistów«. Jeszcze inny pogląd na poły pstry, na poły realny, jest to pogląd »humorystyczny«, jaki widzimy w powieściach Dickensa” (Kronika tygodniowa, „Kurier Codzienny” 1889, nr 149). Ujawnia się tu – nie tak często spotykany w krytykach Prusa bezpośrednio – stosunek do naturalizmu. Co prawda już w 1883 r. krytykuje on ukazywanie w literaturze dominującego zła i spraw drastycznych, pisząc m.in.: „Realizm […], uciekając ze świątyni magów i kuglarzy, tak się rozmachał, iż – jedną nogą wpadł do chlewa” (Kronika tygodniowa, „Kurier Warszawski” 1885, nr 18), a w 1886 r., dostrzegając talent Gabrieli Zapolskiej i zasadniczo aprobując jej Kaśkę Kariatydę, widzi w naturalizmie przede wszystkim „przekorność” wobec romantyzmu, tj. celowo odmienną perspektywę w stosunku do idealnej, używanej przez romantyzm, a także zbytnią „drobiazgowość” i quasi-obiektywność opisów (Kronika tygodniowa, „Kurier Warszawski” 1886, nr 103b). Przypomnijmy, iż również Prusowi, który przecież posługiwał się wieloma elementami poetyki naturalistycznej, niejednokrotnie pesymizm zarzucano i musiał się bronić, pisząc m.in.: „[…] skąd pisarz współczesny ma tworzyć nowele czy powieści optymistyczne, o ile życie toczy się w zupełnie innym kierunku? […] Ze wszystkich stron mrok nas otacza, więc też ludzie mówią i piszą o mroku” (Kronika tygodniowa, „Kurier Codzienny” 1886, nr 134).
Na opozycję „optymizm–pesymizm” nakłada się w tej polemice ze Świętochowskim również inna opozycja: „realizm–idealizm”, gdzie realizm zostaje powiązany (nie do końca jednak!) z pesymizmem, idealizm lub fantazja – tu niewymienione bezpośrednio – z optymizmem, humor zaś jest traktowany jako swoisty konglomerat realizmu oraz „pstrego” spojrzenia na świat, w którym możemy się domyślać zarówno optymizmu, jak i pesymizmu. Ostatecznie humor zostaje tu ujęty następująco: „[…] humor […] polega nie na tworzeniu kombinacji fantastycznych, nie na grze wyrazów, ale na sumiennym oglądaniu rzeczy co najmniej z dwu stron: dobrej i złej, małej i wielkiej, ciemnej i jasnej. […] Humorysta w wielkim stylu niczego nie usiłuje zdobyć, nikogo nie nawraca i nikomu nie ulega; on raczej obserwuje wszystko i wszystkich z pobłażliwym spokojem. Nie uznaje żadnych dogmatów, nie uważa nic za konieczne ani za niemożliwe, ale tylko za prawdopodobne” (Słówko o krytyce pozytywnej). Patrząc na twórczość literacką z punktu widzenia zdrowego rozsądku, Prus traktuje humor jako sposób patrzenia na świat „co najmniej z dwu stron”. Ta różność punktów widzenia ma prowadzić do spojrzenia jak najbardziej obiektywnego. Prus nie preferuje ani czystego realizmu, który w tym wypadku wiąże przede wszystkim z pesymizmem i naturalizmem, ani też czystego idealizmu, łączonego tutaj z optymizmem. Dopiero ich skrzyżowanie czy wypadkowa mają dać to, co nie tyle jest realne, ile „najprawdopodobniejsze”, tj. prawdziwą wizję rzeczywistości, uzyskaną także – być może – dzięki ujęć fantastycznych. Teoria ta z pewnością mieści się w obrębie poetyki sformułowanej realizmu sensu largo.
Robinson i Don Kichot. Jeszcze dobitniej kategoria zdrowego rozsądku ujawnia się w wypowiedziach Prusa w zapoczątkowanej przez Ludwika Straszewicza pod koniec lat 90. XIX w. dyskusji na temat postaci Robinsona i Don Kichota. Pisząc w petersburskim „Kraju” o wojnie hiszpańsko-amerykańskiej, Straszewicz utożsamiał przegrywających Hiszpanów z ich bohaterem – Don Kichotem, a zwycięskich Anglosasów – z Robinsonem, którzy są w rozumieniu publicysty bohaterami wyrażającymi cechy obu narodów, przy czym wzorem godnym naśladowania okazuje się tylko Robinson (Dwa typy – dwie idee, „Kraj” 1898, nr 43). Straszewicz w Don Kichocie odnajduje pokrewieństwo z Polakami, których przestrzega przed marzycielstwem błędnego rycerza. Prus pisał podobnie: „Robinson […] był […] jednym z najwznioślejszych bohaterów ludzkości. Owszem, o ile chodzi o symbole, to Robinson był właśnie symbolem ludzkości, rzuconej bez żadnych środków na ziemską wyspę, wśród nieskończonego oceanu niedoli i tajemnic…” (Kronika tygodniowa. Znowu awantura o Don Kichota i Robinsona, „Kurier Codzienny” 1898, nr 335). Don Kichota pisarz uważa za postać niejednolitą i taką, która nie może być wzorem postępowania, gdyż funkcji wychowawczej nie powinien pełnić chory psychicznie marzyciel: „[…] poczciwy skądinąd Don Kichot, który uważał świniarkę za księżniczkę, a wiatraki za olbrzymów, był autentycznym wariatem, który naprawdę chorował na halucynacje…” (tamże). Krytyczna ocena postawy życiowej Don Kichota wiąże się ze stosunkiem Prusa do romantyzmu, wynikając pośrednio z tego samego źródła, które decyduje o niechęci pisarza do tej epoki. O ile jednak w przypadku romantyzmu, a Mickiewicza zwłaszcza, autor Omyłki aprobuje zachowania patriotyczne i idee narodowe, o tyle postać Don Kichota nie może być oceniona pozytywnie, gdyż kłóci się zdaniem Prusa z rzeczywistością i realnymi potrzebami współczesności, co ma być społecznie niebezpieczne. Prus nie zauważa istniejącej w Don Kichocie gry iluzji i deziluzji, nie rozpatruje wartości literackich utworu, decydująca jest dlań postawa społeczna głównego bohatera. Wiąże się to z pewnością z przyjętą przez pisarza zasadą użyteczności, prowadzącą go do aprobaty utworów i postaci reprezentujących postawy – z jego punktu widzenia – prospołeczne i do potępienia postaw przeciwnych.
Zasada użyteczności. Zadania pisarza. Podobnie omawiając kilka lat wcześniej twórczość Marii Rodziewiczówny, bierze w obronę tę pisarkę (mocno atakowaną w 1890 r. przez prasę, zwłaszcza postępową). Obrona ta, z pewnością związana także z aprobatą zarówno dla „prześlicznych zdolności” autorki Dewajtisa i jej „podniosłych ideałów” (czyli prawdopodobnie patriotyzmu, o którym bezpośrednio nie można było pisać i którego pisarz en bloc nie odrzucał), jak i w jakimś stopniu dla dydaktyzmu jej powieści, ujawnia również poglądy Prusa na wyposażenie intelektualne pisarza. Powinien on bowiem, zdaniem autora Lalki, stale się uczyć: „Przeciętny Polak »wykształcony« wie o tym, iż na lekarza, adwokata, inżyniera trzeba uczyć się cztery do pięciu lat […]. Ten światły Polak ani domyśla się, iż powieściopisarzem można zostać… ot tak… natychmiast, byle mieć talent!… […] powieściopisarz musi odbywać jakieś specjalne studia. Że wybornie musi znać loikę, gdyż praca jego polega na ciągłych obserwacjach, rozumowaniach, definicjach i sprawdzaniach. Że powinien na wylot umieć psychologię […], również umieć socjologię […], a nareszcie, iż musi choć po łebkach obeznać się z mnóstwem innych nauk i bardzo wiele czytać” (Kronika tygodniowa, „Kurier Codzienny” 1890, nr 64).
Pisanie więc to nie jedynie sprawa talentu – sądzi Prus – ale także, a choćby przede wszystkim solidnej pracy. Stąd dyrektywa odnosząca się nie tylko do Rodziewiczówny: „Dużo obserwować i czytać, bardzo dużo i bardzo porządnie czuć i myśleć, kilka pisać, ale za to nadzwyczaj wiele poprawiać” (tamże).
Kategoria typowości. Oceniając bieżącą twórczość (zwłaszcza dramatyczną, gdyż oglądanie przedstawień teatralnych i opiniowanie ich należało w pewnym sensie do obowiązków kronikarza), autor Placówki domaga się korelacji między węzłem dramatycznym a autentycznymi problemami społecznymi oraz przemyślnego budowania postaci, które powinny charakteryzować się „typowością”. Jego negatywne zdanie o sztukach Hermanna Sudermanna Honor i Gniazdo rodzinne („Kurier Codzienny” 1891, nr 98) i pozytywne o Filipocie Jules’a Lemaître’a bardzo wyraźnie wiąże się z kategorią typowości, której wymogom zdaniem Prusa Sudermann nie sprostał, natomiast – niezbyt zdaje się interesującą pod względem artystycznym – Filipotę uznał za „sztukę wielkiej wartości” ze względu na „społeczne znaczenie utworu” („Kurier Codzienny” 1893, nr 313). Kategorii typowości jednak pisarz nie precyzuje, chociaż wydaje się, iż w jego ujęciu oznacza ona uwzględnienie przez artystę zjawisk i charakterów powszechnie spotykanych, charakterystycznych dla określonych środowisk i czasów.
O Mickiewiczu. Z nadchodzącym jubileuszem Mickiewicza (1898) wiązał się skomplikowany stosunek Prusa do projektowanych i budowanych z tej okazji pomników. Już w 1882 r. wyrażał w Kronikach swój sceptyczny pogląd na rolę monumentów, opowiadając się – w związku z dylematami sądu konkursowego w Krakowie – przeciwko pomnikowi wystawiającemu tylko postać poety, a bardziej za takim, który składałby się z postaci z jego utworów, czyli byłby choćby „pomnikiem dla Mickiewicza bez Mickiewicza” („Kurier Warszawski” 1882, nr 96).
Później zaś wielokrotnie wypowiadał się przeciwko budowie pomnika poety w Warszawie. Pisząc w 1885 r. o „zatargu konkursowym”, ostro akcentuje, iż organizując konkurs na pomnik, „wcale nie pomyślano, iż dzieła sztuki są kosztownym zbytkiem” („Kraj” 1885, nr 12). Podobnie, choć ostrzej, Prus – niedoceniający, jak się wydaje, społecznej roli mitów i potrzeby podtrzymywania pamięci zbiorowej – formułuje ten sąd w 1887 r.: „[…] o ile kto, to właśnie wielki poeta nie potrzebuje pomników, bo on sam sobie stawia najtrwalszy w sercach i pamięci narodu” („Kurier Warszawski” 1887, nr 195).
Nic więc dziwnego, iż omawiając wystawione w 1885 r. projekty tego pomnika, pisarz odrzuca przede wszystkim rozmaite „figury dodatkowe”, a zwłaszcza alegorie, dochodząc do wniosku: „[…] rzeźba nie jest w stanie przedstawić poematów”, i motywuje to zdanie zdrowym rozsądkiem, który nakazuje w pierwszej kolejności realizację ważniejszych potrzeb społecznych (Wystawa projektów na pomnik Mickiewicza, „Kurier Warszawski” 1885, nr 180b). W polemice ze Świętochowskim, odwołując się znów do zdrowego rozsądku, stwierdza: „[…] ważniejszymi dla społeczeństwa są tanie kuchnie aniżeli koncert Patti, ludowe łaźnie aniżeli nowe dekoracje, szkoła rzemieślnicza aniżeli pomnik dla Mickiewicza itd.” (Słówko o krytyce pozytywnej).
W 1888 r. zdecydowanie aprobuje czterotomowe tanie wydanie pism poety przygotowane przez Gebethnera i Wolffa, przy okazji ujmując zwięźle swój stosunek do pozostałych wieszczów i to, co najbardziej ceni w twórczości autora Dziadów: „[…] Mickiewicza zrozumieją wszyscy. Krasiński przemawia do czytelnika jak Jowisz owinięty w chmurę do Jowisza również owiniętego w chmurę; Słowacki rozlewa się w błyskawice albo rozsypuje się w perły i brylanty. […] On widzi – jak wszyscy, on czuje – jak wszyscy, on mówi, jak mówią wszyscy, językiem zwykłych śmiertelników” („Kurier Codzienny” 1888, nr 175).
Do myśli tych Prus wraca – wychodząc od postawionego przez siebie pytania: „Za co wielkim poetom stawiamy pomniki?” – bezpośrednio po obchodach jubileuszowych, w poświęconej wyłącznie wielkiemu poecie kronice („Kurier Codzienny” 1899, nr 6). Omawiając twórczość poety, Prus akcentuje szczególnie jego patriotyzm i zrozumiałość jego poezji dla wszystkich. Szczególnie ceni Pana Tadeusza, nazywając dzieło „poematem społecznym” i stwierdzając, iż nowa, „praktyczna” faza rozwoju polskiego ducha społecznego (nastąpiła ona wedle kronikarza po epoce romantycznej i pozytywnej) wymaga odpowiednich wzorów działania. Jej bohaterami powinni być ludzie w rodzaju Livingstone’a czy Stanleya, a nie Mickiewiczowskiego farysa.
O literaturze młodopolskiej. Rozum i rozsądek jako kryteria oceny dzieł literackich szczególnie mocno zaważyły także na stosunku Prusa do literatury młodopolskiej. Pisarz wiele razy wypowiadał się o nowej literaturze i poszczególnych modernistach. W jego postawie do młodej generacji literackiej przejawia się dążenie do obiektywizmu i usiłowanie zrozumienia zarówno tego, „na czym polega nowość i niezwykłość nowej szkoły” („Młoda literatura polska”, „Kurier Codzienny” 1899, nr 15), jak i ogólnych mechanizmów następowania po sobie literackich pokoleń i ich wzajemnych relacji. W zakończeniu pierwszej obszerniejszej Kroniki poświęconej młodej literaturze Prus pisze aprobatywnie: „W każdym razie witamy naszą »młodą literaturę«, przyklaskując jej zwrotowi do psychologii, jej stylowi bogatemu i kipiącemu życiem. Nie wątpimy, iż czas i doświadczenie rozwiną jej zalety, a uzupełnią braki” (tamże). Dwa lata później będzie życzył powodzenia powstałej właśnie „Chimerze”, obdarzonej przezeń epitetem „oryginalna” („Kurier Codzienny” 1901, nr 36). W przywoływanym artykule o młodej literaturze przedstawia cechy poetyki modernizmu na przykładzie analizy utworu Stanisława Przybyszewskiego Z cyklu wigilii oraz jego artykułu programowego Na drogach duszy. O Przybyszewskim wypowiada się przy tym pochlebnie, przyznając mu zdolności, a choćby „zadziwiający talent” („Młoda literatura polska”). W młodopolskiej literaturze natomiast zauważa – drogą analizy, w której zostają też przywołane nazwiska Tadeusza Micińskiego i Zdzisława Dębickiego – przede wszystkim nieokreśloność czasoprzestrzenną fabuły. Prus wiąże ją z programowym dążeniem modernistów do prezentacji „wrażeń duszy”, czego w zasadzie nie aprobuje: „[…] gardzą oni [autorzy „nowej szkoły”] czy tylko pozują na pogardę dla świata zewnętrznego i – lubią zagłębiać się w zjawiska własnej duszy” (tamże). W innym miejscu pisze, iż „według modnych dziś teorii” poeta jest pojmowany jako nadczłowiek (Poeta, wychowawca narodu, „Tygodnik Ilustrowany” 1910, nr 14; użycie tego terminu – krytyczne zresztą – świadczy o znajomości koncepcji F. Nietzschego przez Prusa, który jednak prawdopodobnie znał go tylko z drugiej ręki).
Sądy tego rodzaju pojawiają się w Kronikach, zwłaszcza już w XX w., najczęściej w kontekście omawiania ogólnej problematyki „nowej” literatury. Poszczególni pisarze nie są jednak bynajmniej gremialnie potępiani. Pozytywnie Prus ocenia więc „powieść pisaną z nietuzinkowym talentem”, czyli Próchno Wacława Berenta („Kurier Codzienny” 1901, nr 326). Zachwyca się prozą poetycką Marii Komornickiej i poezjami Jana Kasprowicza. Czyta dość krytycznie Antoniego Langego („Kurier Codzienny” 1896, nr 95). Ceni dramaty Stanisława Wyspiańskiego, chociaż nie zawsze chyba je w pełni rozumie (Poezja i poeci, „Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 50). Polemizuje z koncepcjami sztuki Zenona Przesmyckiego („Kurier Codzienny” 1901, nr 326).
Prusa interesował zwłaszcza symbol jako podstawowa kategoria młodej literatury. Znał książkę Ignacego Matuszewskiego Słowacki i nowa sztuka i w poświęconej jej kronice skupił się na pojęciu symbolu. Wychodząc od opisu reprodukcji obrazu Arnolda Böcklina, pisarz wyjaśnia pojęcie nastroju i symbolu: „Symbol więc jest to grupa dźwięków, kolorów i postaci albo też wyrazów i zdań, dzięki których artysta wywołuje w widzach i czytelnikach jakieś uczucie czy wrażenie – »nastrój«” („Kurier Codzienny” 1891, nr 326). Ujęcie to, akcentujące przede wszystkim plastyczność symbolu, jest oparte jednak nie tylko na omawianej przez Prusa książce Matuszewskiego, ale również na innych koncepcjach. Przy okazji autor Lalki kpi trochę z programowanych treści nowej sztuki, która chce „jak religia, metafizyka, mistyka, […] być oknem ku nieskończoności… ” (tamże). Aprobuje natomiast język młodopolskiej poezji, uważając go choćby za „najsilniejszą broń bojowników nowej sztuki” (tamże).
Sprawą podstawową w stosunku Prusa do Młodej Polski jest jednak jej estetyzm, tj. popierane hasło „sztuka dla sztuki”. Polemizując wiele razy z tym hasłem i sposobem jego ujęcia przez modernistów, pisarz m.in. akceptująco przywołuje koncepcję Lwa Tołstoja, którego esej Co to jest sztuka? właśnie się ukazał, a niespełna rok później, recenzując jego Zmartwychwstanie, ocenia je bardzo wysoko i stwierdza m.in.: „[…] dzieło literackie, które ma oddziałać na społeczeństwo, nie może być utworem naukowo-abstrakcyjnym, ale – musi wypływać z bezpośrednich obserwacji, robionych nad rzeczywistymi ludźmi i ich rzeczywistym życiem. Dlatego traktaty socjologiczne, etyczne, filozoficzne zawsze będą miały nielicznych czytelników, podczas gdy powieść może zachwycać i kształcić miliony. Dlatego też powieść winna być realistyczną” („Zmartwychwstanie” – powieść hrabiego L.N. Tołstoja, „Kurier Codzienny” 1900, nr 158).
Cytując sformułowania Przesmyckiego z artykułu Walka ze sztuką, gdzie wyznawca modernizmu namiętnie neguje hasło służby społecznej literatury i atakuje krytyków nowych prądów (w tym także Prusa) jako przeciwników sztuki w ogóle, pisarz ostro polemizuje. Nową literaturę ocenia jako „chorobliwą”, dla Polaków szczególnie niebezpieczną, gdyż – co kilkakrotnie wspomina – stawia się w ten sposób na piedestał zjawiska estetyczne i różne dziwactwa oraz patologie, deprecjonując natomiast – słabo u nas rozwinięte – naukę i technikę (Rozdekadentyzowana opinia publiczna – i – lekceważenie ludzi z inicjatywą, „Kurier Codzienny” 1901, nr 145). Padające nań ze strony „nowej szkoły” mniej lub bardziej bezpośrednie obelgi pisarz przyjmuje spokojnie, próbując wyjaśnić ogólny mechanizm walki pokoleń: „Ojcowie nasi nazywali się »romantykami« i wymyślali »klasykom«; nasze pokolenie wydało »pozytywistów«, którzy wymyślali »romantykom« […]. Dzisiaj zaś przychodzi »młoda literatura polska«, która będzie wymyślała pozytywistom, dopóki znowu około 1930 roku nie wystąpią »najmłodsi z młodych«” („Młoda literatura polska”). Modernizm przeminie – zdaniem autora Faraona – tak jak przeminęły inne generacje. Jest w tym stwierdzeniu odcień satysfakcji.
Koncepcja „poety”. Po raz ostatni chyba znamienną dla Prusa utylitarystyczną koncepcję sztuki spotykamy w jego dwóch artykułach opublikowanych w „Tygodniku Ilustrowanym”: Poezja i poeci (1909) i Poeta, wychowawca narodu (1910). W obu tekstach rozważania wychodzą od problematyki związanej z twórczością Mickiewicza, ale mają charakter ogólny i dotyczą również współczesności. Zawarte w pierwszym z nich ujęcie funkcji poezji, a adekwatnie całej literatury, przywołuje w skrótowej formule wcześniejsze koncepcje Prusa: „[…] wielka poezja, to znaczy wielka idea, wypowiedziana w sposób jak najbardziej plastyczny, nie jest zabawką próżniaków, ale pokarmem i ambrozją, którymi podtrzymywały się nieśmiertelne przymioty bogów” (Poezja i poeci). Prus w imię służby społecznej literatury, jasno tu ujmowanej jako służba narodowi, jednoznacznie potępia odwrócenie się modernistów od świata społecznego (Poeta, wychowawca narodu). Młodopolską koncepcję poety Prus przedstawia tu w krzywym zwierciadle: „[…] poeta jest to bombonierka, napełniona nie ideami i zasadami, ale gestami i nastrojami, a przyczepiona do bańki mydlanej, która nazywa się – sztuką dla sztuki” (tamże).
Jak wskazuje już tytuł szkicu, poeta (czyli pisarz) powinien być wychowawcą narodu. Takim poetą był według Prusa przede wszystkim Mickiewicz. Odwołując się do książki Józefa Kallenbacha Nieznane pisma Adama Mickiewicza (1817–1823). Z archiwum filomatów, Prus prezentuje tezę, iż autor Ody do młodości – mimo często cytowanego hasła „mierz siły na zamiary” – nie miał w pogardzie „szkiełka i oka”, i filomatom oraz całemu narodowi polecał rzetelną naukę w imię dobra narodowego. Mickiewicz jest więc raczej prekursorem pracy organicznej, „obywatelem-patriotą”, a nie „marzycielem” czy „nadartystą”, „dla którego świat nie istnieje poza ładnym rymem, nową metaforą albo antytezą” (tamże). W szkicu Poezja i poeci autor Lalki przywoływał Mickiewicza, zestawiając Dziady z Weselem Wyspiańskiego. U autora dramatu romantycznego dopatruje się wielkiej idei, ale w Weselu już tego nie widzi, nie uważając tego utworu za arcydzieło i pisząc, iż jego twórca gra na „klawiszu patriotyzmu”, a odbiorcom swoim mówi: „[…] wszyscy, zarówno chłopi, jak inteligencja – jesteście »durnie«” (Poezja i poeci). Zrozumiałości i klarowności języka Mickiewicza przeciwstawia młodopolską „gadaninę” (tamże). Przyjęcie użyteczności jako podstawowego kryterium oceny dzieła sztuki i obecności wielkiej idei – utożsamianej przede wszystkim ze służbą narodowi – jako synonimu wielkiej literatury prowadzi Prusa do deprecjacji „nowej” poezji. Nigdy też – mimo obietnicy zachowania obiektywizmu – nie obdarza nowej literatury mianem neoromantyzmu.
Bibliografia
NK, t. 17/I; PSB, t. 8, 40
Źródła:
„Ogniem i mieczem”. Powieść z lat dawnych Henryka Sienkiewicza, „Kraj” 1884, nr 28–30;
„Farys”, „Kraj” 1885, nr 46;
Słówko o krytyce pozytywnej. (Poemat realistyczny w 6 pieśniach), „Kurier Codzienny” 1890, nr 308–316;
„Zmartwychwstanie” – powieść hrabiego L.N. Tołstoja, „Kurier Codzienny” 1900, nr 158;
Poezja i poeci, „Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 50;
Poeta, wychowawca narodu, „Tygodnik Ilustrowany” 1910, nr 14;
Pisma, t. 29: Studia literackie, artystyczne i polemiki, red. Z. Szweykowski, Warszawa 1950;
Kroniki, t. 1–20, oprac. Z. Szweykowski, Warszawa 1953–1970.
Opracowania:
A.S. [A. Świętochowski], Aleksander Głowacki (Bolesław Prus), „Prawda” 1890, nr 32–39, przedr. w: Wybór pism krytycznoliterackich, wyb. S. Sandler, wstęp i przypisy M. Brykalska, Warszawa 1973;
Z. Szweykowski, Twórczość Bolesława Prusa, Poznań 1947;
S. Skwarczyńska, Systematyka głównych kierunków w badaniach literackich, t. 1, Łódź 1948;
S. Melkowski, Poglądy estetyczne i działalność krytycznoliteracka Bolesława Prusa, Warszawa 1963;
Bolesław Prus 1847–1912. Kalendarz życia i twórczości, red. Z. Szweykowski, oprac. K. Tokarzówna, S. Fita, Warszawa 1969;
J. Kulczycka-Saloni, Literatura polska lat 1876–1902 a inspiracja Emila Zoli. Studia, Wrocław 1974;
H. Markiewicz, Polskie przygody estetyki Taine’a, w: tegoż, Świadomość literatury. Rozprawy i szkice, Warszawa 1985;
J. Tomkowski, Robinson Kruzoe, Don Kichot i tłum, w: tegoż, Mój pozytywizm, Warszawa 1993;
H. Markiewicz, Polskie teorie powieści. Od początków do schyłku XX w., Warszawa 1998;
A. Martuszewska, Bolesława Prusa „prawidła” sztuki literackiej, Gdańsk 2003;
T. Sobieraj, Prus „versus” Świętochowski. W sporze o naukowość, krytykę pozytywną i „Lalkę”, Poznań 2008.
Autor: Anna Matuszewska
Patrz: Bolesław Prus
Antysemityzm Bolesława Prusa
I Prus nie stanowił wyjątku wśród oświeconej opinii, gdy w 1874 roku pisał: „Liczna a próżniacza ludność faktorów i małomiasteczkowych giełdowiczów ma wiele podobieństwa do grzybów i pleśni drzewnej…”
I jak reszta opinii oświeconej gromił z zapałem żydowską odrębność. W 1877 tak definiował, dręczącą inteligentów jego czasu kwestię żydowską: „…oto ciemnota i kastowość […], dodajmy żargon, chałat i wczesne zawieranie związków małżeńskich, ocukrujmy to wszystko biedą, wywołującą oszustwo i lichwę, a mieć będziemy cały tort nazywający się kwestią żydowską. Że on jest niesmaczny – to prawda, ale żeby nie miał kiedyś prysnąć pod naciskiem oświaty i idei postępowych – w to nie uwierzę”.
Program więc cokolwiek prostolinijny, postęp miał zlikwidować odrębność, asymilacja miała Żydów zbliżyć do jedynie słusznej kultury polskiej. Jednak Prus do typowego programu pozytywistycznego dołączył antyżydowską obsesję, która tak jak w przypadku Świętochowskiego w końcu zwyciężyła. Już w latach 70-tych protestował przeciwko żydowskiej dominacji w gospodarce. W 1877 r. protestował przeciwko nazywaniu Żydów narodem, dla niego „ciemne masy” były tylko kastą i materiałem dla „tego lub owego społeczeństwa”. Wszystko to jednak mieściło się w ramach środowiskowej filozofii, antyżydowski język miał tylko znaczenie perswazyjne.
Prawdziwym przełomem dla Prusa w postrzeganiu przez niego kwestii żydowskiej była pisana w latach 1887-89 „Lalka”, w czasopiśmiennym pierwodruku powieść dwutomowa. Porównanie zawartości tomów dowodzi, jak wielkich zmian dokonał Prus w tomie II.
Społeczeństwo, ukazane w tomie I powieści znajduje się w stanie głębokiego kryzysu gospodarczego i nade wszystko duchowego, rozkład jest najbardziej adekwatnym pojęciem. Poszczególne warstwy nie tworzą organicznej społecznej tkanki, kasty arystokracji, burżuazji i drobnomieszczaństwa szamoczą się w bezsensownym, ambicjonalnym konflikcie. Droga awansu indywidualnego jest nierealna, stanowy status jest barierą nie do pokonania, Wokulski licząc tylko na własne siły musi pozostać subiektem, przy czym status „subiekta” jest niemal feudalnym statusem przynależności do klasy niższej; młody Szlangbaum i doktor Szuman cierpiąc antysemickie docinki pozostają na granicy dwu światów, polskiego i żydowskiego, nie będą faktycznie akceptowanymi przez żaden z nich. Zastój cywilizacyjny, konserwatyzm kastowy, takie są symptomy kryzysu społeczeństwa w I tomie „Lalki”. Przełomem ma być praca organiczna, spółka do handlu z cesarstwem, która zaktywizuje elitę kraju, posiadającą kapitał, ale nie ducha przedsiębiorczości. Przedsięwzięcie to przez samego Prusa ukazane jako inicjatywa heroiczna, wobec całkowitego, wszechobecnego marazmu staje się w istocie fikcją.
Żydzi w I tomie to trzy postaci: stary Szlangbaum, ortodoks, zasymilowani Szuman i Henryk Szlangbaum, dwaj ostatni uczestnicy wraz z Wokulskim powstania styczniowego, mający za sobą zesłanie na Syberii. Obaj dotkliwie znoszą antysemityzm i kastowe bariery; gdy Wokulski daje pracę pogardzanemu przez Polaków i Żydów młodemu Szlangbaumowi (nie przyszedłbym, gdyby nie troska o dzieci, mówi ten) opinia polska ma mu to za złe. Szuman to postać głęboko tragiczna, po osobistym dramacie jest wypalony, zgorzkniały, mimo, iż asymilator, to świadomy swego statusu mieszkańca dwu światów, z których żaden go nie zechce. Stary Szlangbaum to żydowski biznesmen, Prus opisuje go z sympatią, gdy staruch jadąc dorożką zmuszony jest zapłacić większą taryfę czuje słabość „około serca”. Umowa, jaką zawiera z nim Wokulski o kupno kamienicy jest tak mętna, iż jej realizacja może się oprzeć tylko na wzajemnym zaufaniu. Lojalność i zaufanie łączą tych dwu ludzi, zapamiętajmy to.
Pozytywnego obrazu Żydów dopełnia przedstawienie przez Szlangbauma rozrywek młodych Żydów, mających ćwiczyć rozum; mądrość i cierpliwość mają być typowymi żydowskimi cechami. Żydzi zasymilowani w tomie I „Lalki” noszą piętno tragizmu, są postaciami psychologicznie skomplikowanymi.
Naraz w II tomie przechodzimy do innego świata stosunków polsko-żydowskich, spotykamy Wokulskiego rozmawiającego z Rzeckim o rozpanoszeniu się Żydów i możliwej sprzedaży sklepu, Rzecki zapowiada: „Będzie kiedyś awantura z tymi Żydami”, Wokulski odpowiadając wygłasza słowa znamienne – Prześladowania Żydów realizowane są już osiemnaście wieków, jedynym ich rezultatem jest wyginięcie jednostek szlachetnych, a pozostanie przy życiu tylko Żydów „wytrwałych, cierpliwych, podstępnych, solidarnych, sprytnych i po mistrzowsku władających jedyną bronią, jaka im pozostała – pieniędzmi. Tępiąc wszystko, co lepsze, zrobiliśmy dobór sztuczny i wypielęgnowaliśmy najgorszych.” Pamiętajmy, mówi to przyjaciel Żydów z I tomu, która to przyjaźń budziła wrogość polskiej opinii.
Spotykamy także młodego Szlangbauma, niegdyś tak poniżanego, teraz zhardziałego, który wie już, iż jest prawie właścicielem sklepu. Wrócił do papy, i to wcale nie z powodu antysemickich przytyków, ale dla majątku. W rozmowie z Rzeckim oświadcza, iż pożycza arystokratom, by ich przyjmować na salonach. W duszy jest demokratą, ale czegóż nie robi się dla stosunków. Pamiętajmy, mówi to ex-powstaniec, zasymilowany, upokarzany przez Żydów i Polaków, w tej chwili wróciwszy do papy staje się on Żydkiem – geszefciarzem.
W tomie II, po długiej nieobecności, naraz spotykamy doktora Szumana, niegdyś zgorzkniałego, teraz pełnego optymizmu…żydowskiego optymizmu. Odwiedzającemu go Rzeckiemu objawia, iż w jego duszy nastąpił przełom, ba, to prawdziwa iluminacja. Postanowił bowiem zająć się biznesem. Wyrzeka, iż dziesięć lat strawił na bezwartościowe badania włosów, na publikację broszury o tychże włosach wyłożył rubli 1000. I żadnego odzewu. w tej chwili postanowił zająć się robieniem pieniędzy, czyli geszeftem, bo pieniądz jest sezamem, przed którym otwierają się wszystkie drzwi, za pieniądze ma się choćby gotowych do ofiar przyjaciół. Przestał już wierzyć w „polski system” ten bowiem jest uosobieniem marzycielstwa i braku rozsądku, jedynym efektem działania „polskiego systemu” są bankructwa moralne i materialne.
Na pytanie ogłupiałego Rzeckiego, jakiż system proponuje w zamian, odpowiada: „nasz żydowski”. Wedłu niego Żydzi są cierpliwi i genialni, zaś Polacy głupi bankruci. Wszyscy arystokraci trwonią majątki, na czele z Łęckimi i Krzeszowskim. choćby Wokulski to bankrut. „Wszyscy bankrutujecie, wszyscy… Całe szczęście, iż wasze miejsce zajmują świeże siły. Są nimi Żydzi, są oni sprytni, choćby ich postępowanie z kobietami jest zupełnie inne niż sentymentalizm Polaków. Żyd finansista bierze żonę bogatą, nic nie znaczą dlań czułości. jeżeli wziąłby żonę ubogą, to wtedy musiałyby procentować jej wdzięki. „Ona prowadziłaby mu salon, zwabiała gości, uśmiechałaby się do możnych, romansowałaby z najważniejszymi, słowem – na wszelki sposób popierałaby interes firmy” – tak oto dowiadujemy się, iż wśród Żydów w powszechnym zwyczaju jest prostytuowanie żon (zresztą za ich zgodą) dla geszeftu. Przy okazji dowiadujemy się, iż szczery przyjaciel Wokulskiego z I tomu Szuman teraz właśnie zajęty jest sprawdzaniem rachunków księgowych sklepu Wokulskiego, który chce nabyć stary Szlangbaum.
Były przyjaciel Szlangbaum kupujący sklep, wcześniej jednak wydobywający rachunki (czy aby wszystko prowadzone uczciwie), i były przyjaciel Szuman, dokładnie kontrolujący stan kasy. Czegóż nie robi się dla geszeftu.
Cały powyższy wywód o żydowskich przewagach nad polską bezmyślnością głosi, pamiętajmy, niedawny szczery patriota polski, powstaniec, mający za sobą syberyjską katorgę. Ten właśnie człowiek, pamiętajmy zasymilowany Żyd doznaje olśnienia i bredzi, niczym podpity półanalfabeta, który przebrnął właśnie przez trzy strony „Protokołów mędrców Syjonu”. Postać tragiczna, ofiara polskich przesądów kastowych staje się żydowskim geszefciarzem. Dusza żydowska? Dlaczego? Prus mieć musiał bardzo istotny powód, iż uczynił trzech żydowskich bohaterów I tomu „Lalki” wrogami polskości.
W niedługi czas potem znowu widzimy Szumana, teraz skarżącego się na okpienie przez Szlangbaumów, którzy proponowali mu spółkę. Oszukany przez swoich „braci” staje się Żydem cynikiem, świadomym łotrostw swego narodu. W rozmowie z Wokulskim mówi: „Genialna rasa te Żydki, ale cóż za łajdaki”, z zadowoleniem stwierdza u siebie odrodzenie żydowskiej natury: „A właśnie teraz zaczyna się budzić we mnie instynkt przodków: skłonność do geszefciarstwa”. Z niepokojem wspomina, iż nieomal ową naturę asymilując się w polskim środowisku zagubił: „Tak długo kręciłem się w waszym świecie, żem w końcu utracił najcenniejsze przymioty mojej rasy”, rasy, która cały świat zdobędzie, i to choćby nie rozumem, ale szachrajstwem i bezczelnością. Szuman jest pewien, iż niedługo wybuchnie nowe prześladowanie Żydów, z którego wyjdą oni jeszcze mędrsi, jeszcze silniejsi i jeszcze solidarniejsi. I odgraża się Żydzisko bezczelne: „A jak oni wam kiedyś zapłacą! […] Co tu gadać… Pięknym jest Izrael triumfujący i miło pomyśleć, iż w tym tryumfie uciśnionych jest cząstka mojej pracy!” Kusi Wokulskiego, niby demon, z początku drażni jego ambicję przypominając upokorzenia jakich zaznał od arystokratów, by roztoczyć obraz wspaniałości, jakich zazna łącząc się z Żydami: „Zdublujesz majątek i jak mówi Stary Testament, zobaczysz nieprzyjacioły twoje u podnóżka nóg twoich”.
Nie koniec to jednak kuszenia przez żydowskiego demona, Wokulski staje się świadkiem prorokowania przyszłości kraju: „Z konieczności połączymy się z waszym ludem, będziemy jego inteligencją, której dziś nie posiada… Nauczymy go naszej filozofii, naszej polityki, naszej ekonomii i z pewnością lepiej wyjdzie na nas aniżeli na swoich dotychczasowych przewodnikach… Przewodnikach!… – dodał ze śmiechem.”
Pisał to Prus w 1889, groźba zażydzenie inteligencji i zażydzenia polskiej świadomości narodowej poprzez asymilację już wtedy drążyła sumienia polskich inteligentów.
Odrodzenie się żydowskiej natury u Szumana i Szlangbauma to dowód na szybkie przyswojenie sobie przez Prusa teorii kulturowego rasizmu, żydowska dusza przecież zwycięża u obu, bez znaczenia stają się długie lata lojalności, przecież wystawionej niegdyś na ciężką próbę – zesłanie. Jak się okazuje Żyd zawsze będzie Żydkiem, geszefciarstwo zawsze wyjdzie na wierzch. Obcy, choćby zasymilowany będzie w sobie przechowywał obce wartości. Zagrożeniem dla Polaków są asymilatorzy, Żydzi tajni, zamaskowani. Charakterystyczne, iż starego Szlangbauma kilka widać w II tomie, za to musimy wysłuchiwać monologów ex-Polaka doktora Szumana. Przecież Żyd „w chałacie” tylko wyzyskuje, asymilator może zniszczyć duszę polską.
Ta zmiana, metamorfoza, jaka się dokonała w asymilatorach w „Lalce” została z lubością odnotowana przez, jak zwykle czujny „Głos”. Wybrzydzano tylko na to, iż „proces przeobrażania” Szlangbauma i Szumana powinien być poddany, ze względów społecznych (!-AK) drobiazgowej analizie psychologicznej, czego brak w powieści.
Dowiadujemy się, iż o spółkę do handlu z cesarstwem kierowaną przez Wokulskiego walczą dwie partie żydowskie. „Nie było bowiem w kraju nikogo, kto by mógł dalej rozwijać jego pomysły; nikogo, prócz Żydów, którzy występowali z cała kastową arogancją, przebiegłością, bezwzględnością i jeszcze kazali mu wierzyć, iż jego upadek, a ich triumf – będzie korzystnym dla kraju…”
W czasie rozmowy Wokulskiego z księciem, zatroskanym o nieszczęsny kraj dowiadują się czytelnicy, jak to przebiegli Żydzi wykorzystują gospodarczy bezwład społeczeństwa. W nieszczęsnym kraju brak finansistów i godnych zaufania, chrześcijańskich kupców. Arystokraci zaś nie dbają o przemysł krajowy i wydają kapitały za granicą. Tacy zaś ludzie jak Wokulski, przedsiębiorcze jednostki są tępione. Kastowa arystokracja odsuwa się od wątłej burżuazji, ta zaś nie pozostaje dłużna.
Obraz rozkładu społeczeństwa podobny jak i w tomie I, już jednak w tomie II książę z rozpaczą woła do Wokulskiego – „więc zostawisz nas na pastwę starozakonnym.” Ostatecznym triumfem Żydów jest opanowanie spółki, której kierownikiem zostaje były Polak, były powstaniec, były demokrata – Henryk Szlangbaum. Przedsięwzięcie, które miało w tomie I służyć wzmocnieniu polskiej gospodarki, w tomie II zostaje opanowane przez żydowskich aferzystów. A więc mamy tu inną niż w tomie I diagnozę społeczeństwa polskiego, zdolnego do gospodarczej aktywności, ale niszczonego przez Żydów. Stąd już niedaleko do porzucenia programu pracy organicznej, cóż bowiem znaczy choćby mrówcza praca wobec żydowskiej wojny ekonomicznej. Ale nie uprzedzajmy faktów.
Epizod z przejęciem spółki przez Żydów ma symbolizować przejmowanie polskiej gospodarki, ale to nic, zagrożona jest także przez rozpanoszone żydostwo polska inteligencja (Szuman wyznaje, iż Żydzi narzucą Polakom swą inteligencję i własną filozofię), Żydzi przez małżeństwa z Polkami (takie proponuje się Szumanowi) dążą do opanowania elity – arystokracji. Polska staje wobec śmiertelnego zagrożenia – żydowskiej okupacji.
Prezentacja podstępnej „rasy żydowskiej” w II t. „Lalki” zawiera typowy dla tego rodzaju literatury błąd logiczny. Żydzi, na przykładzie Szumana raz wychwalają „najcenniejsze przymioty żydowskiej rasy”, to znów padają z ust samych Żydów epitety „cóż z nas za łajdaki”, „zdobędziemy świat szachrajstwem i bezwzględnością”.
Prus, tak jak choćby autorzy „Protokołów Mędrców Syjonu” nie trzyma się jednej „wykładni” żydowskości. Nie bardzo dowierzając inteligencji czytelnika karze swym żydowskim bohaterom to wychwalać pod niebiosa swą „rasę”, to znów taplać ją w błocie. Koniec końców czytelnik porażony żydowską mocą i wyliczeniem wspaniałych cech narodowych Żydów mógłby jeszcze uwierzyć i wstąpić do Zakonu! Musi mieć zatem całkowitą jasność co do „prawdziwych” motywów i „prawdziwych” cech żydowskiej rasy, a będzie to najbardziej oczywiste, jeżeli skompromitują się sami Żydzi.
Nieprawdopodobna wolta, jakiej dokonał Prus w trakcie tworzenia „Lalki” tylko wydaje się nielogiczna, tom I będący ilustracją koncepcji pozytywistycznej, aprobaty asymilacji Żydów, przedsiębiorczości, krytyki kastowości i inercji społeczeństwa jest świadectwem świadomości zagrożenia gospodarczym zacofaniem, rozkładu społeczeństwa, także świadomości konieczności dokonania wielkiej pracy, tak wielkiej, iż niemożliwej. Tom I to obraz kryzysu, dezintegracji tak potężnej, tak przerażającej, iż polski pisarz nie potrafi obwinić o ten stan samych Polaków. Znajduje więc prawdziwy czynnik dezintegracyjny, wygodnego kozła ofiarnego.
W „Lalce” Prus, nieświadomie, ukazał swą własną intelektualną drogę i swego środowiska pozytywistycznego. Od punktu wyjścia – przełomu lat 60/70 XIX w., pesymizmu diagnozy gospodarczej, cywilizacyjnej zapaści Królestwa, ale i optymizmu przekonania o możliwej szybkiej mobilizacji narodowej i łatwości budowy społeczeństwa organicznego.
Społeczeństwo organiczne, społeczeństwo przyszłości miało być płaszczyzną bezkonfliktowej współpracy klas i grup etnicznych. Asymilacja mniejszości (Niemców, Żydów) prowadzić miała do likwidacji separatyzmu etnicznego, kooperacja klas społecznych prowadzić miała do funkcjonowania „społecznego kapitalizmu”, jak można by to określić współczesnym językiem. Wreszcie praca organiczna to rozwój oświaty, transfer idei i osiągnięć naukowych.
Lata 80-te pokazały dobitnie, iż gwałtowna ekspansja kapitalizmu w Królestwie nie ma nic wspólnego z poczciwością programu pozytywistów. Brutalny wyzysk, zubożenie, fikcja oświaty ludowej, wreszcie wystąpienie na scenę publiczną konserwatystów i socjalistów – pozytywiści nie mogli mieć wątpliwości, iż przegrali.
Czas było szukać winnych, Prus ich odnalazł.
Tom II to już ilustracja powszechnych w latach 80-tych tendencji antysemickich, a także pokryzysowego pozytywizmu, który pochłonięty etnocentryzmem zwrócił się przeciwko Żydom. Załamanie się pozytywnego programu pracy organicznej jest w II tomie „Lalki” widoczne, cała wina, całe zło trapiące społeczeństwo zostaje przeniesione na Żydów. Diagnoza kryzysu społeczeństwa zostaje zachowana, ale metody rozwiązania tegoż kryzysu nie, Prus znajduje rozwiązanie tyleż proste, co, nie da się ukryć znajdujące oddźwięk w opinii publicznej.
Kozioł ofiarny-Żydzi z II tomu „Lalki” zostaje przedstawiony według wszelkich reguł, jako zbiorowość anormalna, kierująca się antywartościami. Nihilizm „żydowskiego systemu” w konfrontacji z polskością staje się nihilizmem prawdziwych wartości.
Kozioł ofiarny zawsze obarczany jest fundamentalnymi dla zagrożonej zbiorowości wykroczeniami. W powieści jest to wystąpienie przeciwko gospodarczym podstawom społeczeństwa, ale i kultury. U Prusa, przecież postępowca, nie widać jeszcze zanadto wyraźnie wszystkich cech kozła ofiarnego. Jednak znać w II tomie przekonanie o wszechstronnej winie Żydów, która jest proporcjonalna do kryzysu społecznego. U innych autorów mechanizm kozła ofiarnego zostanie przedstawiony w bardziej wyrafinowany sposób, Żydzi staną się winnymi wszelkich polskich utrapień i strachów. Żydzi zyskają wiele wizerunków, zwykle sprzecznych ze sobą, ale dzięki nim społeczeństwo zyska znaczący czynnik integracyjny. Ewolucja koncepcji powieściowej „Lalki” daje jasne obraz funkcji mechanizmu kozła ofiarnego – integracji zdezintegrowanego narodu środkami negatywnymi.
Dalszy ciąg, przecież kończącej się niepowodzeniem społecznych zamierzeń „Lalki” znajdziemy w „Kronikach”. W Kronice z lutego 1891 Prus alarmował, iż polska ziemia masowo wykupywana jest przez obcych, w Galicji wykupywana przez Żydów, którzy dzięki prawu wyborczemu zasiądą w ławach sejmu galicyjskiego, zaś w Wielkopolsce przez pupilków komisji kolonizacyjnej. Królestwo pozostało bezpieczne dzięki prawu przed tymi praktykami, „lecz przypuśćmy zmianę prawa, co wówczas stanie się z krajem?…” Niezwykłe, iż mimo tych alarmów, Prus w innych Kronikach piętnował tychże samych Żydów za niechęć do pracy na roli, a ich upodobanie do pośrednictwa, które nie dość, iż nie jest prawdziwą pracą, to doszczętnie Żydów demoralizuje.
W tym samym roku Prus stwierdza, iż mieszczaństwo chrześcijańskie w kraju musi istnieć w należytej proporcji do ludności, co, jak wylicza, oznacza, iż jeżeli w kraju mieszka 87% chrześcijan, a 13% Żydów, to mieszczaństwo chrześcijańskie musi stanowić 87% ogółu mieszczaństwa. Dodaje, iż Polsce nie potrzebne jest żydowskie mieszczaństwo, inteligencja i arystokracja.
Asymilacja dla Prusa – pesymisty, piszącego w 1891 r. to tworzenie oświeconych Żydów, którzy próbują być czym innym, niż są i z całą namiętnością popierają bezwyznaniowość, kosmopolityzm i socjalizm, wszelkie „Lassalle, Marxy, Singery więcej szkodzą sprawie żydowskiej, aniżeli pomagają, dają bowiem nowy powód do nienawiści. A w Europie coraz ciaśniej i nienawistniej, i tylko czekać, jak kwestia, nierozwiązalna dla cywilizacji, rozwiąże się w najohydniejszy sposób przez tłumy.”
W Kronice z 1892 tak definiuje (zupełnie inaczej niż w 1877) kwestię żydowską: „Tę lichwę, handel dziewczętami, fałszywe miary i wagi, usuwanie się od publicznych ciężarów, odmienny ubiór i język, inne cele i dążenia, inne święta, a choćby – niemożność zetknięcia się przy jednym stole i jednej misce. Są to różnobarwne nici, z których – nie został utkany, ale – sam utkał się – jaskrawy sztandar antysemityzmu”. Prus z euforią obwieszcza, iż znalazł się sposób na rozwiązanie kwestii, która ” w wysokim stopniu paraliżuje normalny rozwój społeczeństwa”. Żydzi bowiem są narodem w wysokim stopniu różniącym się od innych strukturą profesjonalną, brak im rolników, przez co nie posiadają organu do czerpania soków z ziemi, wysysa inne społeczeństwa i czyni im zgryzotę. Dlatego osławiony baron Hirsch naprawił swój dawny błąd wspierania żydowskiego separatyzmu na ziemiach polskich i zwrócił się do rządu rosyjskiego o zgodę na masową emigrację rosyjskich Żydów do Argentyny. Tam dopiero Żydzi „wydoskonalą się, uszlachetnią i może staną się niezmiernie ważnym czynnikiem wszechludzkiej cywilizacji”. Prus określa tę operację jako zdjęcie „niepotrzebnego ciężaru” z piersi ludów słowiańskich.
Emigracja do Argentyny z początku będzie szła opieszale, ale po kilku latach nabierze masowego charakteru „i pochłonie bodaj czy nie całą ludność izraelską, która dziś w Europie cierpi niechęć i niedostatek.” Dopiero projekt masowej emigracji europejskich Żydów zadowala wielkiego polskiego pisarza, kwestia żydowska rozwiązana zostanie tylko wtedy, gdy Żydów w Europie już nie będzie. Pisze to człowiek, którego Czesław Miłosz nazwał człowiekiem dobrodusznym i umiarkowanym, zawsze gotowym bronić słabszego, organicznie niezdolnym do nienawiści, zaś jego „Kroniki” wedle Miłosza miały się wryć w świadomość postępowej inteligencji. Choć w tym ostatnim nasz noblista nie kłamie…
W kwietniu 1893 Prus z obrzydzeniem komentuje sprawę pogromu żydowskiego w Kolinie, w Czechach. Widzi rozdwojenie współczesnego antysemityzmu, z którym solidaryzuje się każdy uczciwy człowiek, „walka z lichwą, wyzyskiem, arogancją i reklamą żydowską” były ze wszech miar słusznymi hasłami, jakie głosił przed kilku laty antysemityzm. „Idąc spokojnie a wytrwale w tym kierunku, mógł był spłukać wiele nadużyć, obmyć wiele brudów i zasłużyć się ludzkości” ale niestety zabrakło w obozie antysemitów serc szlachetnych (AK-!!!). Niestety, antysemityzm współczesny realizuje się głównie przez afery polityczne i pogromy, i niestety opinia publiczna może dnia pewnego stwierdzić: „-Ehe! kochankowie…Jeżeli tyle wartą jest wasza prawdomówność, to wy i na Żydów ciskacie oszczerstwa…Więc Żydzi są to gołąbki i baranki, którym wy gwałtem przypinacie wilcze albo lisie ogony”. jeżeli dobrze rozumieć duchowe męki Prusa, obawia się, iż może skompromitować się słuszna idea, realizowana jednak przez ludzi niegodnych szacunku.
Kampania antyżydowska wzbudzona przy udziale pozytywistów, kierujących jak się im zdawało przesłankami racjonalnymi, a przez innych, bardziej konsekwentnych kontynuowana zaowocowała utworzeniem stereotypu Żyda-obcego, całkowicie odrębnego kulturowo. Obcego, któremu daje się szansę asymilacji, przejścia etnocentrycznych wrót swojskości. Kiedy po pogromie warszawskim tendencje asymilatorskie słabną okazuje się, iż trwałym osiągnięciem pozytywistów jest wprowadzenie do polskiej świadomości stereotypu Żyda-obcego, winnego niemożności zbudowania nowoczesnego społeczeństwa. Postulat polonizacji Żydów ma genezę już w oświeceniu, ale dopiero pozytywiści posłużyli się agresywnym językiem publicystyki, by polonizację przyspieszyć.
W latach 80-tych i 90-tych XIX wieku na stereotyp Żyda-obcego nakłada się ideologiczny stereotyp Żyda-wroga. Zagrożeniem stają się wszyscy Żydzi, finansiści i ubodzy, zasymilowani i ortodoksi. Następuje „judaizacja zła”, całe zło grożące Polsce zostaje przeniesione na obcych-Żydów. Żydzi zostają zmistyfikowani, mianowani wrogami. Niechęć, jaka budzi asymilacja jest przecież nieracjonalna, z perspektywy polskiej asymilacja obcych oznacza przecież likwidację separatyzmu. Zmistyfikowany Obcy, groźny i przerażający musi jednak zostać odrzucony poza granice swojskości, obcy-Żyd staje się odtąd wrogiem naczelnym polskości. Winnymi kryzysu społeczeństwa, narodu stają się Żydzi, a więc by ów kryzys narodowy rozwiązać najpierw należy „rozwiązać” kwestię żydowską. Winnym kryzysu jest „kozioł ofiarny”, ofiara z niego ma dokonać oczyszczenia z grzechów.
Prus w „Lalce” daje świadectwo ewolucji, od racjonalnego antysemityzmu pozytywistycznego, który miał wymusić integrację społeczną, od afirmacji pracy organicznej dochodzi do konfrontacyjnego, afirmującego działania negatywne antysemityzmu ideologicznego. Jednak podobna ewolucja nie była wcale wyjątkiem, istotą podobnych apostazji był głęboki etnocentryzm zawierający się, w różnych proporcjach i w pozytywistycznej asymilacji i rasizmie. Dla obu idei Żyd był obcym niezwykle niebezpiecznym dla społecznego życia, dla Świętochowskiego konieczne wydawało się uczłowieczenie tego stwora, dla Orzeszkowej, wszak „filosemitki” Żydzi stanowili wielostronnie szkodliwą grupę. Tylko obłaskawienie obcego, jego asymilacja mogła wyeliminować jego groźne cechy. Jak wskazuje casus Prusa przejście od akceptacji asymilacji do kulturowego rasizmu nie było wcale takie trudne… Możliwe, iż wobec istnienia milionowej masy Żydów i wzrastającej popularności idei rasizmu kulturowego asymilacja wydała się inteligentom końca XIX w. absurdalna. Antysemityzm oferował prostsze i bardziej logiczne rozwiązania.
Jak wielki wpływ miał antysemityzm na narodową mentalność już w wieku XIX, jak wiązał się z ogólnie przyjętą koncepcją narodu homogenicznego kulturowo-etnicznie świadczy publicystyka Bolesława Wysłoucha, inicjatora galicyjskiego ruchu ludowego, nie będącego nacjonalistą, tolerancyjnego dla mniejszości narodowych zamieszkujących tereny polski. Wysłouch tak pisał u schyłku wieku XIX: „Uznajemy prawo wszelkich narodowości, które kiedykolwiek w skład państwa polskiego wchodziły – do samodzielnego rozwoju. Rozszerzanie polskości kosztem innych ludów jest rzeczą dla ludu polskiego nie tylko rzeczą obojętną, ale choćby szkodliwą dla przyszłości narodowej, bo drogą tą tworzymy sobie wrogów tam, gdzie byśmy przyjaciół mieć mieli”.
Ten niezwykle liberalny stosunek do kwestii mniejszości w czasie, gdy naturalne było w polskiej publicystyce politycznej utożsamienie etnicznej inności z wrogością budzi szacunek. Jednak ten sam człowiek całkowicie nietolerancyjnie odnosił się do Żydów, o których pisał: „Miasta polskie przepełnione są żydostwem, żywiołem obojętnym albo i wrogim dla celów narodowych […] postawione być winno załatwienie kwestii żydowskiej. Tu dwojakiego rodzaju środki stosować należy: odnośnie do wykształconej i podatnej dla wpływów kulturalnych mniejszości ludności izraelskiej – polityka asymilacyjna dążąca do uczynienia z Żydów obywateli kraju. Odnośnie zaś do większości, do ciemnych mas ludności starozakonnej, których nigdy nie zasymilujemy, i których asymilacja, gdyby choćby była możliwa, mogłaby oddziałać ujemnie na nasz byt narodowy – emigracja, choćby kosztem znacznych ofiar ze strony państwa i narodu podjęta.”
Tezy te przeniesiono do programu PSL z 1903 r., w którym życzono syjonistom, aby spełnił się „najistotniejszy punkt ich programu, dotyczący emigracji do Palestyny”.
Etnocentryzm Polski XIX w. był tak silny, iż kiedy w 1892 roku Zjazd Paryski PPS sformułował postulat równouprawnienia wszystkich narodowości, codzienna praktyka podważyła to piękne hasło. Sam Józef Piłsudski był przeciwnikiem utworzenia żydowskiej organizacji socjalistycznej, mającej prowadzić indoktrynację w języku jidysz wśród żydowskiego proletariatu. Był zwolennikiem asymilacji a tendencje narodowe wśród Żydów traktował jako wymierzone w polskość. O tym, iż postawy etnocentryczne dominowały w ówczesnej PPS świadczą słowa W. Goldberga napisane na zesłaniu w 1898 r.: „Zgadzam się najzupełniej z programem PPS, ale sposób, w jaki PPS ustosunkowuje się do Żydów, jest niemożliwy i honorowany być nie może […]. PPS żąda samodzielności dla każdej narodowości, czemu więc odbiera ją Żydom, czemu za to, iż ci zorganizowali się w oddzielną partię [Bund], obrzuca się ich błotem? Wstrętne to. Zgodzicie się, iż o ile Żydzi sami się uważają za narodowość, to nie upoważnia to PPS do twierdzenia, iż są wrogami Polaków”.
Ludowiec piszący o groźbie asymilacji Żydów, socjaliści traktujący powstanie żydowskiego „Bundu” jako organizacji wrogiej Polsce, mimo, iż socjalistycznej. Pamiętajmy o tym, argumenty takie formułowane były przez ludzi nie związanych z nacjonalizmem integralnym. Środowiska postępowe, lewicowe, światłe zwolna dochodziły w kwestii żydowskiej do pewnego konsensu ze środowiskami radykalnymi narodowo. Etnocentryzm, będący podstawą mentalności polskich inteligentów w wieku XIX pchnął ich do akceptacji idei jeszcze niedawno graniczących z ciemnotą umysłową. Ale już w 1912 r. postulat emigracji i bojkotu, rasizm kulturowy staną się nie świadectwem ciemnoty, ale obowiązkiem patriotycznym. Granica, jaka oddzielała grupy lewicowe i prawicowe, wobec wybuchu powszechnego antysemityzmu przestała istnieć. W latach 80-tych XIX w. świadomymi, „naukowymi” antysemitami byli jeszcze nieliczni, w 1912 r. już adekwatnie wszyscy.
* Cała A. „Asymilacja Żydów w Królestwie Polskim (1864 – 1897)”, PIW 1989
* wszystkie podkreślenia w tekście są mojego autorstwa
autor: Andrzej Krzemiński
Patrz: Antysemityzm Bolesława Prusa
Dodatek:
(wybrał. PZ)















.webp)