Czy miłość w ogóle może być warunkowa? W polityce może, a pokazuje to przykład relacji Koalicji Obywatelskiej i jej kandydatki na prezydenta Krakowa, Moniki Piątkowskiej.
Łapanka kandydata na prezydenta Krakowa po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego trwała dwa tygodnie. Pokazuje to słabość KO pod Wawelem. Z jednej strony, w kolejce po urząd ustawiło się grono nieformalnych kandydatów wywodzących się z lokalnych struktur Koalicji. Z drugiej, przekonanie Donalda Tuska do sprawczości polityków jego partii w Krakowie nigdy nie było mocne, a po przegranym referendum trudno stwierdzić, czy w ogóle występuje.
W tych mało sielankowych warunkach, dwa tygodnie po ogłoszeniu wyników referendum, pojawia się wreszcie kandydatka, której wybór jest w istocie wypadkową dwóch wskazanych wyżej czynników. Co prawda od marca ubiegłego roku Monika Piątkowska jest politykiem lokalnie odgrywającym rolę w Koalicji, bo jest jej senatorem w Krakowie, ale jednocześnie, wsparcie dla niej w kampanii do Senatu było ze strony lokalnych struktur KO dość wątle. Innymi słowy, część działaczy uważała, iż centrala partii przywiozła im kandydatkę w teczce, mimo iż u nich było sporo własnych pretendentów. Co więcej, spora część wypowiadających taki pogląd uważała, iż kandydatami powinni być właśnie oni. Tymczasem, już wtedy Donald Tusk dał próbę własnej oceny lokalnych pretendentów, a kolejnym obsadzeniem Moniki Piątkowskiej w roli kandydatki tylko ten osąd potwierdził.
Początek kampanii w znaczeniu politycznym jest więc słaby. Partia swojej kandydatki nie miłuje i to najważniejszy problem. Ale partia pokazuje również, iż w milionowym mieście, które powinno być jej matecznikiem, ma bardzo krótką ławkę potencjalnych kandydatów. Najlepiej świadczy o tym próba osadzenia w roli kandydata na prezydenta przedsiębiorcy i sportowca Rafała Sonika. Sam fakt, iż Koalicja w Krakowie szukała podobnego rozwiązania jest najlepszym przykładem na potwierdzenie tezy o krótkiej ławce. Fakt ten mógłby też być, zmieniając nieco słowa Stefana Kisielewskiego, doniosłym eksperymentem społecznym o nieustalonych rezultatach. Mogłaby to być wielka korzyść dla miasta, bo Sonik to niewątpliwie bardzo dobry menadżer. Mogłaby być katastrofa, bo miasto jak przedsiębiorstwo działać nie będzie.
No, ale Sonik kandydatem nie został. Została Monika Piątkowska i to kandydatką wspólną KO i PSL. Co znamienne, kandydaturę Piątkowskiej w PSL przyjęto bardziej entuzjastycznie niż w Koalicji, co jest kolejnym dowodem na niskie flow między partią a jej kandydatką. Może też być znakiem ostrzegawczym. W końcu przez lata PSL stanowiło zaplecze Jacka Majchrowskiego w Krakowie i było mocno zakorzenione w Magistracie i innych miejskich strukturach. Było to nawiasem mówiąc w czasach, gdy w urzędzie pracowała Monika Piątkowska, o której prezydent Majchrowski wypowiada się teraz wyłącznie ciepło. o ile więc Piątkowska wygrałaby najbliższe wybory, możliwe, iż większa euforia zapanowałaby w PSL i środowisku byłego prezydenta niż w KO. A i więcej ludzi Stronnictwa niż Koalicji być może odnalazłoby swą ścieżkę kariery w Magistracie i innych jednostkach miejskich Ot, kolejny interesujący paradoks.
Powyższe czynniki pokazują, iż także w znaczeniu marketingowym początek tej kampanii nie był nadzwyczajnie udany, czego koronnym symbolem była prezentacja kandydatki na trawniku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w tak lubianej przez Krakowian Warszawie.
Jednak kandydatka walczy, stara się być widoczna i parę czynników zewnętrznych bardzo jej pomaga. Przede wszystkim Łukasz Gibała ciągle waha się czy wystartować, a w start kandydata PiS Michała Drewnickiego nie pozostało wprzęgnięta cała machina partyjna. Piątkowska walczy więc wspólnie z KO, a w zasadzie mimo niej.
Z jednej strony jest bowiem kandydatką Koalicji Obywatelskiej, więc potrzebuje jej struktur i pieniędzy na kampanię. Z drugiej, doświadczenia, których nabyła jako kandydatka na senatora półtora roku wcześniej, mogą przywodzić myśl, iż najlepszym wkładem krakowskiej Koalicji byłoby gdyby ograniczyła się do nieprzeszkadzania i płacenia kampanijnych faktur. Sama krakowska KO z kolei najchętniej pewnie nie kiwnęłaby palcem w kampanii kandydatki, która nie pochodzi z jej struktur, ale gdyby, nie daj Boże co daj Boże, Monika Piątkowska te wybory wygrała, to głupio tak przynosić CV do kogoś, komu się kompletnie nie pomagało.
Powyższe jest rzeczywiście ogromnym paradoksem dwóch podmiotów, które nie pałają do siebie zachwytem, ale jeżeli chcą osiągnąć cokolwiek, są na siebie skazane. Wypada więc powiedzieć, iż miłość krakowskiej Koalicji Obywatelskiej i Moniki Piątkowskiej rzeczywiście jest warunkowa, a na dodatek odzwierciedla zawołanie wypowiedziane w „Panu Tadeuszu” przed tytułowego bohatera: „Kochajmy się, ale tak- z osobna”. Literacko brzmi więc pięknie, politycznie, tak sobie.
Jakub Olech, politolog, wykładowca akademicki, Krakowianin z importu, obserwator (bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

9 godzin temu












