Michalkiewicz: Pospolitość i eschatologia

goniec.net 1 godzina temu

“Wystarczą cztery Ziobra i Polska będzie dobra” – śpiewał przed laty Andrzej Rosiewicz. A teraz? Ach, jakiż zawód, jakież rozczarowanie! Prawie takie samo, jak w przypadku odchylenia listka figowego, pod którym widać… figę.

Kiedy na Węgrzech wybory wygrał Piotr Magyar, obywatel Tusk Donald, a zwłaszcza jego totumfacki, obywatel Żurek Waldemar, oczyma duszy już widzieli złowrogiego Zbigniewa Ziobrę, dostarczonego w klatce na uwieńczenie procesu “rozliczeń”, który – jak wiadomo – jest jedynym programem rządu koalicji 13 grudnia, nie nakazanym, a tylko zasuflowanym przez Reichsfuhrerin Urszulę Wodęleje. Piotr Magyar u siebie zresztą też zapowiada “rozliczenia”, więc wszystko wskazywało na to, iż z obywatelem Tuskiem Donaldem będą się konsultować i koordynować wszystkie rozliczeniowe przedstawienia, gwoli udelektowania gawiedzi.
Tymczasem kiedy tylko Piotr Magyar został zaprzysiężony na węgierskiego premiera, gruchnęła wieść, iż złowrogi Zbigniew Ziobro jest już w Ameryce, dokąd ręce siepaczy obywatela Żurka Waldemara nie sięgają, bo gdyby jakiś siepacz spróbował tam sięgnąć, to zaraz tę rękę odrąbałaby mu tamtejsza władza ludowa. Na domiar złego pojawiły się fałszywe pogłoski, iż złowrogi Zbigniew Ziobro został waszyngtońskim korespondentem telewizji “Republika”, która dzięki temu będzie mogła punktować wszystkie potknięcia warszawskiego reżymu na gruncie amerykańskim.

Pierwsza salwa zresztą już padła za sprawą byłego ambasadora, pana Magierowskiego, który w swojej książce opisuje, jak to obywatel Tusk Donald przemykał się w Waszyngtonie pod ścianami, podobno żeby nikt go nie rozpoznał. Książę-Małżonek chciał choćby urządzić cocktail z udziałem obywatela Tuska, ale ten nie chciał choćby o tym słyszeć i w rezultacie wylądował na rodzinnym obiedzie u Jabłoneczki. Takie to ci pogodne anegdoty z życia dworskiego opisuje pan Magierowski – ale z Ziobrą będzie pewnie gorzej.

Tymczasem w sobotę 9 maja obywatel Kosiniak-Kamysz, jako wicepremier vaginetu obywatela Tuska Donalda, podpisał pożyczkę SAFE. Jak widać, nie ma takiej siły która mogłaby powstrzymać obywatela ministra-ministrowicza przed wzięciem pieniędzy – choćby na podejrzanych warunkach. “Jak forsa – to mi wsuń ją” – pisze poeta – i tą maksymą najwyraźniej musi kierować się minister-ministrowicz.

Tymczasem SAFE jest obciążona tzw. mechanizmem warunkującym, co oznacza, iż poszczególne transze pożyczki pod jakimkolwiek pretekstem mogą być wstrzymywane, podczas gdy dług trzeba spłacać w całości.
A właśnie za sprawą obywatela Żurka Waldemara, który nie przepuszcza żadnej okazji, by szkodzić naszemu nieszczęśliwemu krajowi, Europejski Trybunał Praw Człowieków nakazał polskim władzom niezwłocznie udostępnić gabinety, sprawy do “orzekania”, no i oczywiście – forsę – czwórce kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, co to złożyli swoje “ślubowanie” wobec obywatela Czarzastego Włodzimierza, a przywołany notariusz spisał protokół.

Pan prezydent ani myśli urządzać im dodatkowego ślubowania, w związku, z tym prezes TK Bogdan Świeczkowski, ani nie przydziela im gabinetów, ani “spraw do orzekania”, ani – co gorsza – forsy – ale to właśnie może być wykorzystane przez Reichsfuhrerin Urszulę Wodęleje do uruchomienia “mechanizmu warunkującego” i w rezultacie ani nasza niezwyciężona armia, ani politykowie nie zobaczą ani centa.

Tymczasem pan prezydent Nawrocki, jakby dla większej ostentacji, odebrał ślubowanie i wręczył nominacje ponad 140 sędziom, to znaczy – “neosędziom” – w nomenklaturze obywatela Żurka Waldemara oraz Judenratu “Gazety Wyborczej”, który z własnego nadania pretenduje do pełnienia w naszym nieszczęśliwym kraju funkcji rewidenta cnoty. Najwyraźniej pan prezydent pokazuje, iż nie kuca ani przed obywatelem Tuskiem, ani przed Reichsfuhrerin Urszulą Wodęleje, która w Donaldu Tusku akurat sobie upodobała.

Tymczasem 9 maja odbyła się w Moskwie tradycyjna parada pobiedy – a to dzięki prezydentowi Trumpowi, który doradził trzydniowe zawieszenie broni Rosji i Ukrainie. Przy tej okazji ukraiński prezydent Zełeński zakpił sobie z prezydenta Putina, wydając dekret “zezwalający” na odbycie w Moskwie parady pobiedy. Ta kpina musiał dotknąć Rosjan do żywego, bo zamiast skorzystać z okazji, by siedzieć cicho, prezydent Putin w swoim przemówieniu zaczął miotać na prezydenta Zełeńskiego różne pogróżki. Generalnie jednak nie wykluczył zakończenia wojny – co według niego powinno nastąpić w rezultacie mediacji prowadzonych przez byłego niemieckiego kanclerza Gerharda Schroedera. jeżeli by tak się stało, to myślę, iż groźba, iż osiągnięcie “sprawiedliwego pokoju” na Ukrainie dokona się wskutek terytorialnej rekompensaty kosztem “Zakierzońskiego Kraju”, a więc – województwa podparpackiego, części województwa małopolskiego oraz części województwa lubelskiego – zaczęłaby nabierać rumieńców.

Kto wie, czy precedens zmiany granicy nie zachęciłby również Niemiec do podjęcia próby dokończenia procesu zjednoczenia, według granicy z 1937 roku – a z pozostałej reszty terytorium mogliby zaspokajać swoje roszczenia majątkowe Źydowie, dzięki czemu wszyscy byliby zadowoleni?

W tym kontekście lepiej możemy zrozumieć ostrą postać żydofilii, na którą w sposób widoczny cierpi Jego Eminencja Grzegorz kardynał Ryś – iż w tym szaleństwie jest metoda, by również na odcinku religijnym zaordynować naszemu, mniej wartościowemu narodowi tubylczemu “pedagogikę wstydu”, której celem jest wzbudzenie bliżej nieokreślonego poczucia winy wobec Żydów tak, by już nigdy nie ośmielił się on Żydom w żadnej sprawie sprzeciwić. Nawiasem mówiąc, ostatnio Jego Eminencji tak zwanego – jak mówią gitowcy – “śmiertelnego”- zadał pan red. Bogdan Rymanowski, znienacka zapytując, czy Eminencja wierzy w istnienie Boga. Po dłuższym namyśle Eminencja odpowiedziała, iż to nieważne, czy Pan Bóg jest, czy Go nie ma – bo dla chrześcijanina najważniejsze jest, czy Pan Bóg objawił się w Jezusie Chrystusie”. Czy jednak Pan Bóg mógłby objawić się, niechby choćby w Jezusie Chrystusie – gdyby Go w ogóle nie było? Okazuje się, iż sprawa nie jest taka prosta, jakby na pierwszy rzut oka mogło się wydawać. Credo quia absurdum! (wierzę, bo to absurd) – iż ten okrzyk przypisywany Tertulianowi nabiera nieoczekiwanej aktualności w związku z wypowiedzią Jego Eminencji Grzegorza kardynała Rysia, przez niektórych jego zwolenników z rewerencją nazywanego “Ryszardem”.

W tym kontekście na uwagę zasługuje deklaracja Kukuńka, czyli Lecha Wałęsy, iż wprawdzie tego żałuje – ale nie jest Żydem. Jest to ważne tym bardziej, iż w swoim czasie po mieście krążyły fałszywe pogłoski, iż Żydem jest jeden z braci Kaczyńskich – ale nie wiadomo który. Wprawdzie najgorsze są nieproszone rady, ale w czynie społecznym chciałbym doradzić Kukuńkowi, by wystąpił o przyznanie mu – obok licznych doktoratóws honoris causa – również honorowego tytułu Żyda Polarnego. Pretekstem mogłaby być okoliczność, iż pierwszym Żydem Polarnym został u nas Czesław Centkiewicz, który nosił nazwisko bardzo podobne do największesgo wroga Kukuńka – Sławomira Cenckiewicza

Stanisław Michalkiewicz

Idź do oryginalnego materiału