We wtorek, 25 sierpnia 2026 roku, kandydat Konfederacji Korony Polskiej na prezydenta Krakowa Michał Klimek przedstawiał mieszkańcom swoją wizję zarządzania miastem. Na placu Wielkiej Armii Napoleona pod Wawelem krytykował miejskie władze za zadłużenie Krakowa, sprzeciwiał się budowie metra i zapowiadał audyt magistratu. Sporo miejsca poświęcił również zarzutom dotyczącym partyjnych układów i sposobu wydawania publicznych pieniędzy.
Zanim Klimek przedstawił program, na scenie pojawili się jego sojusznicy
Zanim Michał Klimek zdążył przedstawić swój pomysł na rządzenie miastem, jego kandydaturę na scenie wychwalali dziennikarz i publicysta Marcin Rola oraz Gniewomir Rokosz Kuczyński, działacz publiczny i członek „Bezpartyjnych Samorządowców Małopolski”.
W przypadku Marcina Roli, pochodzącego i mieszkającego w Warszawie, sprawy Krakowa zeszły jednak na dalszy plan. Większość jego wystąpienia zajęła szersza analiza sytuacji w Polsce – od „ukrajinizacji”, „banderyzacji” i „judaizacji”, przez politykę innych państw, po pandemię i Anthony’ego Fauciego.
Następnie głos zabrał Gniewomir Rokosz Kuczyński, który poinformował, iż stowarzyszenie, którego jest prezesem, zrezygnowało z wystawienia swojej kandydatki Grażyny Świat i zdecydowało się poprzeć Michała Klimka. Przekonywał, iż do poparcia kandydata Konfederacji Korony Polskiej miały dołączyć także środowiska samorządowe z innych części kraju.
Klimek o finansach Krakowa: „Sytuacja jest tragiczna”
Klimek swoje wystąpienie rozpoczął od sytuacji finansowej Krakowa. Jego zdaniem miasto znajduje się w „tragicznej” sytuacji, a zadłużenie wynosi w tej chwili 8 mld zł. Kandydat przewiduje, iż na koniec roku kwota ta wzrośnie do 9 mld zł. Przeliczał ją również na mieszkańców – według jego wyliczeń daje to ponad 10 tys. zł długu na osobę.
– Co to oznacza? Że każda rodzina w różnej formie, na różne sposoby wymyślone przez Urząd Miasta, przez tych urzędasów będzie spłacała ten dług własną krwawicą, własnym potem – mówił.
Zdaniem Klimka przedstawiane zadłużenie nie pokazuje jednak pełnej skali problemu. Zwracał uwagę na długi miejskich spółek, które określił mianem „ukrytego długu”. Twierdził, iż na podstawie jego własnych wyliczeń i doświadczeń z innych miast może on sięgać drugie tyle. – Prawdziwy dług, całkowity dług to nie jest ta kwota – przekonywał.
Kandydat ostro krytykował przy tym miejskich urzędników, zarzucając im brak odpowiedzialności za rosnące zadłużenie. Według niego konsekwencją takiej polityki jest ograniczenie możliwości inwestycyjnych Krakowa. – Miasto bez pieniędzy to miasto, które nie inwestuje, miasto, które nie poszerza ulic, nie zwiększa liczby miejsc parkingowych. Nie ma pomysłu tak naprawdę na swoje funkcjonowanie. Jedynym pomysłem miasta od 30 lat jest wyciąganie państwowych, samorządowych pieniędzy do prywatnych portfeli – mówił.
Klimek stwierdził jednocześnie, iż różni się od swoich kontrkandydatów brakiem doświadczenia w partyjnych i samorządowych rozgrywkach. Według niego to właśnie polityczne układy pozwalają obecnym władzom na korzystanie z miejskich pieniędzy w sposób, który określił jako patologię.
Klimek przeciwko budowie metra. „Nas na to nie stać”
Kolejnym tematem, który poruszył Klimek, była planowana budowa metra w Krakowie. Kandydat Konfederacji Korony Polskiej jednoznacznie sprzeciwił się finansowaniu inwestycji z miejskiego budżetu. Przekonywał, iż przy obecnym poziomie zadłużenia miasta Krakowa nie stać na budowę i późniejsze utrzymywanie metra. – Kraków, jeżeli będzie miał metro, to z własnej kasy, z własnych oszczędności, o ile nas będzie stać – postulował.
Według Klimka koszt budowy metra ma wynieść na początku około 8 mld zł. Kandydat zestawiał tę kwotę z długiem Krakowa, przekonując, iż inwestycja mogłaby doprowadzić do dalszego zadłużania miasta.
Krytycznie odniósł się również do argumentu, iż metro jest potrzebne ze względu na rosnące korki. Jego zdaniem obecne problemy komunikacyjne są w dużej mierze efektem decyzji podejmowanych przez miejskich urzędników. Wskazywał m.in. na zwężanie ulic, ograniczanie liczby miejsc parkingowych i ustawianie słupków. Zapowiedział także, iż chciałby zarządzać miastem „jak firmą”, która gromadzi pieniądze i finansuje inwestycje z własnego budżetu, zamiast korzystać z kolejnych pożyczek.
„Tu jest sitwa, która wyciąga pieniądze z naszych kieszeni”
Klimek przekonywał, iż jednym z pierwszych kroków po ewentualnym zwycięstwie powinien być audyt miejskich wydatków. Jego zdaniem Kraków ponosi w tej chwili „monstrualne” koszty, a problemem ma być również liczba urzędników.
– Każdy menedżer, każdy właściciel firmy patrzy na wydatki, na koszty i na możliwe zyski, obroty. Jakie mamy koszty w Krakowie? Monstrualne. 35 tysięcy urzędników to jest armia, która wraz z rodzinami nie będzie na mnie głosowała, jeżeli nie zrozumie, iż to jest dla ich dobra, iż mój program jest dla dobra urzędników krakowskich – mówił.
Kandydat zapowiedział, iż po wygranych wyborach przeprowadzi audyt magistratu. Stwierdził, iż jego wyniki mają zdecydować o dalszej pracy ludzi. – Urzędnicy będą musieli podjąć decyzję, czy chcą być najlepszymi urzędnikami w Polsce, doskonale wynagradzanymi, czy znaleźli się w tym urzędzie, bo ich drzewo genealogiczne na to wskazywało, bo ich partyjne układy cisnęły na to stanowisko, bo koleś kolesia zatrudnił nie wiadomo za co – ocenił.
Klimek zarzucał również miejskim władzom tworzenie systemu opartego na partyjnych i towarzyskich zależnościach. – Kryteria zatrudnienia w urzędach krakowskich są proste. Albo jesteś z naszej paczki i dajemy ci zarobić, ale głosuj i zarabiaj i rób to, co ci każemy. Tu nie ma miejsca na kompetencje, tu nie ma miejsca na dobro krakowian. Tu jest sitwa, która wyciąga pieniądze z naszych kieszeni – podsumował.

1 godzina temu












