Bartosz Bocheńczak traci funkcję prezesa okręgu krakowskiego, a wszystkie osoby pełniące funkcje w miejscowych strukturach zostają zawieszone. Sławomir Mentzen ogłosił decyzję po nieudanej rejestracji kandydatury Bocheńczaka w wyborach na prezydenta Krakowa. Zapowiedział również skierowanie spraw do Sądu Partyjnego, który ma ustalić indywidualną odpowiedzialność działaczy. W swoim wpisie mówi o „kompromitacji”, „katastrofie” i zmarnowanym wysiłku ludzi zaangażowanych w kampanię.
Nieudana rejestracja kandydatury Bartosza Bocheńczaka wywołała konsekwencje dla całego kierownictwa krakowskich struktur. Sławomir Mentzen poinformował, iż odwołuje ich szefa, a pozostałe osoby sprawujące funkcje zawiesza. Odpowiedzialnością za organizacyjną porażkę ma się teraz zająć Sąd Partyjny.
„Odwołuję Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, a także zawieszam wszystkie osoby pełniące funkcje w strukturach krakowskich, oraz przekazuję ich sprawy do Sądu Partyjnego, który ustali ich indywidualną odpowiedzialność za tę katastrofę” – napisał Mentzen.
Decyzja obejmuje zatem osoby pełniące funkcje w krakowskich strukturach. W przytoczonym wpisie Mentzen nie wymienił ich nazwisk ani nie wskazał, jak długo potrwa zawieszenie. Zapowiedział natomiast indywidualne rozliczenie odpowiedzialności.
Bocheńczak traci stanowisko. Wcześniejsze zasługi nie pomogły
Mentzen podkreślił, iż docenia zaangażowanie Bocheńczaka w Krakowie oraz jego wcześniejszą pracę przy własnej kampanii prezydenckiej. To jednak nie powstrzymało go przed odebraniem mu funkcji.
„Przy całej mojej sympatii do Bartosza Bocheńczaka, podziwie dla wielkiego zaangażowania w kampanię w Krakowie, oraz wdzięczności za perfekcyjne wykonywanie funkcji szefa sztabu mojej kampanii prezydenckiej, nie mogę nie wyciągnąć konsekwencji z tej kompromitacji” – oświadczył.
To jeden z najmocniejszych fragmentów wpisu: obok pochwały dotychczasowej współpracy pada jednoznaczna ocena przygotowania krakowskiego startu. Mentzen uznał, iż wcześniejsze zasługi Bocheńczaka nie zwalniają go z odpowiedzialności za obecną sytuację.
Około pięciu tysięcy podpisów nie wystarczyło
Według relacji Mentzena przyczyną braku rejestracji było zakwestionowanie ponad dwóch tysięcy spośród około pięciu tysięcy zebranych podpisów. Jak napisał, podpisujący mylili adres zamieszkania z adresem zameldowania.
Mentzen skrytykował zasady weryfikacji podpisów, określając przepisy jako „absurdalne”. Zarzucił, iż od sztabów wymaga się dostarczenia prawidłowych podpisów, choć nie otrzymują narzędzi pozwalających sprawdzić ich poprawność. Jednocześnie nie uznał tego za wystarczające usprawiedliwienie.
„Nie zmienia to faktu, iż można było proces zbierania podpisów zorganizować lepiej, czego dowodem jest to, iż innym kandydatom udało się jednak zarejestrować” – stwierdził.
„Wielomiesięczny wysiłek” zmarnowany
Mentzen rozpoczął wpis od deklaracji rozczarowania, które – jak zaznaczył – dzieli z działaczami, wolontariuszami, sympatykami i wyborcami. Zakończył go równie surową oceną skutków nieudanej rejestracji.
„Bardzo mi przykro, iż wielomiesięczny wysiłek działaczy, wolontariuszy, sympatyków, a także samego Bartosza Bocheńczaka, został w ten sposób widowiskowo zmarnowany” – napisał.
Odwołanie Bocheńczaka i zawieszenie osób pełniących funkcje to pierwsze ogłoszone konsekwencje. Kolejny etap ma należeć do Sądu Partyjnego, który – zgodnie z zapowiedzią Mentzena – ustali odpowiedzialność poszczególnych działaczy.
Bartosz Bocheńczak traci funkcję prezesa okręgu krakowskiego, a wszystkie osoby pełniące funkcje w miejscowych strukturach zostają zawieszone. Sławomir Mentzen ogłosił decyzję po nieudanej rejestracji kandydatury Bocheńczaka w wyborach na prezydenta Krakowa. Zapowiedział również skierowanie spraw do Sądu Partyjnego, który ma ustalić indywidualną odpowiedzialność działaczy. W swoim wpisie mówi o „kompromitacji”, „katastrofie” i zmarnowanym wysiłku ludzi zaangażowanych w kampanię.
Nieudana rejestracja kandydatury Bartosza Bocheńczaka wywołała konsekwencje dla całego kierownictwa krakowskich struktur. Sławomir Mentzen poinformował, iż odwołuje ich szefa, a pozostałe osoby sprawujące funkcje zawiesza. Odpowiedzialnością za organizacyjną porażkę ma się teraz zająć Sąd Partyjny.
„Odwołuję Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, a także zawieszam wszystkie osoby pełniące funkcje w strukturach krakowskich, oraz przekazuję ich sprawy do Sądu Partyjnego, który ustali ich indywidualną odpowiedzialność za tę katastrofę” – napisał Mentzen.
Decyzja obejmuje zatem osoby pełniące funkcje w krakowskich strukturach. W przytoczonym wpisie Mentzen nie wymienił ich nazwisk ani nie wskazał, jak długo potrwa zawieszenie. Zapowiedział natomiast indywidualne rozliczenie odpowiedzialności.
Bocheńczak traci stanowisko. Wcześniejsze zasługi nie pomogły
Mentzen podkreślił, iż docenia zaangażowanie Bocheńczaka w Krakowie oraz jego wcześniejszą pracę przy własnej kampanii prezydenckiej. To jednak nie powstrzymało go przed odebraniem mu funkcji.
„Przy całej mojej sympatii do Bartosza Bocheńczaka, podziwie dla wielkiego zaangażowania w kampanię w Krakowie, oraz wdzięczności za perfekcyjne wykonywanie funkcji szefa sztabu mojej kampanii prezydenckiej, nie mogę nie wyciągnąć konsekwencji z tej kompromitacji” – oświadczył.
To jeden z najmocniejszych fragmentów wpisu: obok pochwały dotychczasowej współpracy pada jednoznaczna ocena przygotowania krakowskiego startu. Mentzen uznał, iż wcześniejsze zasługi Bocheńczaka nie zwalniają go z odpowiedzialności za obecną sytuację.
Około pięciu tysięcy podpisów nie wystarczyło
Według relacji Mentzena przyczyną braku rejestracji było zakwestionowanie ponad dwóch tysięcy spośród około pięciu tysięcy zebranych podpisów. Jak napisał, podpisujący mylili adres zamieszkania z adresem zameldowania.
Mentzen skrytykował zasady weryfikacji podpisów, określając przepisy jako „absurdalne”. Zarzucił, iż od sztabów wymaga się dostarczenia prawidłowych podpisów, choć nie otrzymują narzędzi pozwalających sprawdzić ich poprawność. Jednocześnie nie uznał tego za wystarczające usprawiedliwienie.
„Nie zmienia to faktu, iż można było proces zbierania podpisów zorganizować lepiej, czego dowodem jest to, iż innym kandydatom udało się jednak zarejestrować” – stwierdził.
„Wielomiesięczny wysiłek” zmarnowany
Mentzen rozpoczął wpis od deklaracji rozczarowania, które – jak zaznaczył – dzieli z działaczami, wolontariuszami, sympatykami i wyborcami. Zakończył go równie surową oceną skutków nieudanej rejestracji.
„Bardzo mi przykro, iż wielomiesięczny wysiłek działaczy, wolontariuszy, sympatyków, a także samego Bartosza Bocheńczaka, został w ten sposób widowiskowo zmarnowany” – napisał.
Odwołanie Bocheńczaka i zawieszenie osób pełniących funkcje to pierwsze ogłoszone konsekwencje. Kolejny etap ma należeć do Sądu Partyjnego, który – zgodnie z zapowiedzią Mentzena – ustali odpowiedzialność poszczególnych działaczy.

1 godzina temu











