Europosłanka Anna Maria Cisint zapowiedziała 1 września zawiadomienie Guardia di Finanza w sprawie finansowania planowanego meczetu w Mestre. Chce sprawdzenia, kto zbierał pieniądze, skąd pochodziły i gdzie trafiły. Projekt szacowany przez włoskie media na 20 mln euro pokazuje, dlaczego jawność finansowania miejsc kultu musi być bezwzględna.
Zapowiedź zawiadomienia, nie potwierdzone śledztwo
Anna Maria Cisint, europosłanka włoskiej Ligi i była burmistrz Monfalcone, zapowiedziała złożenie zawiadomienia do Guardia di Finanza w Wenecji. Chce, aby policja finansowa ustaliła, kto zbierał i zarządzał pieniędzmi przeznaczonymi na budowę dużego meczetu przy via Giustizia w Mestre, jakimi kanałami przekazywano środki, skąd pochodziły i gdzie je zdeponowano.
Na tym etapie nie ma potwierdzenia, iż włoskie służby wszczęły postępowanie ani iż doszło do przestępstwa. Jest polityczna zapowiedź kontroli i seria pytań opartych na doniesieniach prasowych. To rozróżnienie jest konieczne. Przejrzystości należy wymagać twardo, ale nie wolno wydawać wyroku przed organami państwa.
Brakujące dokumenty w centrum sporu
Sprawa dotyczy stowarzyszenia Giovani per l'Umanità, którym kieruje Mohamed Prince Howlader. Według dziennika „Libero” organizacja od 2022 roku figuruje we włoskim rejestrze trzeciego sektora RUNTS. Gazeta twierdzi, iż na stronie stowarzyszenia i w publicznym rejestrze nie znalazła sprawozdań finansowych za okres po wpisie, choć statut organizacji ma przewidywać sporządzanie bilansu zgodnie z prawem.
Howlader przekonywał w telewizji La7, iż stowarzyszenie jest prywatne i nie musi publikować bilansów. Mówił także o przekazaniu potwierdzeń przelewów stacji Mediaset. Te wyjaśnienia nie zamykają sprawy, ponieważ rachunki pokazują przepływ części pieniędzy, ale nie zastępują pełnego sprawozdania, jeżeli prawo rzeczywiście nakłada obowiązek jego publikacji. Ostateczna ocena należy do włoskich instytucji.
Miliony euro i pytania o pochodzenie środków
„Libero” podało, iż grunt pod obiekt kosztował 1,5 mln euro, a cały projekt może być wart 20 mln euro. Włoskie media opisywały zbiórkę, w której wiernych zachęcano do finansowania kolejnych metrów kwadratowych terenu. Cisint chce również sprawdzenia, czy część pieniędzy pochodziła z zagranicy.
Sam zagraniczny przelew nie jest dowodem bezprawia. Państwo ma jednak obowiązek znać źródło wielomilionowego finansowania obiektu, który może stać się ważnym centrum społecznym i religijnym. Takie reguły powinny obejmować każdą wspólnotę. Wolność religijna wymaga ochrony, ale nie tworzy strefy wyłączonej spod prawa finansowego.
Podobny spór o centrum muzułmańskie w Katowicach pokazał, iż samorząd nie może chować decyzji o dużym obiekcie za technicznym językiem procedur. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, kto finansuje inwestycję, jak będzie użytkowana oraz kto ponosi za nią odpowiedzialność.
Państwo ma pilnować prawa, nie pochodzenia ludzi
Sednem nie jest narodowość Howladera ani wyznanie przyszłych użytkowników meczetu. Sednem jest równość wobec prawa. jeżeli miliony euro zbiera stowarzyszenie korzystające ze statusu trzeciego sektora, dokumentacja musi być dostępna w zakresie wymaganym przez ustawę, a państwo powinno sprawdzić niejasności bez politycznej bojaźni.
Europa przez lata myliła tolerancję z rezygnacją z kontroli. Debata o rosnącej liczbie meczetów w Europie pokazuje, iż skala zmian wymaga jawnych reguł finansowania i odpowiedzialności władz. Kontrola dokumentów nie jest atakiem na religię. Jest podstawowym obowiązkiem suwerennego państwa wobec obywateli.
Źródła: „Libero Quotidiano”, Il Sussidiario.
Źródło: liberoquotidiano














