Wędkarze mówią o katastrofie ekologicznej. Sołectwo wydaje ostrzeżenie. Mieszkańcy obawiają się długofalowych skutków. Tauron Ekoenergia uspokaja.
Trwa modernizacja zapory wodnej w Pilchowicach
Modernizacja zapory w Pilchowicach od wielu miesięcy budzi ogromne zainteresowanie mieszkańców regionu, wędkarzy, samorządowców i osób związanych z ochroną przyrody. Sama zapora jest jednym z najważniejszych obiektów hydrotechnicznych w Polsce. Oddana do użytku ponad sto lat temu stanowi element systemu przeciwpowodziowego Doliny Bobru i od dziesięcioleci odpowiada za bezpieczeństwo przeciwpowodziowe mieszkańców położonych niżej miejscowości.
Po latach zapowiedzi jej zarządca Tauron Ekoenergia zdecydował o przeprowadzeniu kompleksowej modernizacji. Zakres prac wymagał m.in. spuszczenia wody z Jeziora Pilchowickiego, by móc się dostać do dolnych części ściany zapory. Od początku realizacji inwestycji wiadomo było, iż opróżnienie zbiornika będzie operacją bezprecedensową.
Spuścili wodę z Jeziora Pilchowickiego
Wraz z opadającą taflą jeziora zaczęły odsłaniać się ogromne połacie dna, przez lata ukryte pod wodą. To właśnie tam zalegały osady nanoszone przez dziesięciolecia przez rzekę Bóbr i jej dopływy. Początkowo uwagę mieszkańców przyciągał niezwykły widok niemal pustego zbiornika. Z czasem zainteresowanie ustąpiło jednak miejsca niepokojowi.
Tony martwych ryb w Jeziorze Pilchowickim
Kilka dni temu w Bobrze poniżej zapory zaczęły pojawiać się pierwsze śnięte ryby. Z każdym kolejnym dniem ich liczba rosła. Jednocześnie woda przybrała ciemnoszary kolor. Mieszkańcy obserwowali gęstą zawiesinę płynącą korytem rzeki. W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się zdjęcia martwych ryb. Wędkarze i mieszkańcy zaczęli mówić wprost o katastrofie ekologicznej.
– Na Bobrze poniżej Pilchowic doszło do katastrofy ekologicznej. Mówiliśmy o tym od lat, bardzo chcieliśmy pomóc, bo było to do przewidzenia i mogło to wyglądać zupełnie inaczej… – wskazywali wędkarze z Koła PZW Grodzkie Jelenia Góra.
To reakcja na sytuację, do jakiej doszło w poniedziałek, 29 czerwca, kiedy to przy ujściu wód z Jeziora Pilchowickiego pojawiło się istne morze martwych ryb. Do Pilchowic zaczęli ściągać inni wędkarze, miłośnicy zwierząt i przyrody, by ratować resztki ocalałych stworzeń. Za pojawiającymi się w mediach społecznościowych relacjami nad jezioro zaczęli przyjeżdżać dziennikarze kolejnych stacji telewizyjnych i radiowych, a także portali informacyjnych, nie tylko z regionu, ale i z kraju.
Dzięki zaangażowaniu społeczników, w poniedziałkowe popołudnie i wieczór oraz we wtorkowy poranek z rzeki Bóbr udało się wyłowić setki ryb, które trafiły do czystej wody i zostały przetransportowane do zbiornika we Wrzeszczynie.
Podziękowania dla społeczników
– Kochani, chcielibyśmy serdecznie podziękować wszystkim osobom zaangażowanym we wczorajsze i dzisiejsze odłowy ryb z rejonu zapory w Pilchowicach. Dziękujemy każdemu, kto przyjechał, pomagał, działał w wodzie, przy brzegu, przy transporcie, zabezpieczeniu i wszystkim tym, którzy po prostu byli gotowi poświęcić swój czas i siły, żeby ratować żywe ryby. Zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. – napisali w mediach społecznościowych dziękując kolegom i koleżankom przedstawiciele Dzikiego Patrolu z Lwówka Śląskiego.
Niemniej sytuacja nie pozostało opanowana. W jeziorze przez cały czas spoczywają całe pałacie padłych ryb. A woda szokuje nie tylko kolorem, gęstościom, ale także wyjątkowym zapachem.
Czy tej katastrofie można było zapobiec?
Wczoraj, u podnóża zapory spotkaliśmy panią Katarzynę Titow artystkę z Goduszyna, która nie ukrywała swojego oburzenia tym, co zastała nad Bobrem. Jak podkreśla, nie przyjechała dlatego, iż – w jej ocenie – doszło do tragedii, której można było uniknąć.
– Sprowadziła mnie tutaj katastrofa. Makabreska, która po prostu wydarzyła się w ciągu kilku dni i której to historia była do przewidzenia. No i niestety okazało się, iż jakby nikt, kto tutaj …, nikt ze służb oraz z instytucji, które zajmują się rzeką Bóbr i sprawami remontu na zaporze Pilchowickiej, nikt nie przewidział tego, w jaki sposób może się to skończyć. A może przewidzieli, tylko może tak chcieli, żeby ta sprawa jakby umknęła. – mówi pani Katarzyna.
Katarzyna Titow artystka z GoduszynaJakość wody w rzece Bóbr
Mieszkanka regionu opisuje wodę jako gęstą, brunatnoszarą zawiesinę, w której trudno dostrzec dawną przejrzystość Bobru. Wskazuje, iż śnięte ryby są jedynie najbardziej widocznym skutkiem zachodzących zmian, natomiast rzeczywisty problem dotyczy całego ekosystemu rzeki.
Podobne stanowisko prezentują osoby od lat zajmujące się gospodarką rybacką na Jeziorze Pilchowickim. Zwracają uwagę, iż masowe śnięcie ryb podczas prowadzenia dużych prac hydrotechnicznych nie jest zjawiskiem całkowicie niespotykanym, jednak skala obecnych zdarzeń wymaga dokładnego wyjaśnienia. Ich zdaniem przyczyn należy szukać nie w jednym czynniku, ale w nakładaniu się kilku niekorzystnych okoliczności.
Takie stanowisko prezentuje prowadzący agroturystykę tuż przy zaporze w Pilchowicach pan Krzysztof Czaplicki.
– No niestety, przy tego typu działaniach, działaniach remontowych, dochodzi często, z różnych przyczyn, do tego, iż masowo ryby padają. Dlaczego tutaj padły te ryby? To pewnie wszyscy święci będą musieli sprawdzić. Według mnie była to zła ocena i złe opinie ichtiologów, czyli tych ludzi, którzy się powinni na tym najbardziej znać i właśnie tak kierować harmonogramem robót, ażeby do takiej sytuacji nie doszło. Na pewno z tego co ja wiem, to zarówno inwestor, jak i wykonawca, nie będąc sami fachowcami w tej branży, po prostu zatrudnili ludzi, którym zaufali. No bo komu ufać, jak nie profesorom, doktorom danej dziedziny? Niestety przyroda robi swoje. Ta bardzo wysoka temperatura, poza tym ogromna ilość mułów związanych i niezwiązanych, które znajdowały się na dnie Jeziora Pilchowickiego, powoduje, iż choćby jeżeli woda jest natleniana, bo chodziły pompy cały czas natleniające wodę, no to niestety, ale ta zawiesina bardzo gęsta zatyka, zakleja skrzela i dlatego te ryby po prostu padają. – mówi mieszkaniec Pilchowic.
Krzysztof Czaplicki z PilchowicIle martwych ryb odłowiono z Jeziora Pilchowickiego?
Dokładnych danych, co do ilości martwych ryb nie ma. Te być może pojawią się po zakończeniu wybierania szczątków z dna jeziora. Poza wszystkimi szacunkami będą jednak okazy, które spłynęły martwe w dół rzeki Bóbr. Niemniej już przed weekendem skala odłowu martwych ryb była zatrważająca.
Podczas wczorajszej Sesji Rady Miejskiej, pan Tomasz Kołodziej sekretarz Gminy Wleń odczytał pismo, jakie w odpowiedzi na reakcję Gminy na zaistniałą sytuację przesłał Tauron Ekoenergia:
„Jak poinformował inwestor, od 19 czerwca obecna sytuacja jest trudna, jednak była przewidywana i ma charakter odwracalny. Będąc jednym z etapów opróżnienia zbiornika pilchowickiego przed rozpoczęciem prac remontowych. Proces został zaplanowany i prowadzony etapowo. W pierwszej fazie woda była spuszczana bardzo powoli, aby umożliwić rybom swobodne przemieszczanie się w dół rzeki. Skuteczność tego procesu była monitorowana przez ich ichtiologów i potwierdzona obserwacjami poniżej zapory. Kolejnym etapem było rozpoczęcie odłowu ryb w prowadzonych pod nadzorem specjalistów. Odłowy będą kontynuowane do całkowitego opróżnienia zbiornika.
Inwestor podkreśla również, iż na końcowym etapie opróżniania zbiornika nie da się całkowicie uniknąć wystąpienia śniętych ryb, mimo podejmowanych działań minimalizujących skalę zjawiska. Według informacji przekazanych przez Tauron Ekoenergia na dzień 26 czerwca, zutylizowano ponad jedną tonę śniętych ryb.
Na obecną sytuację wpływ mają również niekorzystne warunki atmosferyczne, w szczególności wysokie temperatury powodujące niedobór tlenu w wodzie oraz większą niż zakładano ilość namułu zalegającego w korycie rzeki. Sytuacja jest na bieżąco monitorowana przez inwestora oraz adekwatne służby i instytucje odpowiedzialne za ochronę środowiska”. – przekazał.
Woda zanieczyszczona mułami dennymi
Najwięcej pytań budzi dziś jednak nie tylko liczba martwych ryb, ale również pochodzenie ciemnej zawiesiny, która od kilku dni płynie Bobrem. Dla mieszkańców wygląda ona jak czarna maź. Specjaliści zwracają uwagę, iż nie jest to jedynie zwykły muł. Na dnie Jeziora Pilchowickiego przez dziesięciolecia gromadziły się osady transportowane przez Bóbr z całej zlewni. Uwagę na skalę zwraca pan Czaplicki.
– Trzeba pamiętać o tym, iż Jelenia Góra była miastem przemysłowym przez długie, długie lata. Jak stawaliśmy się województwem, to prawie liczyliśmy 98 tysięcy mieszkańców i mieliśmy wiele zakładów przemysłowych, w tym Celwiskozę, Czesankową… wiele papierni – nie tylko w Jeleniej Górze, tylko na terenie powiatu obecnego karkonoskiego. Tam w procesach technologicznych stosowano różne związki, które zawierały metale ciężkie, siarkę i wszystkie szkodliwe substancje. Te substancje po prostu tu się osadziły w tych mułach, bo przez lata radosnej twórczości nie było oczyszczalni ścieków, tylko wszystko szło do Bobru. Proszę pamiętać, iż ostatnie spuszczenie wody mieliśmy, i to na dużo krótszy czas i pewnie w inny sposób, w roku ’78, czyli po powodzi ’77 roku.
I przez ten czas, także oczyszczalnia ścieków w Jeleniej Górze, oczyszczalnia ścieków nie do końca, jak to prasa zawsze donosiła i nie tylko prasa – funkcjonowała. Cały czas jest w przebudowie. Ale trzeba wziąć jedną rzecz pod uwagę: Szklarska Poręba, Karpacz się ogromnie rozbudował, tak? Z miasteczek tam 5-, 10-tysięcznych powstały kurorty, które mają po 50 tysięcy miejsc. Te dane mogą nie być takie szczegółowe, ale tak to obliczamy. A czy powstały tam nowe oczyszczalnie ścieków? No nie, ktoś wydaje pozwolenia na budowę, a wszystko później i tak płynie do Jeleniej Góry, tak?
I te wszystkie, nieprzyjemne dla nas rzeczy gromadziły się tu w jeziorze – na dnie w mułach, mułach luźnych, niezwiązanych, mułach związanych. I to wszystko teraz, przy takim małym poziomie wody, po prostu spływa. – tłumaczy mieszkaniec Pilchowic.
O nagromadzonych mułach i ich możliwej szkodliwości redakcja Lwówecki.info pisała już wiele miesięcy temu. Warto przeczytać artykuł pt. „Nie oczyszczą Jeziora Pilchowickiego ze szkodliwych osadów dennych!”. Już wówczas wskazywaliśmy, iż brak dobrej woli sprawi, iż toksyczne osady przez cały czas będą „uszlachetniać” naszą wodę.
Czy będzie to bomba z opóźnionym zapłonem?
Dziś, kiedy poziom wody w jeziorze został obniżony do zera, wszystkie te osady zostały odsłonięte. To sprawia, iż odsłonięte dno zbiornika może być wielką ekologiczną bombą.
– Teraz proszę zobaczyć, iż to będzie spływać wiele, wiele miesięcy, bo jeżeli nie będzie wody w jeziorze, to każda ulewa, taka jak wczoraj czy taka jak przedwczoraj, każda tego typu burza będzie spłukiwała to wszystko z brzegu, z ziemi, będzie do tego wąskiego strumyka, bo tak dzisiaj Bóbr wygląda i będzie tamto wnosiła. I to wszystko będzie dalej w ekosystem płynąć. Proszę pamiętać, iż to nie tylko ryby. To jest cały ekosystem. To są skorupiaki, mięczaki, roślinność. To jest wszystko, co żyło w rzece Bóbr – podkreśla Krzysztof Czaplicki.
Obawy podziela pani Katarzyna Titow, która zwraca uwagę, iż Bóbr przepływa przez cenne przyrodniczo obszary objęte ochroną, a następnie dociera do kolejnych miejscowości i terenów wykorzystywanych przez mieszkańców oraz turystów. W jej ocenie skutki obecnych wydarzeń mogą być odczuwalne jeszcze przez wiele miesięcy, a być może choćby lat, zanim ekosystem odbuduje się w naturalny sposób.
– Wydaje mi się, iż intensyfikacja będzie spadała, ale jednak skutki tego, co zauważamy po prostu dzisiaj, co zauważaliśmy wczoraj, będą jednak ciągnęły się przez dłuższy czas. – dodaje nasza rozmówczyni.
Apel do mieszkańców gminy Wleń
Pogorszenie jakości wody może oddziaływać na wszystkie te elementy jednocześnie, a odbudowa równowagi biologicznej może potrwać znacznie dłużej niż kilka tygodni. Z apelem do mieszkańców wystąpili przedstawiciele Sołectwa Pilchowice. W komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych apelują o zachowanie ostrożności przy korzystaniu z wody ze studni.
„W związku z obecną sytuacją na rzece Bóbr oraz możliwym wpływem zaistniałych zdarzeń na jakość wód gruntowych, zwracamy się z prośbą do wszystkich osób korzystających z przydomowych studni o zachowanie szczególnej ostrożności. Do czasu uzyskania pewności co do bezpieczeństwa wody zaleca się zaopatrzenie w wodę butelkowaną przeznaczoną do picia, przygotowywania posiłków oraz napojów. Istnieje ryzyko, iż woda ze studni może być zanieczyszczona i nieodpowiednia do spożycia.” – czytamy w komunikacie.
Turystyka w Dolinie Bobru
Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, iż Dolina Bobru należy do najcenniejszych przyrodniczo obszarów Dolnego Śląska. Rzeka przepływa przez tereny objęte ochroną w ramach sieci Natura 2000, a następnie przez kolejne miejscowości, w których od lat stanowi istotny element krajobrazu oraz lokalnej turystyki. Z Bobru korzystają kajakarze, wędkarze, mieszkańcy i przedsiębiorcy prowadzący działalność związaną z rekreacją, czy agroturyści. Wszyscy oni ponieśli niepowetowane straty w związku z covidowym lockdownem, następnie stracili przez powódź 2024 roku, choćby jak wielka woda nie dotknęła ich bezpośrednio, to zainteresowanie turystów regionem znacząco spadło. Teraz obrywają przez jakość wody w rzece, która zamieniła się w breję z martwymi rybami.
Czy ktoś za to odpowie?
Coraz częściej pojawiają się również pytania o odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Mieszkańcy chcą wiedzieć, czy wszystkie możliwe scenariusze zostały przeanalizowane jeszcze przed rozpoczęciem opróżniania zbiornika, czy odpowiednio oceniono wpływ inwestycji na środowisko oraz czy zastosowane środki zabezpieczające były wystarczające.
Modernizacja zapory wodnej w Pilchowicach
Jednocześnie nie można zapominać, iż modernizacja zapory pozostaje inwestycją niezbędną z punktu widzenia bezpieczeństwa przeciwpowodziowego. Obiekt liczący ponad sto lat wymaga gruntownego remontu, a jego dalsza eksploatacja bez przeprowadzenia prac mogłaby w przyszłości stwarzać znacznie poważniejsze zagrożenie. Nie zmienia to jednak faktu, iż mieszkańcy oczekują szczegółowego wyjaśnienia, dlaczego podczas realizacji inwestycji doszło do tak poważnych skutków środowiskowych.
Katastrofa ekologiczna na Jeziorze Pilchowickim i Bobrze stała się jednym z najgłośniejszych tematów ostatnich dni na Dolnym Śląsku. Ostateczna ocena jej przyczyn będzie należała do ekspertów oraz instytucji prowadzących kontrole i badania. Już dziś wiadomo jednak, iż skutki opróżniania zbiornika będą odczuwalne jeszcze przez długi czas.
[See image gallery at lwowecki.info]
1 godzina temu







.webp)






