Sejm proceduje nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki przekonuje, iż to systemowa zmiana, która pozwoli uporządkować rynek bez wywoływania rewolucji, wzmocni ochronę pracowników i ustali jasne zasady gry.
Sejm nie zgodził się w środę na odrzucenie projektu reformy Państwowej Inspekcji Pracy w pierwszym czytaniu. Wnioskowali o to posłowie PiS, argumentując, iż regulacja jest niekorzystna zarówno dla pracowników, jak i przedsiębiorców. Projekt trafił do dalszych prac w komisji.
PAP: Czy nie uważa pan, iż fakt, iż reforma PIP została w praktyce rozbrojona i osłabiona jeszcze w fazie legislacyjnej, to porażka samej Inspekcji, a nie tylko polityków? Reformowany projekt okrojono tak bardzo, iż najważniejsze narzędzia – jak natychmiastowa wykonalność decyzji czy możliwość domagania się zaległych składek – zostały usunięte lub znacząco ograniczone.
Marcin Stanecki, Główny Inspektor Pracy: – Absolutnie tak nie uważam. Po pierwsze Inspekcja zyska narzędzia, o których wprowadzenie starała się od wielu lat. To, iż pierwotna wersja została złagodzona nie oznacza, iż zmiana będzie nieskuteczna. W tym przypadku potrzebna jest nam ewolucja na rynku pracy, a nie rewolucja. Po drugie istotą procesu legislacyjnego jest dyskusja nad propozycjami zmian, która prowadzi do ich modyfikacji.
Rezygnacja z natychmiastowej wykonalności decyzji inspektorek i inspektorów pracy o przekształceniu kontraktu w etat to element reformy, który w krótkim czasie pozwoli ustalić sądom pracy jednolitą linię orzeczniczą w takich sprawach.
Przypomnę tylko, iż sądy, do których trafi odwołanie pracodawcy od decyzji przekształceniowej, będą mogły rozstrzygnąć sprawę na posiedzeniu niejawnym, jeżeli sędziowie uznają, iż zgromadzony materiał dowodowy jest wystarczający do wydania rozstrzygnięcia w takiej sprawie. Oznacza to, iż dzięki temu dość gwałtownie po wejściu reformy w życie może stać się jasne dla wszystkich, jaka umowa podlega pod kodeks cywilny, a jaka powinna być realizowana z poszanowaniem przywilejów zatrudnionego zapisanych w kodeksie pracy. Tylko sądy pracy mają pełne prawo do rozstrzygania wątpliwości w takich sprawach.
Kilka miesięcy temu premier zawetował reformę PIP, a jej nowy kształt dopiero teraz jest procedowany – czy PIP nie powinna była głośniej sprzeciwić się takim opóźnieniom? Opóźnienia sprawiły, iż Inspekcja przez miesiące pozostawała bez realnego narzędzia do walki z fikcyjnym zatrudnieniem.
– Cieszy mnie, iż ma pani tak dobre zdanie o pozycji ustrojowej Państwowej Inspekcji Pracy, zapewniam jednak, iż naszym obowiązkiem jest działanie z poszanowaniem litery obowiązującego prawa. Decyzje o tym jak te przepisy mają wyglądać i kiedy mają wchodzić w życie zmiany w regulacjach należą do polityków. Możemy zatem trzymać kciuki za szybkie zakończenie prac legislacyjnych nad reformą i przygotowywać się do jej wdrożenia.
Nie czekamy jednak bezczynnie. Co roku inspektorzy i inspektorki pracy kontrolują warunki pracy na kontraktach kilkudziesięciu tysięcy osób. W wyniku tych kontroli kilka tysięcy umów cywilnoprawnych jest zamienianych przez przedsiębiorców na etaty. Całkowicie dobrowolnie, tylko na podstawie niewiążącego wystąpienia Inspekcji Pracy w tej sprawie. Uważam to za nasz spory sukces.
Pracownicy i eksperci od lat wskazują, iż PIP jest bezradna wobec „śmieciówek” i samozatrudnienia – czy obecny projekt reformy nie jest jedynie kosmetyką?
– Wręcz przeciwnie. Nowe przepisy są tak skonstruowane, aby na pierwszym etapie przedsiębiorca mógł usiąść do rozmowy z zatrudnionym, tak by wspólnie ustalili, jak może wyglądać zamiana kontraktu na etat. Dopiero gdy te negocjacje się nie powiodą, wówczas inspektorka czy inspektor pracy będą mogli wydać decyzje przekształceniowe, które w razie odwołania pracodawcy trafią na szybką ścieżkę w sądzie pracy. To nie jest kosmetyka, a systemowa zmiana, na którą czekaliśmy w Inspekcji od lat.
Czy brak możliwości retroaktywnego przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę nie oznacza, iż wielu pracowników przez cały czas pozostaje poza systemem realnej ochrony?
– Już na samym początku prac nad reformą mówiłem publicznie, iż decyzje o przekształceniu umowy powinny działać wyłącznie wprzód. Efektem przekształcenia kontraktu w etat powinna być bowiem stabilna umowa o pracę na przyszłość. Tym bardziej, iż zarówno przepisy podatkowe, jak i składkowe, przewidują niższe daniny publiczne od wynagrodzeń zatrudnionych na kontraktach, czy osób prowadzących działalność gospodarczą, co skutecznie zachęciło wiele osób do korzystania z tych możliwości.
Trudno więc odróżnić przypadki, gdy do zawarcia kontraktu doszło za zgodą wykonawcy kontraktu, bo dzięki temu zapłacił niższe składki i podatki i zarobił więcej na rękę niż koleżanka czy kolega na etacie.
Przypominam, iż jeszcze nie tak dawno na polskim rynku pracy pokutowało powszechne przekonanie, iż nie ma sensu płacić składek, bo przecież ZUS i tak upadnie. Zapewniam, iż nie upadnie, ale trzeba uzdrowić nasz rynek pracy, by wydatki publiczne były finansowane w równym stopniu przez wszystkich pracujących w Polsce, a nie jak w tej chwili – przez pracujących na etatach, którzy płacą najwyższe daniny do budżetu państwa od swoich zarobków. To element podstawowej sprawiedliwości społecznej.
Poza systemem realnej ochrony pozostają zaś zatrudnieni na czarno, bez żadnej umowy, ubezpieczenia czy podatków od ich wynagrodzeń. W ich przypadku nowela przewiduje możliwość działania dla Państwowej Inspekcji Pracy, co uważam za bardzo dobre rozwiązanie.
Reforma PIP została znacząco osłabiona pod presją środowisk biznesowych. Czy Inspekcja czuje się niezależnym organem państwa, czy raczej instytucją zależną od bieżącej koniunktury politycznej?
– Państwowa Inspekcja Pracy jest apolitycznym urzędem podległym Sejmowi. Nie mamy inicjatywy legislacyjnej, czyli prawa do przygotowywania projektów ustaw. Korzystamy natomiast z możliwości kierowania wniosków legislacyjnych do ministerstwa pracy, jednak nie znajdują one odzwierciedlenia w projektach przygotowywanych w tym resorcie.
Czy PIP ma strategię na wzmocnienie swojej odporności na naciski lobbingowe ze strony dużych pracodawców i platform technologicznych?
– Lobbyści, o których pani mówi, nie mają czego szukać w apolitycznym urzędzie, bez inicjatywy legislacyjnej, w której obowiązuje kodeks etyki.
Czy komunikaty o „niepokojących wynikach kontroli” bez szybkiego efektu egzekucyjnego nie podkopują zaufania do Inspekcji jako realnego strażnika praw pracowniczych?
– Nie wszędzie i nie zawsze wyniki naszych kontroli są niepokojące, a wszędzie tam, gdzie wykrywamy nieprawidłowości prowadzimy rekonktrole, aby sprawdzić czy decyzje oraz wnioski pokontrolne inspektorek i inspektorów pracy zostały wykonane. Te ponowne kontrole mają najważniejsze znaczenie w tym zakresie.

2 godzin temu









![Ucieczka ciągnikiem zakończona w rzece [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/130-286405.jpg)


