Marcin Bogdan: Taktyka wyborcza

solidarni2010.pl 2 dni temu
Felietony
Marcin Bogdan: Taktyka wyborcza
data:05 sierpnia 2026 Redaktor: GKut

Nie gasną emocje po spektakularnym rozłamie, do jakiego doszło w Zjednoczonej Prawicy, w samym jej sercu, czyli w Prawie i Sprawiedliwości. Komentatorzy, jak to bywa, są podzieleni w swoich opiniach. Jedni twierdzą, iż to katastrofa dla przyszłości polskiej prawicy, inni uważają, iż nic się nie stało, a jeszcze inni dopatrują się szansy na przyciągnięcie do szeroko pojętej prawicy nowych wyborców. Ci ostatni powołują się w swoich ocenach, czy raczej nadziejach, na casus Trzeciej Drogi.

Jest jednak jedna wada takiego porównania. I to wada poważna. Potencjalna partia Mateusza Morawieckiego powstanie w efekcie podziału PiS-u a Trzecia Droga nie była efektem podziału Platformy, tylko sprytnie wykreowanym nowym podmiotem, nowym bytem. Była efektem przebiegłej taktyki wyborczej Donalda Tuska. Tusk nigdy nie dopuścił do jakiegokolwiek formalnego podziału swojej partii. Jak chciał się pozbyć kogoś z partii to grillował go systematycznie aż do momentu, kiedy dany delikwent wyleczył się z pomysłów tworzenia nowego, konkurencyjnego wobec Platformy, ugrupowania.

Trzecia Droga była nowym bytem, firmowanym przez nowych ludzi, którzy mamili wyborców pozorną niezależnością, własnym pomysłem na uprawianie polityki. Od początku byli dyskretnie wspierani przez Tuska, gdyż byli dla Platformy potencjalną wartością dodaną a nie masą spadkową po podziale. Tusk w swoich zabiegach posunął się tak daleko, iż podczas ostatniej debaty telewizyjnej przed wyborami z roku 2023 świadomie się kompromitował, mówiąc językiem młodzieżowym, rżnął głupa czy też strugał wariata. Wszystko po to, by Szymon Hołownia, stojący na czele Trzeciej Drogi, wypadł w tej debacie jak mąż opatrznościowy. Tusk doskonale wiedział, iż ta jego kontrolowana kompromitacja nie odbierze mu poparcia ze strony twardego elektoratu, a Trzeciej Drodze przysporzy wyborców, którzy mieli awersję do jego osoby i z tego powodu nie chcieli głosować na Platformę.

Przebiegła taktyka wyborcza Tuska nie sprowadzała się tylko do poszerzania własnego elektoratu poprzez kreowanie rzekomej Trzeciej Drogi, ale także do rozpraszania elektoratu prawicowego. W roku 2023, pod szyldem swojego byłego partyjnego kolegi, Tusk wykreował rzekomo ultrakatolickie ugrupowanie, które odciągnęło część prawicowego elektoratu. Współpracownicy Rafała Piecha, bo o jego ugrupowaniu tu mowa, opowiadali, iż Piechowi ukazała się Matka Boża i nakłaniała go do kandydowania. Faktycznie to nie Matka Boża mu się ukazała, ale sam Tusk, który utkał ten misterny plan. Na koniec, przy urnach, zadziałała metoda D'Hondta i suma summarum Tusk świętował pozorną wyborczą porażkę, która okazała się zwycięstwem.

Skoro wtedy się udało, to czemu nie próbować teraz, w kolejnych zbliżających się wyborach. w tej chwili elektorat PiS - u jest odciągany do kreowanej na ultraprawicową Konfederacji Korony Polskiej. Choć partia ta jest bardziej prorosyjska od postkomunistycznej lewicy, a czołowi jej działacze wywodzą się wprost z peerelowskich służb specjalnych, to magia słów „Szczęść Boże” wypowiadanych przez Grzegorza Brauna działa na katolickich wyborców jak magnes. Przyciąga ich jak magnes wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. Niestety, stwierdzam to z przykrością, Tusk opanował taktykę wyborczą do perfekcji. Na metodę D'Hondta w wyborach do Sejmu opracował metodę D’Tuska, a w przypadku jednomandatowej ordynacji w wyborach do Senatu wymusza bezwzględne posłuszeństwo.

Po omówieniu głównych punktów taktyki wyborczej Tuska powróćmy do postawionego na wstępie pytania: czy prawica może powtórzyć casus Trzeciej Drogi? Czy taką pisowską Trzecią Drogą może być ugrupowanie Mateusza Morawieckiego? Faktem jest, iż są wyborcy, którzy mają awersję do Jarosława Kaczyńskiego i nie zagłosują na PiS właśnie z tego powodu. Ale gotowi są zagłosować na ugrupowanie kierujące się podobnymi wartościami co PiS, mające zbliżony do PiS-u program, jednak pozbawione obciążeń, jakie ich zdaniem wiążą się z osobą Jarosława Kaczyńskiego.

I tu trzeba postawić pytanie, które wynika wprost ze wskazanej wcześniej wady takiego pomysłu. Pytanie, które wynika wprost z faktu, iż ugrupowanie Morawieckiego jest efektem rozłamu, a nie nowym bytem. Pytanie to brzmi: czy ilość potencjalnie nowych wyborców, która gotowa by była zagłosować na partię Morawieckiego przełoży się na liczbę poselskich mandatów większą niż liczba mandatów utraconych w wyniku zadziałania metody D'Hondta. Na tak postawione pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jest szansa, ale jest też obawa. Jest zatem ryzyko. Ordynacja wyborcza oparta na metodzie D'Hondta ma znamiona hazardu. A wiadomo, iż hazard karmi się ryzykiem. Kto nie ryzykuje, ten przegrywa. Czy Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki usiedli do stolika i zaryzykowali?

Tego nie wiemy. Ktoś powie, iż wzajemne uszczypliwości a choćby obrzucanie się błotem przez polityków obu ugrupowań będących efektem rozpadu PiS-u świadczą o rzeczywistym podziale, a nie o zaplanowanej taktyce wyborczej. Ale jeżeli Kaczyński z Morawieckim podjęli to ryzyko, to przecież nikt poza nimi nie może o tym wiedzieć. To musi być tajemnica, którą znają tylko oni. jeżeli ktoś trzeci by o tym wiedział, to sprawa mogłaby się wydać i cały plan, cała wyborcza taktyka ległaby w gruzach. Czy zatem Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki usiedli do stolika i podjęli ryzyko wyborczej taktyki? Czy Mateusz Morawiecki ma w tym planie zawalczyć o elektorat centroprawicowy, a PiS, z Przemysławem Czarnkiem jako kandydatem na premiera, ma odzyskać elektorat uwiedziony przez Brauna pozorami prawicowości i pozorami katolicyzmu? Tego nie wiem. Nie wiem czy jest taki plan, a jeżeli jest, to czy się powiedzie, czy przyniesie efekty. Ale wiem jedno, jeżeli Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki tego nie zaplanowali przed rozłamem, to muszą to zrobić teraz. Teraz muszą usiąść do stolika i ustalić zasady taktyki wyborczej. To ostatnia szansa dla PiS-u, ostatnia szansa dla prawicy, to ostatnia szansa dla Polski. Pionki jeszcze stoją na szachownicy, na szachownicy są jeszcze król i królowa, gra jeszcze nie jest zakończona. Ale prawica znalazła się w szachu, a Polska jest zagrożona matem.

Marcin Bogdan

***

Od redakcji:
Przypomianmy, iż można nabyć książkę Marcina Bogdana "OSTATNIE LATA POLSKI W FELIETONACH"

Osoby, które są zainteresowane posiadaniem książki, prosimy o dobrowolną wpłatę na cele statutowe Stowarzyszenia Solidarni2010 oraz złożenie zamówienia na adres [email protected], podając jednocześnie informację na jaki adres ma być wysłana przesyłka. W przypadku odbioru w paczkomacie, prosimy o podanie nr telefonu i miejsca odbioru.

Oto nr konta:

67 2490 0005 0000 4520 4582 2486

Książka wydana została staraniem i środkami członków Stowarzyszenia Solidarni 2010 w ramach działań statutowych.

Idź do oryginalnego materiału