Serwis Niezależna.pl opisuje sprawę związaną z mandatem 500 zł, który miał zostać nałożony na lokal gastronomiczny ze Szczecina. Powód miał być prosty: sprzedano butelkę wody chwilę przed otwarciem lokalu, gdy kasa fiskalna nie była jeszcze uruchomiona. Okazało się jednak, iż wizyta klientki nie była zwykłym zamówieniem, ale elementem kontroli.
Relację z przebiegu zdarzenia opublikował na Facebooku lokal „Ciasto i Farsz”. Wpis dotyczył sytuacji, do której doszło kilka minut przed godziną 11:00, jeszcze przed otwarciem. Jak wskazano, do środka miała przyjść kobieta, prosząc o butelkę wody. Ponieważ lokal był nieczynny, a kasa fiskalna nie działała, właściciele zdecydowali się sprzedać wodę z uprzejmości i „ucząc się rytmu nowego miejsca”. Po chwili miało się okazać, iż to kontrola z Urzędu Skarbowego.
Efektem kontroli był mandat w wysokości 500 zł. We wpisie podkreślono, iż właścicielom jest przykro, bo pierwsze dni działalności miały być skupione na tym, by każdy gość wychodził zadowolony. Zaznaczono też, iż dobra wola w tym przypadku kosztowała 500 zł.
Oburzenie w sieci i przywołanie innych mandatów
Sprawa gwałtownie trafiła na X, gdzie pojawiło się wiele komentarzy krytykujących działania urzędu. Rafał Kubowicz z Nowej Nadziei miał w jednym z wpisów odnieść się do motywacji kontrolujących, sugerując, iż urzędnicy „twardo pracują” i próbują nie zawieść przełożonych. W dyskusji pojawiły się też wypowiedzi, w których domagano się dyscyplinarnego rozliczenia pracowników kontrolujących, jeżeli — jak twierdzą autorzy wpisów — doszło do sytuacji, w której wizyta nastąpiła przed otwarciem lokalu.
W tle komentatorzy przypomnieli też inną historię z Gdańska: restaurator miał otrzymać mandat 2500 zł za zastosowanie — zdaniem fiskusa — zbyt niskiej stawki VAT dla pizzy z krewetkami. Kontrowersje miały dotyczyć tego, iż urząd uznał, iż danie powinno podlegać 23-proc. podatkowi zamiast 8-proc.
Głosy z KAS: „miernik” i nacisk na mandaty
Na dyskusję wpłynęła również wypowiedź Agaty Jagodzińskiej z Krajowej Administracji Skarbowej. Jak przywołano, miała ona wskazywać, iż zmieniły się zasady dotyczące tzw. miernika nabyć sprawdzających, a w tej chwili liczyć mają się wyłącznie pozytywne nabycia zakończone mandatem albo odmową przyjęcia mandatu. Jagodzińska miała też mówić o podnoszeniu wartości mierników oraz o tym, iż kierownicy mają „narzucać kwoty mandatów”.
W przytoczonej wypowiedzi akcentowano jednocześnie, iż celem miało być sprawdzanie i przypominanie obowiązków, a nie karanie „malutkich” przedsiębiorców. To właśnie te argumenty — zestawione z historią z „Ciasta i Farsz” — stały się jednym z powodów, dla których sprawa z mandatem 500 zł znalazła szeroki oddźwięk w mediach społecznościowych.
Materiał został przygotowany na podstawie źródła: Sprzedali spragnionej wodę przed otwarciem lokalu. Okazało się, iż to… kontrola ze skarbówki.
Zachęcamy również do odwiedzenia strony głównej źródła: Niezależna.pl.

10 godzin temu













