Legiona kawa na ławę / Legion

publixo.com 2 godzin temu


Postanowiłem zacząć wywalać, co naprawdę myślę. To naprawdę coś wyjątkowego.

Naród Polski - wbrew temu, co niektórzy myślą, to wysoko cenię Naród Polski. jeżeli chodzi o dumę, to ja mam pragmatyczne kryteria i ta duma w niektórych obszarach jest, a w innych niema. Mnie można zapytać z czego jestem dumny jako Polak. Wtedy odpowiem, ale pytanie wprost: czy jestem dumny z tego, iż jestem Polakiem jest bezprzedmiotowe. Po prostu: ani tak, ani nie. Oceniam naród Polski na tle innych narodów przez pryzmat historii i jednostek. Ta historia jest dość bolesna, ale każda nacja ma własną, bolesną historię. jeżeli patrzysz tylko swoimi oczami to nigdy mnie nie zrozumiesz, dlatego, iż ja, patrzę z wielu perspektyw.

Wałęsa - na mnie nie robi żadnego wrażenia, czy on ma drugie imię Bolek, czy jego ustawiło SB, czy on był człowiekiem Kiszczaka czy innego oficera prowadzącego. Nie interesuje mnie czy brał za to kasę, czy nie, i czy w ogóle było coś takiego jak agenturalna działalność Wałęsy. Mam wyjebane na każde gówno, prawdziwe czy wymyślone, które się do Wałęsy przykleiło lub jeszcze przyklei. Mam do niego taki stosunek, jak prawdziwi katolicy patrioci do Jana Pawła II. Dla mnie Wałęsa jest teflonowy. Sam, go, sobie teflonem obkleiłem. Mi chodzi wyłącznie o skutek. O, to, do czego Wałęsa doprowadził. I teraz tak:

Wałęsa to prostak o ubogim zasobie słów, który nigdy się nie nauczył mówić. Im dłużej żyje, tym jest gorzej z jego mową. To ma swój początek w momencie, kiedy zaczął zadawać się z intelektualistami. Nasłuchał się trudnych słów i sam zapragnął ich używać, bo było mu wstyd, iż jest tak wielkim człowiekiem, a ta jego gadka - najkrócej mówiąc - nie bardzo pasuje do salonów. Niestety nigdy nie sprawdzał znaczenia trudnych słów w słowniku. Zapamiętywał je i używał na czuja. Wiele Polek i Polaków nie może mu tego wybaczyć, bo niestety jego `czuj` często go zawodził. To nie było mu nigdy do niczego potrzebne - te trudne słowa, ale on w to poszedł i wyszło jak wyszło.

Prostak, burak z wiecznie niezawiązanymi sznurówkami, flejtuch z gromadą bachorów i drobny kombinator. Ale jego gadka... uuu! Panie, panie! Uuuu. Przynajmniej zanim nie został prezydentem i się nie nadął na salon, to miał zajebistą gadkę. Prostacką, ale zrozumiałą i tak bystrą, iż nikt nie mógł nadążyć. Dlatego on.

Te muły z KC nie mogły za nim nadążyć. Oni mieli swoją nomenklaturę, ukutą na egzekutywach. Zamuloną jak staw sołtysa i całkiem nie zrozumiałą dla ludzi, a Wałęsa był z ludzi i gadał ludzkim językiem. W dodatku miał to coś, co mają trybuni - wrodzony dar porywania tłumów. Dlatego on.

A, teraz wyobraź sobie, iż nie Wałęsa, czy tak, jak wolisz - Bolek. Zostawmy te wszystkie Gwiazdy, Wrzodaki i inne wynalazki. Oni nie mieli żadnych szans na wybicie. Nie ta liga w sensie istoty tego o czym piszę. Możesz to nazwać charyzmą, ale chodzi o wiele więcej. Żadnych szans na inne, niż Wałęsa, Gwiazdeczki ze sztoczni nie miały. Ja, to zrozumiałem po czasie, kiedy sobie te Gwiazdeczki dokładnie obejrzałem.

Żeby sprawować władzę to niestety trzeba trochę intelektu. Inaczej czad. No, i się pojawili tam, powiedzmy Mazowiecki, Geremek, itd.. Ale to później, pod szyldem Wałęsy. No, to pomyśl sobie, iż na początek Mazowiecki, a nie Wałęsa na tych wiecach. Stęka, chrząka, poci się i mdleje. Toć, kurwa naród by pękł ze śmiechu. Albo by było jak u Redlińskiego. Jest tak scena, kiedy meliorant przyjeżdża do wioski i się produkuje przy tablicy w niewielkiej salce. Z przodu siedzi sołty i wójt - o il;e dobrze pamiętam. Z tylu miejscowa ludność. Meliorant coś tam pieprzy i pieprzy, a miejscowi patrzą jak na kosmitę, papy robią, jak bachory na lekcji biologi z anatomii człowieka. Nagle któryś bąka puszcza i wszyscy rżą , jak na najlepszym kabarecie.

Otóż Mazowiecki i Geremek to były w tamtym czasie dla narodu postacie kabaretowe. Bo naród to byli robotnicy i chłopi. No, i jeszcze, co Rozar uwypukla - `docenci` - czyli karykatura akademika. Z tego się składał naród. Mazowiecki i Geremek to był absolutny margines społeczny. Zero szans na przebicie.

To, co się wydarzyło jest pod Szyldem buraka Wałęsy. Bez niego nie byłoby niczego, bo spoleczeństwo było jeszcze bardziej buraczane, niż sam Wałęsa. A, ja oceniam bardzo pozytywnie to , co się stało po 1989 roku. Jestem dumny z Wałęsy.

Słowo pocieszania dla tych, którzy pamiętają PRL:

Za Gomułki to był dopiero czad. Kiedy słucham jego przemówień, to mnie, kurwa, zatyka. I tak sobie patrzę po sali, po zgromadzonym bęzzebnym aktywie, okutanym w palta z tymi czapami na łbach pustych jak dzbany w Kanie oczekujące na cud Syna Bożego, to sobie myślę:

Wałęsa dokonał cudu napełnienia. Dzbanów coraz mniej w tym, sorry - niech będzie w naszym kraju. A, kiedy dzbanów ubywa to życie lepsze.
Idź do oryginalnego materiału