O Jacku Kurskim można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, iż grzeszy szczerością i lojalnością. Kurski znany jest przede wszystkim jako propagandysta, w dodatku wyjątkowo niskich lotów i w pełni na tę ocenę zasługuje. Zanim osiągnął szczyt swojej kariery, którym bez wątpienia było stanowisko prezesa w TVP, był postacią rozpoznawalną, kojarzoną z filmem „Nocna zmiana”, historią „dziadka z Wehrmachtu” i najbardziej popularnym: „ciemny lud to kupi”. Propagandowych znaków rozpoznawczych Jacek Kurski ma znacznie więcej, ale to materiał na pracę dyplomową, a nie na felieton.
Jeśli chodzi o lojalność Kurskiego, to od paru dni koledzy partyjni z PiS przypominają mu jak było i jednocześnie wieszczą, jak będzie:
1. Przystąpił do PiS w 2001, zdradził w 2002
2. Przystąpił do PiS w 2004 zdradził w 2011
3. Przystąpił do PiS w 2024 zdradzi w …
— Waldemar Buda (@waldemar_buda) December 18, 2025
Niewtajemniczeni mogą się nie zorientować o co konkretnie chodzi, jednak uważni obserwatorzy polskiej polityki bez trudu rozpoznają te momenty histeryczne. Pierwszy punkt dotyczy przejścia Jacka Kurskiego z PiS do Ligi Polskich Rodzin, pod światłym przewodnictwem Romana Giertycha. Punkt drugi to wyjątkowo wredna wolta, choćby jak na standardy, które reprezentuje Jacek Kurski. W 2011 roku z PiS odeszła grupa polityków i założyła partię Solidarna Polska. Na czele nowej partii pod nazwą Solidarna Polska stanął Zbigniew Ziobro i to jeszcze nie było tak wielkim zaskoczeniem, ponieważ konflikt pomiędzy Ziobro i prezesem Kaczyńskim zaogniał się od 2007 roku. Największy szok nastąpił wówczas, gdy Jacek Kurski postanowił propagandowo uderzyć w najczulszy punkt Jarosława Kaczyńskiego, czyli katastrofę smoleńską. Jacek Kurski biegał do TVN i opowiadał o „smoleńskich spiskach”, tego mu w PiS nikt nie zapomniał, jednak w 2024 roku Jarosław Kaczyński ponownie go przyjął w szeregi partyjne.
W zakulisowych rozmowach politycy PiS przyznają, iż prezes Kaczyński ma niesamowitą słabość do „Kury” i te plotki znajdują pełne potwierdzenie w faktach. Chyba nie ma drugiego polityka w PiS, który tyle razy by zdradził i podeptał smoleńską świętość, a mimo wszystko otrzymał wysokie stanowiska i ponownie odebrał legitymację. Wyjaśnieniem tej sytuacji ma być między innymi fałszywość Kurskiego obrazowana chociażby tym, iż po obśmiewaniu Smoleńska stał się najbardziej fanatycznym uczestnikiem miesiącznic smoleńskich. Swego czasu krążyła też taka anegdota z udziałem znanych polityków. Ponoć Donald Tusk miał spytać Lecha Kaczyńskiego dlaczego wziął na pokład tego „sk***a Kurskiego”, a w odpowiedzi usłyszał: „żeby nie poszedł do ciebie”. Nie wiadomo ile w tym jest prawdy, ale ta anegdota doskonale opisuje cechy Kurskiego i najwyraźniej wielu członków PiS ma już „Kury” dość.
Po serii ataków na Mateusza Morawieckiego, co najpierw miało się odbyć za przyzwoleniem Jarosława Kaczyńskiego, ale później Kurski dostał zakaz publikacji, frakcja Matusza Morawieckiego zaczęła zbierać podpisy pod wnioskiem od wyrzucenie „Kury” z PiS. Parę dni temu prezes Kaczyński rzekomo „uspokoił całe towarzystwo”, życie pokazało coś innego i konflikt w najlepsze trwa. Kurskiego próbowało usunąć wielu polityków, w tym sam prezydent Andrzej Duda, ale Jarosław Kaczyński zawsze Kurskiego bronił. Jak będzie teraz to się okaże w najbliższych dniach, ale raczej „Kurze” piórko z ogona nie spadnie, bo wywalanie go z szeregów PiS wiąże się z osobistą porażką Kaczyńskiego, po tym jak ogłoszono zakończenie frakcyjnej wojny, ale jest też niebezpiecznym precedensem pokazującym, iż rządzą źli bojarzy, a nie dobry car.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

2 miesięcy temu













