Polityczna karuzela stanowisk w powiecie i mieście kręciła się w najlepsze, ale kiedy przyszedł rachunek do zapłacenia – winnych nie ma. Łęczyńska Spółdzielnia Socjalna „Pod dobrym adresem”, która miała pomagać wykluczonym, sama wykluczyła swoich pracowników z rynku, zostawiając ich bez pensji i składek ZUS.
Mamy twarde dowody: sądy wydają wyroki, a burmistrz Leszek Włodarski umywa ręce i pisze urzędowe „nie da się”.
Pamiętacie czerwiec 2024 roku? To wtedy na łamach „”wąsatego bloga” ostrzegałem, iż powołanie Kamila Steca na prezesa powiatowo-miejskiej spółdzielni socjalnej „Pod dobrym adresem” to klasyczny scenariusz „wygaszania” podmiotu (LINK).
Stec – człowiek od spalonego referendum z 2022 roku i stawiania „pazernych banerów” atakujących opozycję – dostał intratny stołek od tandemu Włodarski (burmistrz) & Słowik (starosta z PSL). Warto dodać, iż bracia Stec palili ponad 2000 podpisów w obecności Słowika.
Już wtedy wielu Mieszkańców pukało się w głowę, pytając o kompetencje Steca. Dziś, w czerwcu 2026 roku, znamy już tragiczną odpowiedź. Za te polityczne układy najwęższą walutą – własnym dramatem – zapłacili bogu ducha winni pracownicy.
Zaplanowany upadek i puste konto
Misją spółdzielni miała być aktywizacja zawodowa i sprzątanie biur czy Szpitala Powiatowego. Zamiast tego stała się przechowalnią i generatorów długów. Kamil Stec zwinął żagle, a w kwietniu 2025 roku na zgliszczach usadzono kolejną prezes, Monikę Podkowińską. To ona w sierpniu ubiegłego roku na sesji Rady Miejskiej musiała pić piwo, które nawarzyło poprzednie kierownictwo.
Słuchaliśmy wtedy o dramatycznym stanie ekonomicznym, o pięciu pracownikach z ośmiu, którzy „w zasadzie nic nie robili” i o tym, iż od 2025 roku spółdzielnia przestała płacić ZUS oraz regularnie wypłacać pensje. Radni podnieśli rączki i 13 głosami „za” klepnęli likwidację. Od 1 października 2025 roku spółdzielnia miała być bezpersonelowa, a wyprzedaż zaniedbanego sprzętu miała pokryć długi.
Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Pracownicy zostali z niczym.
Sąd przyznaje rację, komornik bezradny
Zdesperowani ludzie ruszyli do sądów. Dotarliśmy do oficjalnych dokumentów, które bezlitośnie obnażają skalę patologii.
W dniu 4 marca 2026 roku Starszy Referendarz Sądowy Rafał Sulej z Sądu Rejonowego Lublin-Zachód (Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych) wydał jednoznaczny nakaz zapłaty na rzecz jednego z oszukanych pracowników.
Sąd nakazał Łęczyńskiej Spółdzielni Socjalnej „Pod dobrym adresem” natychmiastową wypłatę 18 606,08 zł (słownie: osiemnaście tysięcy sześćset sześć złotych i osiem groszy):
Do tego dochodzą ustawowe odsetki za opóźnienie liczone… od 1 października 2025 roku (czyli od dnia, w którym spółdzielnia stała się „bezpersonelowym” duchem). 2 kwietnia wyrok się uprawomocnił, a 21 maja 2026 roku sąd nadał mu klauzulę wykonalności. Wydawałoby się – sprawiedliwości stało się zadość. Nic bardziej mylnego. Tytuł wykonawczy przeciwko dłużnikowi o numerze KRS 5050128029 można włożyć między bajki, bo spółdzielnia jest w rzeczywistości bankrutem.
Burmistrz współczuje, ale kasy nie da
Co na to władze Łęcznej, które tę spółdzielnię w 2018 roku dumnie zakładały i przez lata kontrolowały?
Były już pracownik spółdzielni, trzymając w ręku sądowy wyrok, napisał do Urzędu Miejskiego w Łęcznej, żądając, by to gmina (jako współzałożyciel) uregulowała należności, skoro dopuściła do takiego bałaganu pod swoim nosem. Odpowiedź, którą otrzymał 11 czerwca 2026 roku (sygn. SO.523.5.2018), podpisana przez samego burmistrza Leszka Włodarskiego, to podręcznikowy pokaz urzędniczej spychologii.
Burmistrz Włodarski w piśmie stosuje klasyczny unik. Z jednej strony „w pełni rozumie trudną sytuację”, z drugiej strony wyciąga paragrafy i oznajmia: nie mój cyrk, nie moje małpy.
Włodarski powołuje się na art. 49 ust. 1 ustawy o samorządzie gminnym, twierdząc, iż skoro spółdzielnia w 2018 roku dostała wpis do KRS i uzyskała osobowość prawną, to gmina nie ponosi żadnej odpowiedzialności za jej zobowiązania. „Gmina Łęczna nie posiada formalnoprawnych możliwości uregulowania zobowiązań pracowniczych Spółdzielni z budżetu samorządu” – ucina krótko burmistrz.
Jedyne, co Włodarski ma dziś do zaoferowania oszukanym ludziom, to „pomoc w przeprowadzeniu procesu likwidacji”. Tyle tylko, iż z pustego i Salomon nie naleje. Zanim syndyk czy likwidator sprzeda stare czyszczarki do kostki brukowej (o ile w ogóle znajdzie kupca), miną lata, a pracownicy mogą zapomnieć o godnym życiu.
Kamila Steca nie ma, Włodarski umywa ręce, pracownik płacze
Kamil Stec, który firmował ten układ swoim nazwiskiem, dawno zniknął z horyzontu. Nowy dywan i droga pod domem, którą „wynegocjował” w 2022 roku za spalenie ponad 2000 podpisów w sprawie referendum, stoją nienaruszone. Słowika w fotelu starosty też już nie ma, ale Leszek Włodarski przez cały czas kieruje ratuszem i szczerzy się do zdjęć na facebooku.
A oszukany pracownik? Zostaje sam, z bezwartościowym świstkiem papieru z sądu i pismem od burmistrza, który potrafi tylko „współczuć”. Tak, Włodarski umiał napisać jedynie, iż współczuje.
To nie była zwykła niegospodarność. To była świadoma, polityczna gra publicznymi pieniędzmi i ludzkim losem. Spółdzielnia „Pod dobrym adresem” okazała się adresem, pod którym zamiast pomocy, pracownicy znaleźli nędzę i urzędniczą znieczulicę.
Włodarski, Słowik, jak Wam nie wstyd?
Do sprawy będę wracał.

2 godzin temu







