Koszoły mówią stanowcze „nie”. Gorąca rozprawa administracyjna w sprawie fermy indyków

slowopodlasia.pl 1 godzina temu
Postępowanie administracyjne w tej sprawie toczy się od 28 lutego 2025 roku, kiedy to do Urzędu Gminy Łomazy wpłynął wniosek Zakładu Drobiarskiego w Stasinie o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Przedsięwzięcie zaplanowano na sześciu działkach w obrębie Koszoły, położonych po obu stronach drogi powiatowej.Projekt zakłada budowę fermy składającej się z 12 budynków inwentarskich, budynku instytutu badawczego, 26 silosów paszowych, 24 naziemnych zbiorników na gaz płynny, budynku technicznego ze stacją uzdatniania wody, dwóch ujęć wód podziemnych, agregatów prądotwórczych, komór chłodniczych na padlinę oraz zbiorników na odcieki. Maksymalną obsadę fermy określono na 224 746 indyków w cyklu tuczu. Ze względu na skalę projekt zalicza się do przedsięwzięć mogących zawsze znacząco oddziaływać na środowisko.Czytaj też: Koszoły. Nie chcą fermy drobiuMuszą rozstrzygnąć do końca wrześniaOtwierając spotkanie, wójt gminy Łomazy Jerzy Czyżewski zaznaczył ściśle formalny i bezstronny charakter procedury.– Rozprawa nie jest głosowaniem nad inwestycją. Organ nie będzie dzisiaj rozstrzygał, które stanowiska są słuszne, ani zapowiadał treści przyszłej decyzji. Rolą organu prowadzącego nie jest opowiadanie się po którejkolwiek ze stron, ale obiektywne ocenienie całego materiału dowodowego zgodnie z przepisami prawa – podkreślił.Kamil Klimiuk z referatu ds. inwestycji Urzędu Gminy Łomazy wyjaśnił, iż w toku procedury raport był wielokrotnie uzupełniany i korygowany przez inwestora w kwestiach poboru wód, gospodarki ściekowej, emisji, hałasu oraz uciążliwości zapachowej. Przedsięwzięcie uzyskało uzgodnienia i pozytywne opinie Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Lublinie, Sanepidu w Białej Podlaskiej oraz Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Lublinie. Jednocześnie gmina Łomazy zleciła wykonanie niezależnej ekspertyzy naukowej, która wykazała istotne rozbieżności m.in. w szacunkach emisji, zagospodarowaniu obornika, poborze wody oraz wariancie alternatywnym.Klimiuk poinformował także, iż na skutek ponaglenia inwestora Samorządowe Kolegium Odwoławcze stwierdziło bezczynność i przewlekłość postępowania bez rażącego naruszenia prawa, wyznaczając wójtowi ostateczny termin załatwienia sprawy do 30 września 2026 roku. Sprawa trafiła również ze skargi spółki do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie.Inwestor: „To szansa na rozwój i polski kapitał”Przedstawiciele Zakładu Drobiarskiego w Stasinie z prezesem Krzysztofem Borkowskim na czele przekonywali, iż planowana ferma będzie nowoczesnym, bezpiecznym dla otoczenia obiektem połączonym z zapleczem naukowym. Podkreślano, iż instytut ma współpracować z polskimi i zagranicznymi uczelniami w celu prowadzenia badań nad bezantybiotykowym chowem drobiu przy użyciu dodatków ziołowych. Prezes Borkowski deklarował gotowość do współpracy gospodarczej z okolicznymi rolnikami w zakresie skupu zbóż i słomy oraz zagospodarowania masy zielonej.– Przyszliśmy tutaj, kupiliśmy kiedyś ziemię, żeby zbudować instytut, prowadzić badania i zrobić modelową fermę, która nie będzie uciążliwa dla środowiska. Chcę, żeby to nie śmierdziało, chcę, żeby nie przeszkadzało i żebyśmy żyli z państwem w zgodzie i symbiozie – zapewniał prezes Krzysztof Borkowski.Borkowski odwoływał się również do patriotyzmu gospodarczego i konieczności obrony krajowego rynku przed tanim importem surowców drobiowych ze wschodu i z Azji, wskazując, iż zakład w Stasinie zatrudnia setki osób i musi dbać o stabilną bazę surowcową.Kwestie inżynieryjne i technologiczne objaśniał autor raportu środowiskowego Seweryn Furmanek. Przekonywał, iż lokalizację wytypowano m.in. na podstawie statystyki róży wiatrów, według której przez większość roku wiatr nie wieje w stronę zabudowań Koszoł, co ma ograniczyć uciążliwości podczas wywożenia obornika. Zapewniał także, iż ferma zostanie wyposażona w mechaniczną wentylację dachową o dużym pionowym wyrzucie gazów ponad otaczające lasy, co zminimalizuje stężenia odorów. Projektant wskazywał ponadto, iż badania geologiczne potwierdziły obfitość zasobów głębinowych, a lej depresji nie wpłynie na gminne ujęcia wody. Odpierał również zarzuty o brak zabezpieczeń, powołując się na restrykcyjne procedury bioasekuracji, stałą deratyzację wokół kurników oraz obowiązek uzyskania pozwolenia zintegrowanego, kontrolowanego przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.Autor dokumentacji środowiskowej Seweryn Furmanek odpowiadał na pytania mieszkańców i mieszkanek okolicy dotyczące emisji, zasobów wodnych i wentylacji fermyMieszkańcy punktują raportWystąpienia przedstawicieli inwestora spotkały się z natychmiastowym i merytorycznym oporem mieszkańców, którzy drobiazgowo przeanalizowali zgromadzoną dokumentację. Na sali podniesiono kwestię powtarzających się w ostatnich latach deficytów wody w regionie. Wskazywano, iż analiza hydrogeologiczna nie uwzględnia planowanych w sąsiedztwie kolejnych dużych inwestycji drobiarskich, m.in. w gminie Piszczac. Mocno zakwestionowano tezy dotyczące kierunków wiatrów i strefy zawietrznej. Gospodarze z Koszoł zwracali uwagę, iż w terenie dominują wiatry zachodnie, co przy zwartym otoczeniu lasów spowoduje kumulowanie się uciążliwości zapachowych bezpośrednio nad wsią.– O tym kierunku wiatru to pan sobie chyba w kolano strzelił. My tu mieszkamy od urodzenia, 40 parę lat, i wiemy, skąd wieje. Mamy przewagę wiatrów zachodnich. Pół wioski będzie cały czas na zawietrznej. To nie pan będzie czekał na wschodni wiatr, żeby wywozić pomiot. Zejdźmy na ziemię – ripostował rolnik Krzysztof.Rolnicy obecni na sali jednoznacznie zaprzeczyli również deklaracjom inwestora o rzekomym zainteresowaniu odbiorem obornika czy współpracą surowcową. Poważne obawy wywołał także wątek planowanej przez inwestora biogazowni rolniczej. Mieszkańcy pytali o brak mocy przyłączeniowych w lokalnej sieci elektroenergetycznej, transport ciężki przez lokalne drogi i drewniany most, a także o błędy w pierwotnym raporcie środowiskowym, w którym początkowo błędnie wykluczono kwalifikację fermy jako zakładu o zwiększonym ryzyku wystąpienia poważnej awarii przemysłowej ze względu na pojemność zbiorników z gazem.Jeden z mieszkańców zwrócił uwagę, iż inwestycja stoi w sprzeczności z uchwalonym niedawno przez gminę planem ogólnym oraz opracowywanym planem miejscowym dla Koszoł. Zażądał zbadania oddziaływań skumulowanych, uzupełnienia braków w inwentaryzacji przyrodniczej oraz formalnego umorzenia lub zawieszenia postępowania o warunki zabudowy.„Tu jest nasze serce. Błagamy, niech pan odpuści”Obok dyskusji technicznych na sali wybrzmiał mocny głos społeczny. W emocjonalnym wystąpieniu mieszkanka okolicy, Magdalena, zaapelowała wprost do inwestora o rezygnację z budowy: – Tu jest moja ojcowizna, moje serce. Budujemy to miejsce od lat jako przestrzeń przyjazną ludziom. Chciałabym po ludzku zostać usłyszana. Czy pan prezes nas słyszy, iż my po prostu nie chcemy tej inwestycji? Błagamy, niech pan odpuści. Tu nie ma klimatu do współpracy – mówiła. Pytanie o możliwość wycofania się z planów pozostało jednak bez bezpośredniej odpowiedzi, a prezes skupił się w dalszej części na obronie krajowego rynku i kontynuacji procedur.W obronie mieszkańców stanął poseł Dariusz Stefaniuk, przypominając inwestorowi wcześniejsze deklaracje medialne: – Pan prezes mówił w mediach, iż chce realizować inwestycje tylko we współpracy ze społecznością. Pytam więc, czy dotrzyma pan słowa, skoro ci ludzie mówią „nie”? Naszym zadaniem jest stanięcie po stronie mieszkańców – podkreślił Dariusz Stefaniuk.Krzysztof Borkowski uznał wystąpienie posła za polityczne: – Bardzo łatwo się odnosić posłowi, który utrzymuje się z budżetu państwa. Inaczej odzywają się ci, którzy na ten budżet płacą. Kiedy tu przyszliśmy, nie było protestów. Dopiero potem ktoś nakręcił ludzi – ripostował inwestor. Poseł Stefaniuk natychmiast odparł zarzuty, zaznaczając, iż jest na sali na prośbę mieszkańców: – Zacytowałem tylko pana własne słowa. Ci młodzi ludzie boją się o zdrowie, odory i brak wody. Naszym szefem są mieszkańcy i naszą rolą jest zrobić wszystko, by ich głos został uszanowany – podsumował parlamentarzysta.Mieszkańcy Koszoł i okolicznych wsi zawiązali komitet protestacyjny i głośno wyrażają swoje stanowisko wobec planów inwestora ze StasinaProcedura trwa. Co z decyzją? Prowadzący postępowanie odnotował łącznie osiem formalnych wniosków dowodowych sformułowanych bezpośrednio na sali. Strona społeczna domagała się m.in. przeprowadzenia przez gminę ponownej ekspertyzy całości dokumentacji przy udziale niezależnych biegłych, zbadania oddziaływań skumulowanych z fermami planowanymi w sąsiednim Ortelu, weryfikacji powiązań technologicznych z biogazownią, analizy ryzyka wystąpienia poważnej awarii przemysłowej, uzupełnienia rocznej inwentaryzacji przyrodniczej oraz formalnego umorzenia lub zawieszenia procedury ustalania warunków zabudowy.Z kolei przedstawiciele inwestora złożyli formalne wnioski przeciwne, domagając się oddalenia postulatów mieszkańców. Argumentowali, iż raport sporządzono w oparciu o stan faktyczny z momentu składania wniosku, a ciągłe nakładanie nowych obowiązków analitycznych nie ma podstaw prawnych i uniemożliwi zakończenie procedury. Prezes spółki wnosił o niepodważanie rzetelności instytucji opiniujących, które pozytywnie uzgodniły inwestycję, natomiast autor dokumentacji złożył wniosek o weryfikację akt pod kątem wcześniejszych wyjaśnień dotyczących instytutu przekazanych do RDOŚ. Inwestor domagał się również bezzwłocznego sfinalizowania postępowania.Wójt poinformował, iż udział społeczeństwa nie kończy się na samej rozprawie. Do 24 sierpnia strony postępowania, mieszkańcy oraz organizacje społeczne mogą wciąż składać do Urzędu Gminy Łomazy pisemne uwagi, wyjaśnienia i dowody. Urząd odnotował, iż w ramach trwających konsultacji wpłynął już szereg pism ze stanowiskami mieszkańców Koszoł, a także kolejny formalny wniosek organizacji ekologicznej o dopuszczenie do udziału w postępowaniu na prawach strony, który pozostaje w trakcie rozpatrywania.Włodarz gminy przypomniał zebranym o wieloetapowości całego procesu, podkreślając, iż decyzja środowiskowa nie jest tożsama ze zgodą na budowę. W przypadku jej ostateczności inwestor musiałby w kolejnym kroku uzyskać warunki zabudowy lub wykazać zgodność zamierzenia z opracowywanym planem miejscowym dla obrębu Koszoły, którego projekt – zgodnie z uchwałą Rady Gminy – ma zostać sfinalizowany jeszcze w tym roku. Dopiero w następnej kolejności sprawa trafiłaby do Starostwa Powiatowego w Białej Podlaskiej w celu przeprowadzenia procedury o pozwolenie na budowę, a finalnie wymagałaby również uzyskania pozwolenia zintegrowanego u marszałka województwa lubelskiego. Na każdym z tych etapów przysługują odrębne środki odwoławcze, w tym skargi do SKO oraz sądów administracyjnych. Zgodnie z terminem wyznaczonym przez kolegium odwoławcze, rozstrzygnięcie środowiskowe wójta gminy Łomazy ma zapaść do końca września.
Idź do oryginalnego materiału