Kopciuchy wciąż trują Dolny Śląsk. „W ciągu kilku lat możemy mieć je z głowy”

1 godzina temu

Potrzebujemy ponad 11 tys. litrów powietrza dziennie. Problem w tym, iż często jest ono toksyczne. Smog szkodzi nam po cichu nie tylko w dużych miastach, ale też w małych miejscowościach i na wsiach. Antysmogowe organizacje i samorządowcy ostrzegają: bez szybkiej likwidacji „kopciuchów” nie uda się wygrać walki ze smogiem.

Mobilne płuca, czyli instalacja Polskiego Alarmu Smogowego, trafiły już do kilkunastu gmin. Po pierwszych tygodniach pokryły się grubą warstwą zanieczyszczeń utrzymujących się w powietrzu. Podczas dolnośląskiej odsłony kampanii Zobacz czym oddychasz płuca odwiedziły: Cieplice Śląskie Zdrój w Jeleniej Górze, Twardogórę, Brzeg Dolny i wieś Pęgów (gm. Oborniki Śląskie).

Z tej ostatniej właśnie wyjechały po 21 dniach filtrowania powietrza. Województwo wciąż ma do zlikwidowania ponad 100 tys. kopciuchów.

  • Czytaj także: „Przyjeżdżają białe, a wyjeżdżają grafitowe”. Płuca jeżdżą po Polsce

Wicemarszałek o miliardach

– 8 litrów powietrza potrzebujemy na minutę, 480 litrów na godzinę, 11,5 tys. litrów powietrza na dobę – wylicza Krzysztof Smolnicki, lider Dolnośląskiego Alarmu Smogowego (DAS). – Niestety to powietrze nie jest czyste. Nasze płuca, które są symbolem ludzkich płuc, zrobiły się ciemne. Ludzie, którzy oddychali tym powietrzem w Pęgowie, też mają takie płuca, tylko my tego nie widzimy – dodał.

Fot. Polski Alarm Smogowy

Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA, przekonywał: – Wiemy, co trzeba zrobić: audyt każdego budynku z kopciuchem, termomodernizację, najlepiej pełną – i wreszcie elektryfikować ogrzewanie. Sam, jak przyznał, dzięki temu, iż ma w domu fotowoltaikę i pompę ciepła, od sześciu lat płaci za ogrzewanie i oświetlenie kilkanaście złotych miesięcznie.

– Mamy na to wsparcie zarówno z pieniędzy europejskich, jak i z naszych. Super, gdyby Urząd Marszałkowski zdobył publiczne pieniądze na wymianę kopciuchów. Ludzie chętnie je wymienią, bo też mają już dosyć biegania z kobiałkami (z węglem) i z popiołem. W ciągu 3-5 lat możemy mieć z głowy problem kopciuchów.

Co interesujące w briefingu wzięły udział władze regionu. Michał Rado, wicemarszałek woj. dolnośląskiego, powiedział: – Chcemy aby nasze powietrze było jak najczystsze. Staramy się też alokować fundusze na walkę z zanieczyszczeniami. W programie operacyjnym na lata 2014-21 zostały [na to] wydane 2 mld zł, natomiast w funduszach europejskich dla Dolnego Śląska mamy zaalokowane blisko 3 mln zł.

Fot. Biuro Prasowe UMWD

Rośnie świadomość. Włodarczyk: „Jesteśmy w zupełnie innym miejscu”

Monika Włodarczyk, radna woj. dolnośląskiego, wspominała stan wiedzy sprzed lat. – Pamiętam 2017 rok, kiedy sejmik województwa dolnośląskiego przyjmował uchwały antysmogowe. Pamiętam tę naszą świadomość, kiedy łamaliśmy sobie język na rozszyfrowywaniu określeń PM2,5 i PM10. Dzisiaj jesteśmy w zupełnie innym miejscu. Mamy świadomość tego, co emitują kopciuchy, czyli najniższej klasy kotły grzewcze – powiedziała, przyznając, iż wymiana pieców nie idzie tak szybko, jak iść powinna. Problemem przez cały czas są kamienice w różnych częściach Dolnego Śląska.

– Od 1 lipca 2018 roku obowiązują te uchwały. Od 2024 roku w przestrzeni województwa nie powinny już funkcjonować kotły pozaklasowe zwane kopciuchami – przypomniał dr Maciej Zathey, dyrektor Instytutu Rozwoju Terytorialnego (IRT). – Jeszcze jedna kluczowa data: 2028 rok. W tej uchwale antysmogowej założyliśmy, iż wtedy nie będą już funkcjonowały żadne kotły, które nie spełniałyby piątej klasy lub klasy wynikającej z dyrektywy ekoprojektu. Niestety, przed nami jeszcze bardzo dużo pracy, żeby ten cel osiągnąć.

Powołał się na raport NIK, z którego wynika, iż wiele osób wciąż nie wie, iż ma obowiązek stosowania się do uchwał antysmogowych. – Stąd nasz apel, żeby wzmocnić system kontroli – powiedział, kierując uwagę do samorządów. – Kontrola to także sposób dotarcia do mieszkańców – dodał szef IRT. – Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska (WIOŚ) powinien włączyć się w tę akcję.

Fot. Biuro Prasowe UMWD

Jest źle, jak robi się zimno

Karol Bilski z Alarmu Smogowego Oborniki Śląskie powiedział, dlaczego wiceburmistrz gm. Oborniki Śląskie, Hubert Ozimina, zdecydował się postawić płuca w Pęgowie. – Właśnie po to, żeby mieszkańcy mogli zobaczyć, jakim powietrzem oddychają. Podczas obecności instalacji w naszej gminie, przeprowadziliśmy pomiary pyłomierzem.

Z badań lokalnych działaczy jednoznacznie wynika, iż najgorsza jakość powietrza jest tam, gdzie są tzw. kopciuchy. – Przekroczenia jakości powietrza mieliśmy codziennie, oprócz jednego dnia, kiedy pogoda nam pomogła i rozwiała zanieczyszczenia – podkreślił Bilski.

Ozimina podziękował gm. Oborniki Śląskie, iż mógł przeprowadzić tę akcję. – Każda forma edukacji mieszkańców to jest krok w stronę wymiany pieców-kopciuchów.

Smog nie jest tylko problemem miejscowości z gęstą zabudową. Jest obecny także w małych miasteczkach i na wsiach, co dobitnie udowodniły ostatnie tygodnie. – Oddech to życie. A zabija nas to, czym palimy i jak (czy) mamy ocieplony dom – powiedział lider DAS, przypominając, iż polskich stolic smogu jest znacznie więcej, niż sądzimy, ale nie ma w nich punktów pomiarowych.

  • Czytaj także: Smog nad Polską. PAS: Brakuje reakcji rządu na sytuację kryzysową

Zdjęcie tytułowe: fot. Szymon Smolnicki

Idź do oryginalnego materiału