Mieszkańcy Łęcznej przecierają oczy ze zdumienia, a na lokalnych grupach społecznościowych wrze. Najnowsza, kosztowna inwestycja – ścieżka dydaktyczna na Łęczyńskich Błotach – która miała być wielką atrakcją turystyczną, w błyskawicznym tempie zamienia się w niedostępne, zarośnięte badylami chwastowisko.
Zdjęcia publikowane przez zbulwersowanych mieszkańców nie pozostawiają złudzeń: drewniany pomost tonie w metrowych pokrzywach. Dla stałych obserwatorów łęczyńskiej sceny politycznej to jednak żadne zaskoczenie – burmistrz Leszek Włodarski po raz kolejny udowadnia, iż potrafi jedynie wydawać pieniądze podatników na pokaz, całkowicie porzucając projekty tuż po przecięciu wstęgi.



Miała być fajna atrakcja, a wyszło jak zawsze. Miejsce jest bardzo zaniedbane i zarośnięte, nie da się normalnie wyminąć z kimś, bo można się poparzyć pokrzywami” – pisze zrezygnowany mieszkaniec. Załączone fotografie idealnie obrazują ten dramat: po obu stronach wąskiej kładki wyrósł gęsty, agresywny mur zielska, drastycznie zawężający przestręń spacerową. Przejście tamtędy z dzieckiem, wózkiem czy psem grozi bolesnymi poparzeniami.
Historia „przypadkowego” luksusu na odludziu
Sama lokalizacja ścieżki dydaktycznej od początku budziła ogromne kontrowersje. Inwestycja powstała daleko za miastem, na głuchym odludziu. Tak się jednak „przypadkowo” składa, iż te cenne drewniane pomosty ciągną się tuż za płotem prywatnej posesji byłego burmistrza, Teodora Kosiarskiego. To brutalny finał wieloletniego procesu dopieszczania tej konkretnej, podmiejskiej okolicy z publicznej kieszeni.
Przypomnijmy, jak systematycznie budowano ten prywatny raj. W pierwszym etapie gmina wydała ponad 800 000 zł na budowę wodociągu, który dziwnym trafem trafił prosto pod bramę byłego włodarza (wówczas prezes PGKiM „pomylił się” w szacunkach kosztów o skromne pół miliona złotych). W drugim etapie na tym samym odludnym odcinku wylano nowiutki asfalt i ułożono elegancki chodnik, podczas gdy dziesiątki ulic w samej Łęcznej od lat toną w błocie. Teraz nadszedł etap trzeci: ścieżka dydaktyczna „w ogrodzie” państwa Kosiarskich. Wnuki i rodzina byłego burmistrza mają dziś wszystko – wodę, drogę, chodnik i prywatny park dydaktyczny za oknem, ufundowany przez łęczyńskich podatników.
Co gorsza, z powodu lokalizacji z dala od miasta, gmina zupełnie zapomniała o infrastrukturze – brak chociażby parkingu sprawił, iż burmistrz Włodarski musiał osobiście rysować w sieci mapki i tłumaczyć mieszkańcom na migi, jak w ogóle trafić do tej ukrytej „atrakcji”. Brak komunikacji wyklucza z korzystania osoby starsze, a młodzież kwituje sprawę z goryczą: „Pewnie prędzej czy później tam pójdziemy, bo w tym mieście kompletnie nic się nie dzieje i nie ma żadnych innych atrakcji”.
Zakątek Relaksu, czyli 60 tysięcy za piach i kurz
Zarastająca kładka wpisuje się w stały, katastrofalny schemat rządów Leszka Włodarskiego. Włodarz przyzwyczaił już lokalną społeczność do tego, iż czego się nie dotknie, to kończy się wizerunkową i finansową klapą. Flagowym przykładem z przeszłości był słynny „zakątek relaksu”.

W założeniu miało to być kosztowne, estetyczne miejsce do grillowania i rekreacji dla mieszkańców, warte 70 000 PLN. Umowę podpisano ze spółką „Krajobrazy” (tą samą, która wcześniej zasiała w mieście łąki kwietne za zawrotne 40 000 PLN). Termin realizacji wyznaczono na grudzień 2020 roku. Miesiące mijały, na placu budowy nie działo się nic, aż wreszcie w czerwcu burmistrz wrzucił do sieci kolorowe wizualizacje, obiecując, iż „praca wre” i finał nastąpi z końcem miesiąca. Urzędowy żartowniś nie doprecyzował jednak, o który rok chodzi. Kolejne kontrole obywatelskie wykazywały jedynie obraz nędzy, rozpaczy, kurzu i piachu.
Najbardziej kuriozalny w tej sprawie był fakt, iż o wydatkowaniu tych 60 tysięcy złotych zdecydowało zaledwie… 19 osób w 19-tysięcznym mieście. W Łęcznej do dziś krążą drwiny, iż głosowało po prostu kilku urzędników z ratusza wraz ze swoimi rodzinami.
„Psistanek” w chaszczach – kosiarka to towar deficytowy
Identyczny los spotkał łęczyński „Psistanek” – hucznie otwierany wybieg dla psów. Po fali początkowego lansu w przychylnych władzy mediach i wylewaniu litrów wazeliny, rzeczywistość gwałtownie zweryfikowała obietnice urzędników. Wybieg błyskawicznie powitał szarą, łęczyńską codzienność: brud, krzaki i brak jakiejkolwiek opieki.



„Tak wygląda wybieg dla psów. Odkąd powstał nie widział kosiarki. Psów nie widać zza tej trawy wcale. Owady zżerają żywcem tak właścicieli, jak i psy. Zero zainteresowania tym miejscem. Najlepiej coś niby zrobić, a później wcale się nie interesować” – alarmowali zbulwersowani właściciele czworonogów.
Chaszcze na wybiegu przerosły ogrodzenie, a mieszkańcy musieli rezygnować z odwiedzin tego miejsca w obawie przed plagą kleszczy.
Kółko wzajemnej adoracji i medialne milczenie
Dlaczego o tych skandalach milczą lokalne, pseudo-medialne portale? Odpowiedź kryje się w sieci powiązań personalnych i finansowych. W przeszłości głośna była afera z dzierżawą gruntów na Łęczyńskich Błotach lokalnemu „dziennikarzowi”, Kamilowi Kuligowi, który dzięki przychylności Kosiarskiego i Włodarskiego zyskał status rolnika, omijając wysokie składki ZUS. W zamian za to jego pióro regularnie produkowało ociekające zachwytem artykuły o rzekomych sukcesach łęczyńskiego ratusza. Dziś w łęczyńskich pseudomediach publikuje wielokrotnie skompromitowany pracownik urzędu miejskiego – Grzegorz Kuczyński (tak, ten od żony w MOPSie).
Gdy oburzenie mieszkańców ws. zarastającej pokrzywami kładki zalało media społecznościowe, do akcji obronnej ruszył kolejny internetowy „aktywista” – Kamil Olech. Prywatnie partner wiceburmistrza Zwolakiewicza. Trudno o bardziej jaskrawy i bezczelny przykład kolesiostwa oraz obrony partykularnych interesów kosztem komfortu mieszkańców.
Obecny stan ścieżki dydaktycznej na Błotach to idealne podsumowanie rządów Leszka Włodarskiego. Krzaki, brud, brak długofalowego planu, marnotrawstwo pieniędzy podatników i permanentne porzucanie raz rozpoczętych zadań. Mieszkańcy Łęcznej nie mają już złudzeń – im szybciej skończy się ta kadencja, tym lepiej dla przyszłości całego miasta.

3 dni temu













