W noc wyborczą można było odnieść wrażenie, iż po raz pierwszy od dłuższego czasu amerykański przywódca wyszedł ze swojego wyimaginowanego, cukierkowego uniwersum, w którym wszystko jest "beautiful", "fantastic" i "amazing". Gdy już wyszedł, zderzył się z ponurą rzeczywistością, w której miliony rodaków po prostu go nie znoszą. A choćby nienawidzą.