„Klęska nieurodzaju” Nie wystarczy czekać na deszcz

1 godzina temu

Susza stała się w Polsce permanentnym zjawiskiem. Lipcowe opady nieco poprawiły sytuację hydrologiczną kraju, ale to nie rozwiązało problemu. Konsekwencją suszy są nie tylko widoczne gołym okiem niskie poziomy wód w rzekach, ale również straty w rolnictwie. Te z kolei mogą oznaczać wzrost cen żywności.

Zmieniający się klimat nie jest łaskawy dla polskiego rolnictwa. Mogłoby się wydawać, iż skoro będzie cieplej, a sezon wegetacyjny się wydłuży, to rośliny na tym skorzystają. Nic bardziej mylnego. Szybki start wegetacji w lutym w ostatnich latach kończył się solidnymi przymrozkami, a choćby mrozami w kwietniu i maju. Potem temperatury szybowały do ponad 30 st. C, co w połączeniu z brakiem opadów skrajnie wysuszało glebę.

„Ten sezon jest wyjątkowo trudny”

Po rekordowej fali upałów przyszedł stosunkowo chłodny lipiec z opadami deszczu. W rezultacie, jak pokazują dane Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, susza nieco złagodniała. Nieco, gdyż opady nie były wystarczające i nie miały charakteru ciągłego. Wody w glebie wciąż jest mało, a wiele rowów i innych małych cieków wodnych na terenach wiejskich przez cały czas albo jest całkiem pozbawionych wody, albo bardzo w nią ubogich.

Poziom wilgotności gleby: 30 czerwca, w połowie lipca i 1 sierpnia 2026 roku. Źródło: IMiGW

Obecnie realizowane są żniwa, ale już teraz wiemy, iż zbiory nie będą obfite. Analizy Głównego Urzędu Statystycznego podają, iż zbiory zbóż podstawowych w Polsce (pszenica, żyto i jęczmień) powinny wynieść 25,3 mln ton, czyli o 4,9 proc. mniej niż w ubiegłym roku. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, iż 2025 r. był nieco lepszy pod względem zbiorów tych zbóż.

– Pierwsze wyniki tegorocznych zbiorów niestety potwierdzają to, czego można się było spodziewać. Ten sezon jest wyjątkowo trudny – mówi dla SmogLabu Aleksandra Leszczyńska, specjalistka ds. rolnictwa z Centrum Ochrony Mokradeł. – Już niedobory opadów i przymrozki na wiosnę spowodowały poważne szkody. Po nich przyszły rekordowe czerwcowe upały, które – według szacunków – pozbawiły Europę choćby 10 mln ton zbóż – dodaje.

Nie tylko plony zbóż ucierpiały. Znacznie gorzej wygląda tegoroczna sytuacja zbiorów owoców.

– W Polsce prawdziwa klęska nieurodzaju dotknęła w tym roku producentów owoców miękkich, czego symbolem stała się „ugotowana” na krzewach porzeczka. W niektórych rejonach plantatorzy stracili 100 proc. owoców, uszkodzeniu uległy też krzewy – zauważa Leszczyńska.

Tu przyczyną nie była susza, ale temperatura. Pod koniec czerwca w Polsce były rekordowe upały. Liście niektórych krzewów wyglądały tak, jakby od kilku miesięcy nie spadła ani jedna kropla deszczu. To efekt pełnego nasłonecznienia przy temperaturze przekraczającej 40 st. C

Fot. Hubert Bułgajewski

Użytkowanie gruntów dokłada swoją cegiełkę

Nasza rozmówczyni przypomina, iż w lipcu, mimo opadów, susza rolnicza objęła znaczną część Polski – aż 65 proc. gmin, jeśli chodzi o zboża jare. Ten problem nie zniknie wraz ze zbliżającym się półroczem zimowym.

– Bez wprowadzenia szeroko zakrojonych zmian adaptacyjnych i zwiększania odporności rolnictwa na suszę lepiej nie będzie – mówi Leszczyńska.

Co więcej, nie tylko globalne ocieplenie stanowi problem.

– Sposób, w jaki użytkujemy grunty i zarządzamy środowiskiem, z całą pewnością potęguje problemy wynikające ze zmiany klimatu. Regulacja rzek i melioracje sprawiają, iż woda opadowa, zamiast zostawać w glebie i zaspokajać potrzeby wodne upraw, jest bardzo gwałtownie odprowadzana do Bałtyku – zauważa.

Modelowy przykład rzeki, która zatrzymuje wodę – kręta, ze strefą zalewową i powalonymi konarami drzew. Fot. Hubert Bułgajewski

W Polsce wciąż są jeszcze rzeki o naturalnym charakterze, ale nie wszędzie tak jest. Nasza rozmówczyni zwraca uwagę na problem ich regulowania.

– Ważne jest też obniżanie bazy drenażu, czyli najniższego poziomu, do którego może spływać woda. gwałtownie płynąca rzeka głębiej żłobi dno i w rezultacie obniża poziom wód gruntowych w okolicy. Osuszanie torfowisk powoduje ten sam problem – tłumaczy Leszczyńska pytana przez SmogLab.

– Mokradła naturalnie tworzą się w zagłębieniach terenu. Kiedy są wypełnione wodą – podnoszą bazę drenażu. Ich osuszenie może wpłynąć na obniżenie poziomu wody gruntowej choćby w promieniu wielu kilometrów. Co gorsza, suchy torf się rozkłada, emitując duże ilości dwutlenku węgla, jeszcze bardziej podgrzewając atmosferę – dodaje.

Rolnik w starciu z suszą. Co powinien zrobić rząd?

Straty w plonach mogą przełożyć się na wzrost cen żywności na sklepowych półkach. Czy faktycznie zapłacimy więcej?

– Pojedyncza, kilkudniowa fala upału nie przekłada się automatycznie na podwyżki cen wszystkich produktów. W przypadku zbóż ceny zależą od sytuacji w Europie i na rynkach światowych, a cena surowca jest tylko jednym z elementów ceny chleba – odpowiada nam dr Paulina Sobiesiak-Penszko z Instytutu Strategii Żywnościowych „Grunt”.

Niemniej, jak zauważa dr Sobiesiak-Penszko, wzrosty cen są, chociażby w przypadku owoców, zwłaszcza jeżeli lokalne straty okazały się duże. Przykładem są wspomniane porzeczki, których ceny osiągnęły rekordowo wysokie poziomy.

Pozostaje kwestia: w jaki sposób władze powinny pomagać rolnikom w walce z suszą? Jakie powinny zostać podjęte działania?

– Zamiast, jak obecnie, wypłacać odszkodowania suszowe, rządzący powinni przeznaczać środki na działania zwiększające odporność gospodarstw. Wypłacanie co roku jednorazowej zapomogi po stracie plonów nie przyniesie żadnej długofalowej poprawy – uważa Leszczyńska.

Dopłaty do zatrzymywania wody w krajobrazie

– Szybkim i prostym do wdrożenia rozwiązaniem byłoby wprowadzenie płatności dla rolników na remont lub budowę zastawek lub przetamowań na rowach melioracyjnych, najlepiej dodatkowo wynagradzając ich za faktycznie osiągnięty wzrost poziomu wody w gruncie – radzi Leszczyńska.

Według Leszczyńskiej konieczne jest też uproszczenie przepisów dotyczących zatrzymywania wody na swojej ziemi, bo aktualne procedury, często długotrwałe i kosztowne, zniechęcają rolników.

– Ciekawą inspiracją może być zarządzanie wodą we francuskim departamencie Drôme. Chcąc odbudować zasoby wód gruntowych i w ten sposób zwiększyć odporność lokalnego rolnictwa na suszę, tamtejsze władze prowadzą program zwiększania infiltracji wód opadowych na terenach rolniczych. Rolnicy biorą aktywny udział w projekcie, który wykorzystuje rozwiązania oparte na przyrodzie – mówi Leszczyńska.

Dr Sobiesiak-Penszko dodaje: – W dłuższej perspektywie konieczne są: inwestycje w zatrzymywanie wody w glebie i krajobrazie, zwiększanie zawartości materii organicznej, ograniczanie intensywnej uprawy gleby, stosowanie międzyplonów, ściółkowanie i zadrzewienia. To wymaga też przejścia od wypłacania odszkodowań po kolejnych klęskach do systemowego przygotowania rolnictwa na coraz bardziej nieprzyjazny klimat.

Zdjęcie tytułowe: Hubert Bułgajewski

Idź do oryginalnego materiału