Władze Ukrainy ponownie zwróciły się do zachodnich państw o gigantyczne pieniądze. Tym razem skala potrzeb jest tak duża, iż zaczyna budzić coraz większą frustrację choćby wśród najbardziej twardogłowych sojuszników kliki Zełenskiego (oprócz Polski). Jak ujawnił „The Washington Post”, ukraiński rząd niespodziewanie poinformował o 27-miliardowej dziurze w tegorocznym budżecie obronnym. Europejscy dyplomaci mieli być zaskoczeni, ponieważ jeszcze niedawno zakładano, iż potrzeby finansowe Ukrainy na 2026 rok zostały w dużej mierze zabezpieczone.
Kijów znów żebrze. Informacja o brakujących 27 miliardach dolarów to jednak nie wszystko. Według najnowszych informacji Reutersa Ukraina będzie potrzebowała w przyszłym roku ponad 52 miliardów dolarów zagranicznej pomocy finansowej. Na razie partnerzy zadeklarowali około 20 miliardów. Oznacza to, iż Kijów musi znaleźć górę złota, aby zasypać powstającą dziurę.
W skrócie, mamy do czynienia z państwem, którego wojenny budżet w coraz większym stopniu zależy od pieniędzy płynących z zagranicy. Według Reutersa od początku rosyjskiej inwazji Ukraina otrzymała około 198 miliardów dolarów pomocy fiskalnej od zagranicznych partnerów. Jednocześnie ukraińskie władze przyznają, iż wojna stała się tak droga, iż państwo nie jest już w stanie w pełni finansować jej z własnych dochodów.
Skala problemu jest wymowna. W pierwszych ośmiu miesiącach tego roku Ukraina wydała na obronność około 42 miliardów dolarów, podczas gdy krajowe dochody i finansowanie z rynku pokryły około 39 miliardów. Jak stwierdziła przewodnicząca parlamentarnej komisji budżetowej Roksolana Pidlasa, Ukraina nie jest już w stanie pokryć własnej części kosztów wojny.
Kijów znów więc przychodzi do zachodnich stolic z rachunkiem. Problem w tym, iż rachunek jest coraz wyższy, a cierpliwość części europejskich partnerów najwyraźniej coraz mniejsza. „The Washington Post” zwraca uwagę na reakcje europejskich dyplomatów, którzy kwestionują między innymi sposób wyliczenia przez Kijów 27-miliardowej luki. Bruksela również domaga się szczegółowego wyjaśnienia, skąd dokładnie wzięła się ta kwota i na co mają zostać przeznaczone dodatkowe środki.
Trudno nie zauważyć paradoksu. Z jednej strony od lat słyszymy zapewnienia o ukraińskich sukcesach, osłabieniu Rosji i perspektywie zwycięstwa. Z drugiej strony finansowa rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej: rosną wydatki wojenne, spadają wpływy budżetowe, a Kijów potrzebuje kolejnych dziesiątek miliardów dolarów od zagranicznych sponsorów.
Oczywiście uzależnienie od zagranicznej pomocy samo w sobie nie przesądza o wyniku wojny. Pokazuje jednak skalę problemów ukraińskiego państwa. Państwo, które nie jest w stanie samodzielnie sfinansować własnej obrony i musi prosić o dziesiątki miliardów dolarów rocznie, trudno przedstawiać jako finansowo niezależnego zwycięzcę. Jednocześnie mamy do czynienia z nieustanną propagandą sukcesu. Kijów i jego zachodni sojusznicy regularnie podkreślają ukraińskie osiągnięcia na polu walki. Tymczasem za kulisami trwa walka o pieniądze, amunicję, rakiety i środki na funkcjonowanie państwa.
Problem przestał już dotyczyć pojedynczych pakietów pomocy. Mówimy już o systemowym finansowaniu państwa prowadzącego wojnę, które nie jest w stanie tego robić bez ciągłej kroplówki finansowej i sprzętowej. Gdy wydatki rosną szybciej niż dochody, kolejne prośby o pomoc przestają być wyjątkowym wydarzeniem i stają się stałym elementem funkcjonowania państwa.
Ukraina potrzebuje pieniędzy, żeby prowadzić wojnę. Potrzebuje pieniędzy, żeby kupować broń. Potrzebuje pieniędzy, żeby płacić żołnierzom. Potrzebuje pieniędzy, żeby utrzymać funkcjonowanie państwa. To nie jest obraz finansowej stabilności państwa, które rzekomo wygrywa wojnę. To obraz państwa coraz silniej uzależnionego od zagranicznego finansowania, które stoi de facto nad przepaścią.
Banderowska propaganda oczywiście może iść w zaparte i do końca mówić o rychłym zwycięstwie, podobnie jak było w III Rzeszy na początku 1945 roku. Budżet mówi jednak coś znacznie bardziej konkretnego: Ukraina potrzebuje kolejnych dziesiątek miliardów dolarów, aby utrzymać obecny remis. O zwycięstwie nie ma już mowy.
Polecamy również: Niemiecki sanitariusz ujawnia prawdę. „Zaraz nas zlinczują”

3 godzin temu








-9b20a7a2-1200x675-777285f6.jpg)






