Jak kryzys i trwoga, to… dzwonimy do instalatora. Znów mamy boom na solary

3 godzin temu

Historia lubi się powtarzać. Gdy w 2022 roku rosyjska inwazja na Ukrainę wywindowała ceny gazu do rekordowych poziomów, Europejczycy masowo ruszyli po pompy ciepła i panele fotowoltaiczne. Rynek instalacji solarnych eksplodował, kolejki do instalatorów ciągnęły się na miesiące. Potem ceny energii nieco opadły, programy wsparcia wygasły, a popyt w segmencie mieszkaniowym wyraźnie osłabł w 2025 roku. I oto historia zatacza koło. 28 lutego 2026 roku, gdy Stany Zjednoczone i Izrael uderzyły na Iran, a Cieśnina Ormuz przestała być pewnym szlakiem dla jednej piątej światowych dostaw ropy i gazu, telefony do instalatorów solarnych znów zaczęły dzwonić.

Podwojenie popytu w kilka tygodni

Skala reakcji rynku jest imponująca. Według Reutersa, który rozmawiał z ponad sześcioma hurtownikami sprzętu energetycznego i firmami użyteczności publicznej w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Holandii, popyt ze strony właścicieli domów co najmniej się podwoił u niektórych graczy branżowych od początku konfliktu. Dane szczegółowe mówią same za siebie:

  • Enpal (Niemcy): wzrost zapytań o panele słoneczne i pompy ciepła o około 30%
  • 1KOMMA5° (Niemcy): zainteresowanie energią słoneczną niemal się podwoiło
  • Solarhandel24 (Niemcy): sprzedaż netto potroiła się w marcu, osiągając prawie 70 milionów euro; w kwietniu firma spodziewa się kolejnych 60 milionów euro
  • Octopus Energy (Wielka Brytania): sprzedaż paneli słonecznych wzrosła o 54% w pierwszych trzech tygodniach marca względem poprzedniego miesiąca
  • Holland Solar (Holandia): popyt na technologie magazynowania energii wzrósł o 40–50%

Co znamienne, właściciele domów nie poprzestają na podstawowych instalacjach. Coraz częściej decydują się na kompletne systemy łączące panele słoneczne z bateriami i stacjami ładowania pojazdów elektrycznych – inwestycję kompleksową, która pozwala na pełną niezależność energetyczną w szczycie produkcji słonecznej.

Rachunek, który przekonuje lepiej niż kampanie rządowe

Motywacja jest prosta i czysto ekonomiczna. Europejskie ceny gazu wzrosły od wybuchu konfliktu o ponad 70%, a w różnych krajach europejskich skok wyniósł od 40% do 90% w pierwszym miesiącu działań wojennych. W ciągu pierwszych dziesięciu dni konfliktu dodatkowe koszty dla europejskich podatników oszacowano na 3 miliardy euro. Analitycy Capstone DC ostrzegają, iż wysokie ceny utrzymają się co najmniej do zimy 2026–27, bo naprawy terminalu LNG Ras Laffan w Katarze potrwają od trzech do pięciu lat.

Przy takich perspektywach kalkulacja dla właściciela domu staje się oczywista. Typowa instalacja paneli słonecznych na dachu domu jednorodzinnego kosztuje od 10 000 do 20 000 euro – ale przy cenach energii utrzymujących się na wysokim poziomie przez kilka lat, czas zwrotu z inwestycji dramatycznie się skraca. „Brytyjskie rodziny mają dość bycia zakładnikami globalnych cen paliw kopalnych” – powiedziała Rebecca Dibb-Simkin z Octopus Energy. „Przechodząc na panele słoneczne i pompy ciepła, same stają się swoimi elektrowniami.”

Boom na tle globalnej transformacji

Europejski skok popytu nie jest przypadkowym zrywem – wpisuje się w głębszy strukturalny trend, który nabrał właśnie kolejnego przyspieszenia. Raport Ember „Global Electricity Review 2026″ potwierdził, iż odnawialne źródła energii po raz pierwszy od stulecia wyprzedziły węgiel w globalnym miksie energetycznym, osiągając 33,8% produkcji energii elektrycznej wobec 33% udziału węgla. Produkcja energii słonecznej wzrosła w 2025 roku o rekordowe 636 terawatogodzin, a słońce i wiatr łącznie pokryły 99% wzrostu globalnego zapotrzebowania na energię elektryczną.

Według raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej, energia słoneczna odpowiadała za ponad 25% całego wzrostu podaży energii w 2025 roku – po raz pierwszy w historii to właśnie fotowoltaika przewodziła globalnej ekspansji energetycznej.

Drugi kryzys w pięć lat – i ta sama lekcja

Jest w tym wszystkim coś gorzkiego. Europa przerabia tę samą lekcję po raz drugi w ciągu pięciu lat: uzależnienie od importowanych paliw kopalnych czyni z każdego geopolitycznego wstrząsu – gdziekolwiek na świecie – bezpośredni cios w portfele europejskich gospodarstw domowych. W 2022 roku był to Władimir Putin. W 2026 roku – Cieśnina Ormuz.

Za każdym razem reakcja jest ta sama: Europejczycy masowo sięgają po technologie, które pozwalają im uniezależnić się od tego łańcucha zależności. Kryzys robi w kilka tygodni to, czego nie zdołały zrobić lata kampanii klimatycznych i programów dotacyjnych. Szkoda tylko, iż potrzeba do tego kolejnej wojny.

/Fot: Bill Mead on Unsplash//

Idź do oryginalnego materiału