O tym, iż bobry są mistrzami naturalnej retencji, wiedzą choćby dzieci. Europejscy naukowcy dowiedli niedawno, iż pracowite gryzonie oddają Ziemi również inną przysługę, magazynując w swoich rozlewiskach ogromne ilości węgla. Najwyższa pora rozstać się definitywnie ze stereotypem szkodnika i zwrócić bobrowi honor.
Bóbr jako inżynier klimatyczny
Badanie, którego wyniki opublikowano 18 marca br. w czasopiśmie Communications Earth & Environment,jest wynikiem współpracy naukowców z Uniwersytetu Birmingham, Uniwersytetu Wageningen oraz Uniwersytetu w Bernie. Międzynarodowy zespół badaczy przeanalizował inżynierskie wysiłki bobrów, które od ponad dekady zasiedlają koryto strumienia w północnej Szwajcarii. Okazało się, iż rozlewiska powstałe dzięki działalności gryzoni, w przeciągu 13 lat zgromadziły 1194 tony węgla.
Przeliczając powyższe wyniki na wartości jednostkowe, naukowcy określili wskaźnik sekwestracji dwutlenku węgla dla działalności bobrów na 10,1 tony CO2/ha/rok. Oznacza to, iż podmokłe obszary zasiedlane przez bobrze rodziny magazynują węgiel w tempie 10 razy szybszym niż podobne ekosystemy bez tam i żeremi.
Dr Joshua Larsen, główny autor badania, tłumaczy, iż bobry swymi tamami spowalniają przepływ wody, zatrzymując osady i powiększając mokradła, a tym samym zamieniając strumienie w potężne pochłaniacze dwutlenku węgla. Przebadane przez naukowców osady zawierały14 razy więcej węgla nieorganicznego i 8 razy więcej węgla organicznego niż otaczające je gleby leśne.
Warto poczytać dzieciom: Po co bobry budują tamy?
Drzewa padają, klimat korzysta
Obecność bobrów w górnych odcinkach rzek okazuje się radykalnie zmieniać obieg węgla na danym obszarze. Budowane na niewielkich potokach tamy skutecznie zatrzymują duże ilości materii organicznej i nieorganicznej w postaci osadów, roślinności i martwego drewna. Tym samym – zdaniem autorów badania – korytarze rzeczne stają się trwałymi magazynami węgla. Będą go zatrzymywać tak długo, jak długo nikt nie naruszy tam.
Poziom pochłaniania węgla netto ulega co prawda wahaniom sezonowym (gdy poziom wody opada, emisja przewyższa sekwestrację), ale w długoterminowym rachunku bobrowe rozlewiska okazują się nadzwyczaj skutecznym pochłaniaczem CO2. Gdyby wprowadzić bobry na wszystkie nadające się do zasiedlenia przez nie obszary zalewowe w Szwajcarii, powstałe tam mokradła mogłyby zrównoważyć do 1,8 proc. rocznej emisji dwutlenku węgla w kraju, co daje wyraźne korzyści klimatyczne bez aktywnej ingerencji człowieka oraz kosztów finansowych.
Podkreśla to ogromny potencjał prowadzonych przez bobry restytucji rzek i oferuje cenne informacje na temat potencjalnego planowania zagospodarowania przestrzennego, strategii renaturyzacji i polityki klimatycznej – podsumowuje wyniki badania Dr Lukas Hallberg z Uniwersytetu w Birmingham.
Może cię zaciekawić: Bobry, czyli mistrzowie retencji w Puszczy Białowieskiej
A co na to polskie bobry?
Dr Andrzej Czech z Uniwersytetu Jagiellońskiego dokonał na swoim profilu facebookowym małego podsumowania dekarbonizacyjnego potencjału polskich bobrów. Pomnożywszy 30 tys. ha rodzimych rozlewisk bobrowych przez wyliczony przez szwajcarskich badaczy wskaźnik sekwestracji, otrzymał wynik 303 tys. ton węgla rocznie. Oznacza to, iż polscy inżynierowie ekosystemów wodnych w ciągu 12 miesięcy są w stanie wyłapać ponad 1,1 mln ton CO2 – to trzy razy więcej niż największa na świecie instalacja do wychwytywania dwutlenku węgla z powietrza.
Gdybyśmy chcieli zastąpić polskie bobry ludzką technologią, kosztowałoby to nas od 444 mln do 1,1 mld dolarów rocznie. Tymczasem, jak zwraca uwagę dr Czech, zwierzaki pracują bez prądu, bez dotacji i bez przerwy.
Pisząc artykuł, korzystałam z:
Hallberg, L., Larsen, A., Ceperley, N. et al. Beavers can convert stream corridors to persistent carbon sinks. Commun Earth Environ 7, 227 (2026). https://doi.org/10.1038/s43247-026-03283-8

1 godzina temu








.webp)
![Leon XIV przybył do Księstwa Monako jako pierwszy papież w historii [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/03/HEfB38vagAAliy6.jpg)





