Holecka kazała zdjąć pasek Republiki. Spór o Tomczyka i Nawrockiego

dzienniknarodowy.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: Holecka kazała zdjąć pasek Republiki. Spór o Tomczyka i Nawrockiego


Danuta Holecka 17 sierpnia na antenie TV Republika kazała zdjąć pasek porównujący Cezarego Tomczyka do chihuahua. Stało się to w programie z Przemysławem Czarnkiem, po emisji wypowiedzi wiceszefa MON o Karolu Nawrockim. Wniosek jest prosty: ostry spór polityczny nie zwalnia z elementarnej dyscypliny słowa.

Interwencja na żywo

Na antenie TV Republika doszło do nietypowej sceny. Podczas programu prowadzonego przez Danutę Holecką pojawił się pasek uderzający personalnie w Cezarego Tomczyka. Jak relacjonuje Wprost, prowadząca przerwała ten ton i poprosiła wydawcę o zdjęcie belki. Krótko, bez uciekania w wygodne milczenie.

W tle była wypowiedź wiceszefa MON o Karolu Nawrockim i jego słowach z obchodów Święta Wojska Polskiego. Tomczyk w TVN24 najpierw przyznał, iż prezydent mógł się zwyczajnie pomylić w sprawie Monte Cassino, potem jednak uderzył mocno, przypominając reakcje prawicy na dawną wypowiedź Barbary Nowackiej i używając wobec Nawrockiego określenia o „damskim bokserze”. Ten spór o Monte Cassino, Nawrockiego i Tomczyka ma więc już własną polityczną dynamikę.

Krytyka tak, obelga nie

Pasek w Republice porównywał Tomczyka do chihuahua. Holecka zareagowała słowami: „proszę zdjąć” i zaznaczyła, iż w stacji można krytykować, ale nie obrażać. To była dobra reakcja, choćby jeżeli dla części widzów mogła być zaskoczeniem. Prawica nie wygra sporu o państwo, historię i bezpieczeństwo, o ile sama zgodzi się na język, który zamienia debatę w pyskówkę.

Cezary Tomczyk jest politykiem rządu i wolno go rozliczać twardo. Trzeba pytać o decyzje MON, o komunikację w sprawach armii, o partyjne wykorzystywanie wojska i o realne skutki polityki gabinetu Donalda Tuska. DN pisał o tym choćby przy sporze o program SAFE i bezpieczeństwo Polski. Ale personalna łatka zamiast argumentu obniża rangę krytyki.

Pamięć historyczna nie znosi chaosu

Sednem całej awantury nie jest zwierzęce porównanie z telewizyjnego paska. Sednem jest polska pamięć historyczna i sposób, w jaki politycy obchodzą się z nazwami, symbolami i ofiarą żołnierzy. Monte Cassino nie jest rekwizytem do szybkiej riposty. To miejsce, przy którym trzeba mówić precyzyjnie, bo każde przejęzyczenie natychmiast staje się amunicją w wojnie partyjnej.

Lewica i liberalne centrum nie mają monopolu na oburzenie. Często same potrafią używać języka pogardy wobec prawicy, Kościoła czy wyborców spoza wielkich miast. To jednak nie zwalnia strony patriotycznej z wyższego standardu. Rzeczowa twardość jest siłą. Obelga jest skrótem, który gwałtownie zaczyna pracować przeciwko temu, kto go używa.

Stawka jest większa niż telewizyjna belka

Telewizja żyje tempem, które premiuje ostre sformułowania. Internet dokłada do tego natychmiastowe wycinki, komentarze i kpiny. W takim środowisku łatwo pomylić celność z agresją. Tymczasem wyborca prawicy nie potrzebuje kolejnej awantury dla samej awantury. Potrzebuje mediów i polityków, którzy potrafią nazwać błąd, wskazać odpowiedzialność i obronić interes Polski bez schodzenia do poziomu szkolnej zaczepki.

Interwencja Holeckiej była drobnym gestem, ale wartym odnotowania. Bo o ile mamy wymagać od przeciwników szacunku dla historii, państwa i ludzi, musimy pilnować także własnego języka. Inaczej słuszna sprawa zostaje przykryta przez pasek, który daje przeciwnikom najłatwiejszą możliwą odpowiedź.

Źródło: Wprost, WP Wiadomości, TV Republika.

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału