Zwykle, kiedy rozmawiamy o Bełchatowie, najczęściej pada pytanie dotyczące powstania tutaj elektrowni jądrowej. Czy jednak nie jest tak, iż w rzeczywistości mówimy o największej transformacji przemysłowej w historii współczesnej Polski?
Myślę, iż właśnie w ten sposób powinniśmy patrzeć na to wyzwanie. o ile skupimy się wyłącznie na samym obiekcie, na reaktorze, budynku maszynowni czy parametrach technicznych, stracimy z pola widzenia prawdziwą skalę przedsięwzięcia. Budowa wielkoskalowej elektrowni jądrowej jest oczywiście projektem inżynieryjnym, ale przede wszystkim jest projektem cywilizacyjnym. Oznacza zmianę sposobu funkcjonowania całego regionu, zmianę kompetencji pracowników, przebudowę łańcuchów dostaw, rozwój nowych specjalizacji przemysłowych oraz stworzenie zupełnie nowych perspektyw gospodarczych. To proces, którego nie można mierzyć wyłącznie mocą zainstalowaną czy liczbą wyprodukowanych megawatogodzin. Bełchatów jest czymś więcej niż największym kompleksem górniczo-energetycznym w kraju. Jest symbolem epoki, w której bezpieczeństwo energetyczne Polski budowano na krajowych zasobach, na wiedzy polskich inżynierów i pracy kilku pokoleń ludzi związanych z tym miejscem. Dla jednych to historia wielkiej inwestycji przemysłowej, dla innych miejsce pracy, rodzinnych tradycji i lokalnej tożsamości. Trudno znaleźć drugi region, którego rozwój byłby tak mocno spleciony z jednym sektorem gospodarki.
Jednocześnie historia uczy, iż żaden model rozwoju nie trwa wiecznie.
Energetyka zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną, rozwój nowych technologii, wyzwania klimatyczne oraz potrzeba zapewnienia stabilnych dostaw energii sprawiają, iż stajemy dziś przed podobnym wyzwaniem, jak wówczas, gdy podejmowano decyzję o budowie największego kompleksu energetycznego w kraju. Różnica polega na tym, iż nie budujemy wszystkiego od początku. Transformujemy istniejący organizm gospodarczy, który przez dziesięciolecia był sercem polskiej energetyki. Zadanie to jest pod wieloma względami jeszcze trudniejsze.
Dlaczego trudniejsze? Przecież łatwiej jest wykorzystać istniejącą infrastrukturę niż budować wszystko od zera.
To prawda, iż istniejąca infrastruktura jest ogromnym atutem. Dysponujemy rozbudowaną siecią elektroenergetyczną, zapleczem technicznym, drogami, połączeniami kolejowymi doświadczeniem w eksploatacji dużych instalacji oraz przede wszystkim ludźmi. Ale jednocześnie musimy prowadzić transformację w sposób odpowiedzialny. Nie możemy po prostu zamknąć jednego rozdziału, by następnego dnia otworzyć kolejny. System elektroenergetyczny musi działać nieprzerwanie. Energia musi trafiać do odbiorców każdego dnia. Równolegle trzeba przygotowywać nowe inwestycje, prowadzić proces wygaszania części aktywów, utrzymywać najwyższe standardy bezpieczeństwa i jednocześnie budować zaufanie społeczne, które jest niezbędne przy takiej skali działań i czekających nas wyzwań.
W debacie publicznej często mówi się o kosztach budowy elektrowni jądrowej. Znacznie rzadziej mówi się o kosztach zaniechania tej inwestycji. Pana zdaniem, co byłyby bardziej kosztowne i miało większy wpływ na polską gospodarkę?
Jedno i drugie ma swoją wagę. I to zarówno w konkretnych i mierzalnych wartościach, jak i w trudnych do zmierzenia konsekwencjach społecznych. Dlatego na elektrownię jądrową nie można patrzeć wyłącznie jako na koszt budowy. Inwestycja będzie pracowała przez sześćdziesiąt, a może i więcej lat. W takim horyzoncie czasowym perspektywa ekonomiczna zmieni się kilka razy. Warto zatem mówić nie tylko o kosztach, ale o bezpieczeństwie energetycznym kraju, stabilności systemu, przewidywalności cen energii oraz możliwościach rozwoju polskiego przemysłu. W moim przekonaniu inwestycja w atom w Bełchatowie jest dziś zarówno projektem gospodarczym, jak i energetycznym. Energetyka zawsze pobudzała rozwój gospodarczy naszego regionu. Zresztą każda wielka rewolucja przemysłowa opierała się na dostępie do energii. Rozwój sztucznej inteligencji, centrów danych, przemysłu zaawansowanych technologii czy też elektromobilności sprawia, iż zapotrzebowanie na stabilne źródła energii będzie tylko rosło. Elektrownia jądrowa nie jest więc celem samym w sobie. Jest narzędziem budowania konkurencyjności całej gospodarki.
W takim razie Bełchatów powinien być postrzegany jako początek nowego modelu rozwoju.
Zdecydowanie tak. Mam wrażenie, iż czasami w dyskusji publicznej zbyt mocno koncentrujemy się na tym, co się kończy. Znacznie ciekawsze jest pytanie o to, co może się tutaj zacząć? Wyobraźmy sobie region dysponujący jedną z najnowocześniejszych elektrowni jądrowych w Europie, rozwiniętym zapleczem przemysłowym, wysoko wykwalifikowaną kadrą, uczelniami współpracującymi z przemysłem oraz firmami produkującymi komponenty dla energetyki jądrowej. To zupełnie inna perspektywa. Transformacja nie musi oznaczać utraty znaczenia. Może oznaczać jego redefinicję.
Jaką rolę widzi Pan w tym procesie dla małych i średnich przedsiębiorstw z regionu? Kiedy słyszą o wielomiliardowych kontraktach, mogą mieć wrażenie, iż nie ma w nich miejsca dla lokalnego biznesu.
Każda duża inwestycja opiera się na bardzo rozbudowanym łańcuchu dostaw. Obok głównych wykonawców funkcjonują setki firm świadczących usługi specjalistyczne, zaczynając od obróbki metali i produkcji elementów konstrukcyjnych, przez automatykę, logistykę, utrzymanie infrastruktury, aż po usługi szkoleniowe, informatyczne, na laboratoryjnych kończąc. Ważnym zadaniem będzie zatem odpowiednie przygotowanie przedsiębiorstw do spełnienia wymagań jakościowych i organizacyjnych obowiązujących w sektorze jądrowym. To wyzwanie i szansa rozwojowa dla firm z regionu.
To także wielka szansa na wykorzystanie drzemiącego tu kapitału ludzkiego.
Dziś jednym z najważniejszych argumentów przemawiających za rozwojem energetyki jądrowej w regionie Bełchatowa jest kapitał ludzki. Infrastruktura ma ogromne znaczenie, ale można ją zaprojektować i wybudować. Znacznie trudniejszym zadaniem jest stworzenie zespołu kompetentnych i zaangażowanych ludzi, którzy będą potrafili ją rozwijać, skutecznie nią zarządzać i w pełni wykorzystać jej potencjał. W Bełchatowie mamy specjalistów od lat pracujących przy instalacjach o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa. To ludzie, którzy przez dziesięciolecia zdobywali doświadczenie w eksploatacji jednego z największych kompleksów energetycznych w Europie i doskonale rozumieją, czym są odpowiedzialność, niezawodność oraz konieczność zapewnienia nieprzerwanych dostaw energii. Energetyka jądrowa bez wątpienia wymaga nowych kwalifikacji i specjalistycznych kompetencji. Jestem jednak przekonany, iż łatwiej rozwijać wiedzę i umiejętności osób, które na co dzień funkcjonują w środowisku najwyższych standardów technicznych i bezpieczeństwa, niż budować takie zaplecze kadrowe od podstaw.
Jak wyobraża Pan sobie Bełchatów w 2050 roku?
Chciałbym, aby Bełchatów był przykładem odpowiedzialnej transformacji, która nie polega na zamykaniu jednego rozdziału, ale na mądrym wykorzystaniu dorobku. Bo ostatecznie największą wartością każdej transformacji nie są nowe budynki ani urządzenia. Największą wartością jest stworzenie warunków, w których kolejne pokolenia będą chciały tutaj mieszkać, pracować i rozwijać swoje pomysły.
Czy można pozwolić na niewykorzystanie potencjału jednego z najlepiej przygotowanych terenów energetycznych w Europie do realizacji projektu, który i tak ma być zrealizowany?
To pytanie nie dotyczy wyłącznie przyszłości jednego regionu. Dotyczy sposobu prowadzenia strategicznych inwestycji państwa. Budowa wielkoskalowej elektrowni jądrowej oznacza konieczność znalezienia lokalizacji, która spełni wymagające kryteria techniczne, środowiskowe, infrastrukturalne i społeczne. Takich miejsc nie ma wiele. Ich przygotowanie od podstaw wymaga czasu, znacznych nakładów finansowych oraz wieloletnich procedur administracyjnych. Bełchatów dysponuje szeregiem atutów, które czynią go wyjątkowym na tle wielu innych lokalizacji. Należą do nich przede wszystkim rozbudowana infrastruktura elektroenergetyczna, doświadczenie w eksploatacji dużych jednostek wytwórczych, wykwalifikowane kadry, zaplecze techniczne oraz wieloletnia obecność przemysłu energetycznego. To są obiektywne przewagi, które powinny być uwzględniane przy ocenie potencjalnych lokalizacji. Jednocześnie sama obecność tych atutów nie przesądza o wyborze miejsca pod elektrownię jądrową. Ostateczna decyzja musi uwzględniać pełny proces kwalifikacyjny, obejmujący między innymi szczegółowe badania geologiczne, hydrologiczne, środowiskowe, analizę bezpieczeństwa, kwestie planistyczne oraz obowiązujące procedury regulacyjne. W programie jądrowym nie ma miejsca na skróty, ponieważ każda lokalizacja musi spełnić te same, rygorystyczne wymagania.
Przez kilkadziesiąt lat zbudowano w Bełchatowie jeden z najważniejszych ośrodków energetycznych w Europie. Czy w takim razie zgromadzony tu potencjał może pozostać jednym z kluczowych elementów krajowej polityki energetycznej?
Pytanie wykracza poza samą technologię. Dotyczy efektywnego wykorzystania istniejącej infrastruktury, kompetencji ludzi i doświadczenia organizacyjnego. W gospodarce każde z tych aktywów ma wymierną wartość. Im więcej z nich uda się wykorzystać w kolejnych przedsięwzięciach, tym większa może być efektywność całego programu transformacji. Dlatego dyskusja o Bełchatowie nie powinna sprowadzać się wyłącznie do pytania, czy powstanie tu elektrownia jądrowa? Równie istotne jest pytanie, jak najlepiej wykorzystać potencjał jednego z najważniejszych ośrodków energetycznych w Polsce, niezależnie od ostatecznych decyzji inwestycyjnych? Odpowiedź na to będzie miała znaczenie nie tylko dla regionu, ale również dla długofalowej konkurencyjności i bezpieczeństwa energetycznego kraju. Historia Bełchatowa pokazuje, iż odważne decyzje potrafią zmieniać kraj. Przyszłość pokaże, czy potrafimy wykorzystać tę lekcję po raz kolejny.















