Grupa Azoty nie potrzebuje 19 milionów od miasta. I na dziś nie zamierza nam sprzedać 12,4 procent akcji, które ma ulokowane w Tarnowskich Wodociągach. Tak istotną decyzję druga co do wielkości w Europie spółka chemiczna zakomunikowała władzom Tarnowa zwykłym mailem. Wysłanym – nomen omen – 13 stycznia, tuż po godzinie 16, gdy w Sali Lustrzanej krzesła zajmowali radni zwołani na sesję nadzwyczajną. Właśnie w kwestii wykupu akcji Wodociągów od Grupy Azoty.
Nazajutrz okazało się, iż w ostatni wtorek, przez kilka godzin, rajcy niepotrzebnie zdzierali gardła, przy okazji niejednokrotnie skacząc sobie do nich. Że w ogóle iż psu na budę okazał się pośpiech włodarzy Tarnowa, które w niespotykanie szybkim tempie zwołały kwiat samorządu na obrady, za co zresztą usłyszały od wiele gorzkich słów. I nie chodzi też o to, iż Azoty mają nadmiar kasy. Przeciwnie, są dziesięć miliardów złotych pod kreską i banki im o tym ciągle przypominają. Okazało się bowiem, iż „za pięć dwunasta” korzystniejszą ofertę Grupie złożył ktoś inny. A tym „Ktosiem” okazały się być samorządy Skrzyszowa i Gminy Tarnów, inni udziałowcu Tarnowskich Wodociągów, posiadający – odpowiednio – 16 i 25 procent udziałów.
Jakież więc zdumienie zapanować przy Mickiewicza, gdy nazajutrz, po opadnięciu bitewnego kurzu, odczytano wspomnany elektroniczny list.
Czy Azoty nas „olały”?
Dla władz Grupy Azoty problemu wydaje się nie być. Chemiczny gigant uważa, iż w całej sprawie została zachowana staranność i kultura. A oferta konkurencji okazała się być lepsza od tej, która leżała na stole od Tarnowian. A przecież wszystko rozbija się o pieniądze a nie sentymenty.
– To wszystko działo się, kiedy rozpoczynała się nadzwyczajna sesja rady miejskiej. Spieszyliśmy się z analizą lepszej propozycji wykupu, żeby jak najszybciej powiadomić pana prezydenta oraz jego współpracowników – mówił w rozmowie z Radiem Kraków prezes GA Andrzej Skolmowski.
Zgoła inną optykę w opisywanej kwestii przedstawia prezydent Jakub Kwaśny.
– Gmina Miasta Tarnowa, w tym momencie, stoi na stanowisku, iż mamy zawartą umowę przedwstępną. Wezwaliśmy spółkę do zbycia akcji po wcześniej ustalonej cenie. Proces negocjacji, w naszej ocenie, zakończył się 13 stycznia – mówi gospodarz miasta, który nie wyklucza w całej sprawie choćby arbitrażu sądowego.
Zniesmaczeni sytuacją są także radni, także koalicyjni, którzy parli do przejęcia akcji wodociągów.
– Nieładnie, nieładnie… Przecież to nasze miasto dostało ofertę zakupu od Grupy Azoty, która musi szukać pieniędzy na spłatę swoich długów. My się ze wszystkiego wywiązaliśmy. Wniosek przeszedł przez Komisję Strategii, prezydent zwołał nadzwyczajną sesję. A tu w ostatniej chwili taki mail od spółki. I to wówczas, gdy trwa już sesja. Nieładnie, nieładnie… Mamy mocny mandat do tego, by objąć te akcje, mimo iż Grupa Azoty zachowała się wobec nas nieładnie. Myślę, iż to nie koniec, iż rozmowy będą przez cały czas się toczyły, choć wszystko na razie wyszło naprawdę nieładnie. „Nieładnie” to jest właśnie to słowo, którym mogę opisać całą sytuację – podkreśla Tomasz Żmuda, Mościczanin, radny klubu Nasze Miasto Tarnów.
Z kolei Marcin Kiwior, wójt Skrzyszowa, jeden z podejrzanych o wywrócenie negocjacyjnego stolika, przez cały czas zachowuje olimpijski spokój i zimną krew
– Wiele się pan ode mnie nie dowie, bo negocjacje, podobnie, jak pieniądze lubią ciszę. Piłka jest w grze, my podtrzymujemy naszą ofertę. Rozmowy trwały, realizowane są i będą trwały. I mogą być niespodzianki. Jest dynamicznie. Bodaj pan prezydent lubi to stwierdzenie, iż „co było w Vegas, zostaje w Vegas”. I to jest chyba dobry komentarz do dzisiejszej sytuacji. Trochę spokoju. Piłka jest w grze. Ale woda w Wodociągach Tarnowskich jeszcze nie wrze – mówi z miną pokerzysty.
Nieoficjalnie wiadomo, iż ważne rozmowy miały się toczyć w poniedziałek, 19 stycznia. Nie znamy jednak ich rezultatów.
Wizerunkowa wtopa?
Seweryn Partyński, radny Prawa i Sprawiedliwości, fanem zakupu przez miasto akcji wodociągów nie był. Nie dlatego, iż uważał pomysł za chybiony, ale w złość wprawił go tryb rozgrywania całej sprawy. Zresztą tuż po sesji zamieścił na Facebooku sążnisty wpis, w którym wylał swoje pretensje. Generalnie wszystko szło sprowadzić do przysłowia: „Gdy się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy”. Dziś pytamy go o ocenę całej sytuacji. Jednak nie jako demokratycznie wybrane sumienie mieszkańców czy niegdysiejszego kandydata na prezydenta. Ale jako specjalistę public relations. Jak w tych kategoriach komentuje zdarzenie. Z punktu dbania o wizerunek miasta.
– Najgorsze, co można teraz zrobić, to wyglądać na kogoś, kto się obraził, bo partner biznesowy otrzymał lepszą ofertę. Żeby mnie młodzież zrozumiała, nie ma sensu strzelać focha. Prezydent nie powinien przerzucać się racjami w mediach, bo to się sprawdza w modelu politycznym, ale nigdy biznesowym. Wystarczyłby zwykły, zachowawczy komunikat, mniej więcej taki: „Miasto musi dbać o swoje interesy. Analizujemy sytuację i będziemy działać tak, aby zabezpieczyć interes Tarnowa”. Reszta to działanie w ciszy. Czyli w najprzyjaźniejszym pieniądzowi i interesom trybie – twierdzi Partyński.
Ta woda może jeszcze zmętnieć
Bez względu na to, jak zakończy się cała sprawa, problem już nie samych akcji, ale pieniędzy na ich wykup może prezydentowi Jakubowi Kwaśnemu przysporzyć nieco trosk. Wiedzą o tym choćby w koalicji. Bo w obozie prezydenckim słychać, iż to i owo zostało nieco spartaczone.
– Miało iść jak po sznurku. Bo, umówmy się, iż są takie głosowania, których wynik z góry jest przesądzony. Słyszałem nawet, iż w tym przypadku jedna gazeta tarnowska podała wynik jeszcze przed głosowaniem, tylko w porę się kapnęli i wycofali posta. Ale było tu trochę stąpania po cienkim lodzie. Odwróćmy sytuację. Pan prezydent mówi, iż traktuje temat jako umowę przedwstępną. A co, gdyby głosowanie nie przeszło i Azoty wcisnęłyby nam te akcje za 19 milionów? Też tak ochoczo płacilibyśmy? Ale to jeszcze pikuś. Bo widzę już ten szeroki uśmiech najbardziej ogarniętych radnych z PiS-u: Biedronia, Łąbędzia, Partyńskiego. A choćby u Józefa Gancarza też widzę radosną minę. Widzę, jak maszerują do kiosku, kupują tonery i wypuszczają z drukarek interpelacje o inwestycje w swoich dzielnicach. Na okrągłe dziewiętnaście baniek. No bo przecież pieniądze są i nie jest to bieda budżet, jak twierdził prezydent. Jeszcze może być z tego niezły bigos – macha ręką jeden z radnych koalicji.
Czy wycofanie się Grupy Azotów ze sprzedaży swoich akcji Tarnowskich Wodociągów Gminie Miasta Tarnowa wstrząsnęło rynkami finansowymi? Oceńcie Państwo sami. W poniedziałek, 19 stycznia, cena jednej akcji Azotów na warszawskiej giełdzie wynosiła 18,64 PLN. Tydzień wcześniej było to 19,55 PLN.












