Gaz w Europie po 62 euro za MWh. Zima sprawdza energetyczny realizm

dzienniknarodowy.pl 4 dni temu
Zdjęcie: Gaz w Europie po 62 euro za MWh. Zima sprawdza energetyczny realizm


Europejski gaz TTF kosztował w poniedziałek 17 sierpnia około 62 euro za MWh, najwyżej od trzech tygodni. Rynek reaguje na słabszy bufor magazynowy, napięcia wokół LNG i niepewność przed zimą. Dla Polski oznacza to prosty rachunek: własna infrastruktura, kontrakty i krajowa energia są tarczą przed cudzym kryzysem.

Cena wróciła nad 60 euro

Europejski benchmark TTF znów podszedł w okolice 62 euro za MWh. Według danych rynkowych Trading Economics dla gazu w Europie, 17 sierpnia notowania rosły powyżej 62 euro za MWh. To nie jest abstrakcyjna kreska na wykresie. Droższy gaz uderza w przemysł, ciepło systemowe, rachunki firm i marże tych zakładów, które już teraz walczą o konkurencyjność z tańszą energią poza Europą.

Bankier.pl, powołując się na informacje maklerów, wskazywał, iż wzrost cen nastąpił mimo wysiłków dyplomatycznych wokół konfliktu na Bliskim Wschodzie. Rynek patrzy na LNG, na Cieśninę Ormuz, na dostawy z Norwegii i na tempo napełniania magazynów. jeżeli którykolwiek z tych elementów zaczyna trzeszczeć, cena reaguje szybciej niż polityczne komunikaty.

Magazyny są testem przed zimą

Najważniejszy problem nie leży w jednym dniu notowań. Leży w buforze. ACER informował 7 lipca, iż na początku sezonu letniego, 1 kwietnia 2026 roku, średnie unijne magazyny gazu były wypełnione w 28 proc.. To niski punkt startu do letniego uzupełniania zapasów, zwłaszcza gdy Europa musi konkurować o LNG z Azją i jednocześnie ograniczać zależność od rosyjskiego paliwa.

Unia utrzymała politykę obowiązkowych zapasów, ale dała państwom więcej elastyczności. Rada UE podała w lipcu 2025 roku, iż cel 90 proc. napełnienia magazynów ma być osiągany w oknie od 1 października do 1 grudnia, a nie sztywno jednego dnia. Bruksela nazwała to stabilizacją rynku. W praktyce jest to przyznanie, iż poprzedni model sam podbijał ceny w okresie zakupów.

Polska nie może żyć cudzym bilansem

Dla Polski sedno sprawy jest narodowe i gospodarcze. Bezpieczeństwo energetyczne nie może zależeć od tego, czy w danym tygodniu Azja kupi więcej LNG, czy norweskie pole gazowe przejdzie remont, czy na Bliskim Wschodzie znów wzrośnie ryzyko dla transportu. Państwo, które oddaje energetykę przypadkowi, oddaje też część własnej suwerenności.

Dlatego znaczenie mają własne źródła, dywersyfikacja i krajowa infrastruktura. DN pisał już o tym, iż polski biometan może ograniczać importowany gaz. Nie rozwiąże on całego problemu, ale każdy krajowy megawat i każdy stabilny wolumen paliwa zmniejsza presję zewnętrzną. Tak samo należy patrzeć na moce gazowo-parowe, magazyny, terminal LNG i Baltic Pipe.

Cena energii to cena polityki

Wysokie ceny gazu nie spadają z nieba. Są skutkiem decyzji: lat uzależnienia Europy od taniego rosyjskiego surowca, ideologicznego zamykania stabilnych mocy, wiary w to, iż rynek zawsze dowiezie bezpieczeństwo. Teraz rachunek dostają gospodarstwa domowe i przemysł. Widać to również przy prądzie, bo gaz często ustawia krańcowy koszt produkcji energii. Podobną kruchość pokazał niedawno przypadek Francji, gdzie ceny prądu skoczyły o ponad 20 proc..

Polska musi wyciągnąć wnioski bez kompleksów wobec unijnych mód. Potrzebujemy miksu budowanego pod interes narodowy: stabilnego, przewidywalnego, odpornego na szantaż i spekulację. jeżeli gaz w Europie znów drożeje przed zimą, to nie jest tylko sprawa traderów w Amsterdamie. To pytanie o portfel polskiej rodziny, koszt polskiej fabryki i zdolność państwa do prowadzenia własnej polityki.

Źródło: Bankier.pl, Trading Economics, ACER, Rada Unii Europejskiej.

Źródło: Bankier.pl

Idź do oryginalnego materiału