Festiwal cynizmu w Łęcznej. Partner wiceburmistrza apeluje publicznie do człowieka, z którym… dzieli codzienne życie.

2 dni temu

Idą wybory! W mediach społecznościowych ruszyła kolejna „ofensywa troski” o mieszkańców Łęcznej. Kamil Olech, do niedawna pracownik SM Batory, ogłosił z wielką pompą, iż złożył oficjalny apel do władz miasta w sprawie wsparcia seniorów i dzieci z niepełnosprawnościami.

Brzmi pięknie? Tylko na pierwszy rzut oka. Za tą fasadą empatii kryje się w mojej ocenie cyniczny plan polityczny i teatr, który ma jedno zadanie: zdobyć mandaty w nadchodzących wyborach do rady miasta. Co najciekawsze – adresatem tego „dramatycznego” apelu jest człowiek, z którym autor petycji widuje się każdego dnia w domu.

Oficjalne pisma do domownika

Kamil Olech z dumą prezentuje w sieci profesjonalnie przygotowane grafiki i zdjęcia dokumentów. Wskazuje w nich na potrzebę ulg w opłatach śmieciowych dla najuboższych oraz utworzenia klas specjalnych w szkołach. Problemy są realne i ważne dla wielu rodzin w Łęcznej, co czyni całą sprawę jeszcze bardziej bulwersującą – stają się one bowiem jedynie paliwem wyborczym.

Większość mieszkańców czytających ten post może odnieść wrażenie, iż oto niezależny, zdeterminowany obywatel rzuca wyzwanie „nieczułej władzy” i walczy o prawa słabszych. Prawda o kulisach tej inicjatywy stawia jednak pod znakiem zapytania autentyczność całego przedsięwzięcia. Kamil Olech to wieloletni partner wiceburmistrza Łęcznej, Bartłomieja Zwolakiewicza.

Mężczyźni nie tylko blisko ze sobą współpracują, ale przede wszystkim razem mieszkają i dzielą codzienne życie. Oznacza to, iż pan Olech, zamiast pisać oficjalne apele w Urzędzie Miejskim i angażować w to machinę promocyjną, o wszystkich tych postulatach mógłby porozmawiać ze swoim partnerem przy porannej kawie lub podczas wspólnej kolacji.

Wyrafinowana strategia i granie „pod publiczkę”

Po co więc ten cały spektakl z oficjalnymi pismami i pieczątkami? Odpowiedź jest prosta: to wyrachowane, czysto cyniczne zagranie pod publikę, mające na celu rozpoczęcie nieoficjalnej kampanii wyborczej do rady miasta. Olech prawdopodobnie liczy na to, iż przeciętny mieszkaniec Łęcznej nie połączy kropek i nie skojarzy jego bliskich, prywatnych relacji z kluczową osobą w ratuszu.

Strategia ta opiera się na klasycznym politycznym marketingu:

  1. Wykreować problem (lub nagłośnić istniejący), stawiając się w roli jedynego sprawiedliwego obrońcy uciśnionych.
  2. Wymusić reakcję, składając pismo do urzędu, w którym rządzi osoba z najbliższego otoczenia.
  3. Ogłosić sukces, gdy wiceburmistrz (czyli de facto partner z tego samego mieszkania) „pochyli się” nad apelem i wdroży go w życie.

W ten sposób Kamil Olech buduje kapitał polityczny na uchodźcę z ludu, który potrafi „zmusić władzę do działania”, podczas gdy w rzeczywistości scenariusz ten może być szczegółowo omówiony w domowym zaciszu.

Mieszkańcy Łęcznej zasługują na prawdę

Wprowadzanie do debaty publicznej tak ważnych tematów, jak los seniorów 65+ czy edukacja dzieci ze specjalnymi potrzebami, zasługuje na szacunek. Jednak wykorzystywanie ich do tworzenia politycznego teatru przez osoby powiązane z obecną władzą budzi uzasadniony niesmak.

Mieszkańcy Łęcznej mają prawo wiedzieć, kto naprawdę próbuje przejąć stery w mieście i dzięki jakich metod chce zdobyć ich głosy. Czy w lokalnej polityce chodzi jeszcze o realne rozwiązywanie problemów, czy już tylko o sztuczne kreowanie bohaterów w mediach społecznościowych? Czas, aby wyborcy przejrzeli ten cyniczny schemat, zanim oddadzą swój głos na kogoś, dla kogo pismo do burmistrza jest jedynie elementem domowego budżetu marketingowego.

PS. Przy okazji tego tekstu ponawiam informację o fałszywych kontach, które pojawiły się w tym samym czasie, kiedy do lokalnej polityki weszli Olech i Zwolakiewicz. Ale to z pewnością tylko przypadek, bez żadnego związku.

Idź do oryginalnego materiału