Referendum w sprawie odwołania burmistrza Pionek nie doprowadziło do zmiany władzy. Frekwencja okazała się zbyt niska, by głosowanie było ważne. To fakt, z którym trudno dyskutować. Dyskusję wywołuje jednak coś zupełnie innego.
W projekcie uchwały przygotowanym przez burmistrza Łukasza Miśkiewicza, który będzie procedowany w środę, znalazł się apel do inicjatorów referendum o zwrot kosztów jego organizacji i przeprowadzenia. Dokument podkreśla, iż referendum zostało sfinansowane z budżetu miasta, a więc ze środków publicznych. To również fakt. Problem polega na tym, iż taki sposób postawienia sprawy rodzi pytania znacznie ważniejsze niż samo referendum.
Bo czym adekwatnie jest budżet miasta?
To nie są pieniądze burmistrza.
To nie są pieniądze radnych.
To nie są pieniądze urzędników.
To pieniądze mieszkańców!
Z tych samych środków finansowane są inwestycje, remonty ulic, utrzymanie szkół, działalność instytucji kultury, ale również wynagrodzenia osób sprawujących władzę publiczną, funkcjonowanie urzędu miasta oraz diety radnych. Jeżeli więc w debacie publicznej pojawia się argument kosztów referendum, mieszkańcy mają pełne prawo zapytać o wszystkie pozostałe wydatki ponoszone przez samorząd. I właśnie tutaj pojawia się pewna niekonsekwencja.
W projekcie uchwały można przeczytać, iż referendum kosztowało miasto konkretne środki publiczne, które mogłyby zostać przeznaczone na inne cele. Trudno się z tym nie zgodzić. Każde referendum kosztuje. Tak samo jak kosztują wybory samorządowe, wybory parlamentarne, konsultacje społeczne, posiedzenia komisji, diety radnych czy funkcjonowanie urzędu miasta. Demokracja kosztuje.
Nigdy jednak nie słyszymy apeli o zwrot kosztów wyborów przez przegranych kandydatów. Nikt nie oczekuje od radnych zwrotu diet za sesje, podczas których nie podjęto ważnych decyzji. Nikt nie rozlicza polityków z kosztów kampanii wyborczych prowadzonych za publiczne pieniądze w postaci organizacji samych wyborów. Dlaczego więc akurat mieszkańcy korzystający z ustawowego prawa do referendum mają stać się adresatami publicznego apelu o zwrot kosztów? To pytanie wydaje się całkowicie uzasadnione. Jeszcze ciekawsze jest jednak inne.
Jeżeli argument kosztów ma być traktowany tak poważnie, to czy osoby pełniące funkcje publiczne są gotowe zastosować go również wobec siebie? Czy radni, którzy poprą taki apel, byliby gotowi rozpocząć dyskusję o obniżeniu własnych diet? Czy burmistrz byłby gotowy zaproponować zmniejszenie własnego wynagrodzenia jako wyraz solidarności z mieszkańcami, którym przypomina się dziś o kosztach referendum? Takie pytania nie są atakiem. To naturalna konsekwencja argumentacji przedstawionej w projekcie uchwały.
Skoro bowiem każdy wydatek publiczny powinien podlegać ocenie, mieszkańcy mają prawo pytać nie tylko o koszt referendum, ale również o koszt funkcjonowania lokalnej polityki.
Co więcej, warto pamiętać, iż referendum nie było prywatnym przedsięwzięciem grupy mieszkańców. Było instrumentem przewidzianym przez ustawę. Państwo stworzyło takie narzędzie właśnie po to, aby mieszkańcy mogli w określonych sytuacjach ocenić swoich przedstawicieli i wyrazić swoją opinię przy urnach. Można nie zgadzać się z inicjatorami referendum. Można uważać, iż nie mieli racji. Można twierdzić, iż nie przekonali mieszkańców. Ale trudno odmówić im prawa do skorzystania z procedury przewidzianej przez prawo. Dlatego warto zastanowić się, jaki sygnał płynie dziś do mieszkańców. Czy jest to jedynie polityczna ocena nieudanego referendum?
A może część mieszkańców odbierze taki apel jako informację, iż korzystanie z instrumentów demokracji bezpośredniej może wiązać się z publicznym rozliczaniem ich z kosztów? Każdy może odpowiedzieć sobie na to pytanie sam. Jedno wydaje się jednak pewne. Mieszkańcy utrzymują samorząd ze swoich podatków nie po to, aby zawsze zgadzać się z władzą. Utrzymują go również po to, aby mieć prawo tę władzę oceniać, krytykować i – gdy uznają to za konieczne – próbować ją odwołać. Nawet wtedy, gdy referendum kończy się porażką. Bo demokracja nie polega na tym, iż obywatel ma prawo zabierać głos wyłącznie wtedy, gdy wygrywa. Demokracja polega na tym, iż ma do tego zawsze prawo.
/Redakcja Pionki24/







![Nowa świetlica już służy mieszkańcom [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/717418980_2213831139436430_3219054860586402605_n.jpg)




