Europa robi najwięcej dla planety i najlepiej się tu żyje. Wmówili nam, iż to coś złego [KOMENTARZ]

1 godzina temu

Europejskie kraje przodują w działaniach na rzecz środowiska i klimatu. To raczej nie przypadek, iż triumfują też w rankingach miejsc, w których żyje się najlepiej. A jednak wmawia się nam, iż kto próbuje robić coś dla planety, ten przegryw.

Powinniśmy być zadowoleni.

Europa po raz kolejny dominuje w rankingu państw, które dla ochrony środowiska robią najwięcej. W tegorocznej edycji Environmental Performance Index (EPI) pierwszym krajem spoza Starego Kontynentu jest dopiero będąca na 16 miejscu Japonia. W „Top 25” znajduje się jeszcze tylko Australia (24).

Resztę miejsc zajmują państwa europejskie, w tym będąca na 21 pozycji Polska. Daleko nam do bycia w czołówce, ale jak na blisko 180 państw w rankingu naprawdę nie mamy się czego wstydzić.

A jednak patrząc na debatę publiczną i polityczną, można odnieść wrażenie, iż powinniśmy.

  • Czytaj więcej: Kto naprawdę gra na Polexit? Nie tylko Nawrocki [OPINIA]

Środowisko i klimat

Dlaczego w prowadzonym przez naukowców rankingu dominuje Europa? Odpowiedzi są dwie: bo robi najwięcej i dla środowiska, i dla klimatu.

Ostatnie lata przyniosły jednak nie tyle zadowolenie, co rozgoryczenie. Unia Europejska i kolejne rządy osłabiają polityki klimatyczne i środowiskowe, przedstawiając je jako zbyt obciążające. Coraz częściej tak samo odbierają je ludzie.

I nie bierze się to z przypadku.

Właśnie tym kończy się ciągłe przekonywanie ludzi, iż Europa nie może być naiwna. Że czyste powietrze, rolnictwo pozbawione ogromnej ilości chemii i pestycydów czy większe bezpieczeństwo energetyczne to luksusy, na które nie można sobie pozwolić. Że myślenie o tym, jak nie sprowadzić na ludzkość katastrofy klimatycznej na trudną do wyobrażenia skalę, czyni z nas słabeuszy. I iż troska o poprawę jakości naszego życia oraz troska o środowisko i klimat to coś, co się wyklucza, a nie uzupełnia.

Symboliczny pomnik

Oczywiście możemy i powinniśmy mieć zastrzeżenia do tego, jak wprowadzane są różne rozwiązania. Przykładów nieudolności polityków jest pełno: od skompromitowania „Czystego Powietrza” i programu wymiany kopciuchów, przez niespełnioną obietnicę ochrony cennych lasów, po wprowadzane bez przekonania Strefy Czystego Transportu.

I właśnie ten ostatni element, brak przekonania, jest moim zdaniem kluczowy.

Gdy burmistrz Londynu, Sadiq Khan, postanowił walczyć z zanieczyszczeniami powietrza, naprawdę miał to na myśli. Jako astmatyk sam dobrze wie, jak to jest, gdy przez smog zwykłe oddychanie staje się trudnością. Choć jego plany napotkały opór, Khan nie wycofał się. Zamiast tego konsekwentnie tłumaczył, iż wprowadza ograniczenia w transporcie, bo zdrowie ludzi jest najważniejsze.

Efekt? W ciągu zaledwie pięciu lat od wprowadzania Strefy Ultra Niskiej Emisji liczba zgonów z powodu zanieczyszczonego powietrza spadła w Londynie o 40 proc. Rok temu w jednym z londyńskich parków odsłonięto zaś pomnik Elli Adoo-Kissi-Debrah – dziewięciolatki, która zmarła przez życie przy zanieczyszczonej ulicy.

  • Czytaj więcej: Zakazali najbardziej trujących aut. Liczba zgonów spadła o 40 proc.

Gdy rządzący w Krakowie Aleksander Miszalski wprowadzał Strefę Czystego Transportu, tłumaczył – szczególnie na początku, iż ma związane ręce. „To przez wcześniejsze decyzje rządu PiS” – można streścić jego przekaz do mieszkańców. Argumenty wyjaśniające, iż chodzi o ludzkie zdrowie i życie, praktycznie się nie pojawiały.

Miszalski został odwołany. A wielu ludzi w Polsce wciąż myśli, iż SCT to zamach na kierowców a nie troska o jakość powietrza i nasze zdrowie. I w sumie czemu mieliby myśleć inaczej, o ile nie myśli tak nikt, kogo wybieramy do władzy?

Stany wzorem, ale czego?

Czy naprawdę chcemy, by wzorem do naśladowania były Stany Zjednoczone pod przywództwem Donalda Trumpa? Czy mamy wybierać polityków, którzy wyśmiewają ochronę klimatu i środowiska, ułatwiając jednocześnie trucie nas wszystkich największym korporacjom?

Czy mamy brać udział we współczesnych wyścigach bez względu na to, czego dotyczą? Chcemy niekontrolowanego wysypu degradujących środowisko i zużywających zasoby centrów danych, bo „tak robią Stany i Chiny”? Chcemy deregulować, pozwalając firmom na wprowadzanie do obrotu szkodliwych i/lub niekontrolowanych produktów, bo konkurencyjność? Chcemy wycinać lasy, zanieczyszczać rzeki i niszczyć zdatną do życia planetę, bo inni też to robią?

Wiem, to dużo pytań. I naprawdę nie rozumiem, dlaczego na którekolwiek z nich mielibyśmy odpowiedzieć: „tak”.

Gdzie żyje się lepiej?

Z przedstawieniem nowego rankingu EPI zbiegła się publikacja innego ciekawego, cyklicznego rankingu. W Global Liveability Index ponownie przyjrzano się temu, w których miastach na świecie żyje się najlepiej. Wygrała Kopenhaga przed Wiedniem. W pierwszej dziesiątce są też Zurych i Genewa.

W rankingu 173 miast pod uwagę wzięto pięć kategorii: stabilność, opieka zdrowotna, kultura i środowisko, edukacja oraz infrastruktura.

Podobne kryteria uwzględniane są też w rankingu „U.S. News & World Report” na najlepsze państwa do życia. W najnowszej edycji wygrała Szwajcaria, następne są Dania i Szwecja, a pierwszą dziesiątkę domykają kolejne europejskie kraje.

  • Czytaj więcej: Tysiące martwych ryb w Pilchowicach. „Tak się kończy regulowanie rzek”

Europejski pakiet

Europa wygrywa we wszelkich tego typu rankingach, bo oferuje pakiet.

Dobrostan obywateli łączy się i z opieką zdrowotną, i ze stanem środowiska, i ze zrównoważonym transportem. Stany Zjednoczone tego nie mają. Choć są więc bogatsze i mają wiele firm w czołówce najbogatszych, obywatele tego kraju żyją krócej, odżywiają się gorzej, nie mogą liczyć na płatny urlop rodzicielski i są bardziej pozostawieni samym sobie.

To wszystko się łączy. o ile w Europie odpuścimy więc ochronę środowiska i klimatu, bo to kłopotliwe i obciachowe, to zastanawia mnie jedno: co odpuścimy w następnej kolejności?

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Lazy_Bear

Idź do oryginalnego materiału