Na początku maja w stolicy Armenii odbyły się wydarzenia międzynarodowe będące kolejnym sygnałem zmiany polityki bezpieczeństwa tego kaukaskiego państwa pod rządami Nikola Paszyniana. 4 maja odbył się w Erywaniu VIII szczyt Europejskiej Wspólnoty Politycznej.
To forum gromadzące 47 państw Europy – członków Unii Europejskiej, Wielką Brytanię, Turcję, Norwegię, Szwajcarię, aspirujące do eurointegracji państwa bałkańskie, Ukrainę oraz właśnie trzy państwa Kaukazu Południowego. Forum obudowane demoliberalną narracją ideologiczną zostało wymyślone jako mechanizm wpływu Unii Europejskiej na państwa uważane za pozostające w jej zasięgu na rzecz koordynacji antyrosyjskiej polityki. Jak do tej pory nie można mówić o zbyt dużym sukcesie tego mechanizmu – kto prowadzi przeciwrosyjską politykę, ten prowadzi ją z własnych powodów. Nijak nie udało się przekonać do wprowadzania antyrosyjskich sankcji Turcji, Serbii czy Gruzji. EWS pozostaje więc przede wszystkim platformą propagowania ukraińskiej agendy, z której i tym razem skorzystał prezydent Wołodymyr Zełenski. jeżeli szukać znaczenia erywańskiego szczytu na innej płaszczyźnie, to przydało mu wagi osobiste uczestnictwo prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa, co wskazuje, iż proces normalizacji relacji między Baku a Erywaniem zyskuje jakiś wyraz. Jest to jednak proces przebiegający przede wszystkim pod auspicjami USA, z którego niektórzy europejscy aktorzy, a głównie Francja, próbują odciąć swoje kupony w postaci kontraktów zbrojeniowych. Po obu szczytach wysoka przedstawiciel UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Kaja Kallas udała się bezpośrednio do Baku.
Ważniejszy od powyższego był jednak szczyt UE–Armenia, który zazębił się z poprzednim, odbywając się w dniach 4–5 maja. Był to pierwszy tego rodzaju szczyt w historii i od razu organizowany na Kaukazie. To czytelny sygnał zacieśniania relacji Armenii z Unią. Armenia, mimo powołania Partnerstwa Wschodniego 17 lat temu, inaczej niż Gruzja nie zdecydowała się na stowarzyszenie z UE, ale przystąpiła do Eurazjatyckiego Związku Gospodarczego (EAES), zbudowanego na fundamencie Związku Celnego Białorusi, Kazachstanu i Rosji, do którego dołączyły następnie Armenia i Kirgistan. W praktyce nigdy nie osiągnięto w EAES takiej wolności przepływu towarów i usług jak na wspólnym rynku UE, ale dla Armenii ważna była możliwość przepływu ludzi. Rosja pozostawała ważnym kierunkiem emigracji zarobkowej, a ormiańska diaspora ma w niej dosyć silne pozycje. Dopiero w ostatnich latach, pod rządami Nikola Paszyniana, kaukaskie państwo dokonuje generalnej rewizji swojej polityki zagranicznej. Jej elementem jest otwarcie drogi do eurointegracji. W zeszłym roku specjalną ustawą potwierdził to armeński parlament zdominowany przez obóz Paszyniana.
Unię reprezentowali na szczycie przewodniczący Rady Europejskiej António Costa oraz przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Efektem szczytu była deklaracja o zacieśnieniu relacji i współpracy, szczególnie jeżeli chodzi o transport, energetykę, cyfryzację oraz inwestycje infrastrukturalne. Elementem rozmów była również kooperacja w zakresie bezpieczeństwa, „odporności na cyberataki, dezinformację i zagrożenia hybrydowe”, co w praktyce oznacza współpracę w niwelowaniu miękkich i półmiękkich wpływów Rosji.
Rozmawiano również o rozwoju przebiegającego przez Kaukaz „korytarza środkowego”, ustanawiającego lepsze połączenia transportowe między Europą a bogatą w zasoby naturalne Azją Środkową, a także o reżimie granicznym. W przypadku Armenii na jej granicy z Turcją i Iranem wciąż obecni są rosyjscy funkcjonariusze, na podstawie porozumienia jeszcze z lat 90. XX wieku. Zdecydowano o utworzeniu nowej specjalnej misji UE w Erywaniu oraz wyrażono poparcie dla ustanowienia trwałego pokoju między Armenią a Azerbejdżanem, co Paszynian będzie chciał wykorzystać w relacjach z Baku, choć wątpliwe, aby postawa UE robiła większe wrażenie na Ilhamie Alijewie. Niemniej normalizacja tych relacji ma fundamentalne znaczenie dla wspomnianego udrożnienia korytarza środkowego. Unijni urzędnicy zadeklarowali już wcześniej 2,5 mld euro potencjalnych inwestycji UE dla Armenii i 270 mln euro finansowania w ramach wsparcia reform prorozwojowych. Na szczycie dorzucili kolejne 30 mln euro w ramach Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju.
Szczyt spotkał się z krytyką w Moskwie, ale głównie ze strony mediów i komentariatu internetowego. Natomiast rosyjskie czynniki oficjalne zajęły raczej umiarkowane stanowisko. Według niedzielnych słów rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa organizacja szczytu Armenia–Unia Europejska jest „absolutnie normalna”. Jak stwierdził: „Armenia stosuje wielowymiarowe podejście w swojej polityce zagranicznej i jest absolutnie suwerennym prawem Armenii do organizowania takich szczytów”. Pieskow krytykował natomiast antyrosyjskie wystąpienie wygłoszone przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego na szczycie Europejskiej Wspólnoty Politycznej, który w ostatnich latach jest głównie platformą promowania stanowiska antyrosyjskiego w obliczu wojny na Ukrainie. Jego organizacja w Erywaniu też jest pewnym sygnałem politycznym. Wracając do stanowiska Pieskowa, nie należy wykluczyć, iż Rosja faktycznie dopuszcza zacieśnianie relacji Armenii z UE – tak jak dopuszczała je wcześniej w przypadku Ukrainy – oddzielając je od płaszczyzny „twardych”, strategicznych interesów.
Szczyty wskazują na stopniowe zwracanie się Paszyniana w kierunku Zachodu. Nie może się jednak spieszyć. Obecna forma integracji z Rosją przyniosła Armenii znaczące zyski ekonomiczne. W ostatnich latach stała się ona bowiem jedną z głównych platform lokowania rosyjskiego kapitału i prowadzenia operacji handlowych pozwalających omijać antyrosyjskie sankcje UE i USA. W 2022 roku wzrost gospodarczy przekroczył w Armenii 12 proc., a w zeszłym roku utrzymywał się na poziomie około 5 proc. O ile w 2021 roku handel dwustronny według różnych szacunków nie przekraczał wartości 3 mld dol., o tyle w zeszłym roku mógł sięgnąć 7,5 mld dol.
Wielu komentatorów uważa, iż Paszynian podjął się generalnej rewizji stanowiska międzynarodowego swojego państwa na skutek rozgromienia przez Azerbejdżan nieuznawanej ormiańskiej Republiki Górskiego Karabachu, ściśle powiązanej z Armenią. Nie jestem zwolennikiem tego wytłumaczenia. Moskwa nigdy nie uznawała formalnie tej republiki. Uznawała za to prawnomiędzynarodową przynależność jej obszaru do Azerbejdżanu. Ani ona, ani pozostałe państwa Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB) nie były zobowiązane do wspierania karabaskich Ormian. Moskwa od zawsze wchodziła tu raczej w rolę arbitra rozgrywającego strony konfliktu. Karabach był w istocie tylko pretekstem. Już w 2018 roku Paszynian zdobywał władzę pod hasłami dystansowania się od Rosji i drogi do „zachodnich standardów”.
Górski Karabach stał się dla niego przeszkodą, utrzymującą Armenię w sferze rosyjskiego arbitrażu. Ani w 2020 roku, ani tym bardziej w 2023 roku Paszynian nie użył wszystkich zasobów militarnych dla jego obrony, w którą najwyraźniej nie wierzył. Co myślał o Arcachu, mówi dopiero dziś. „Trzeba stwierdzić, iż ruch karabaski był dla nas fatalnym błędem” – powiedział do obywateli na nagraniu, które obiegło Armenię w zeszłym tygodniu. „Co sprawiło, iż był nasz? Wyjaśnijcie mi, co sprawiło, iż był nasz? Budowaliśmy tam szkoły, przedszkola, fabryki, mieszkaliśmy tam, ale zasadniczo: w jaki sposób był nasz? Nie był nasz, nie był nasz”. Takie słowa jeszcze kilka lat temu skazywałyby w Armenii polityka na śmierć polityczną, a być może choćby na fizyczne niebezpieczeństwo.
A jednak Paszynian rozpoczął wielką rewizję i jest to jego gra o władzę. Po przeciwnej stronie ma opozycję, w której główną rolę odgrywają politycy wywodzący się właśnie z Arcachu lub z nim powiązani, z Robertem Koczarianem na czele. W imię tej rewizji obecny premier rozpoczął choćby walkę z hierarchią Kościoła ormiańskiego. Szczyty EWS i UE–Armenia odbyły się zresztą w nieprzypadkowym terminie – już 7 czerwca w Armenii odbędą się wybory parlamentarne i Paszynian postanowił zwiększyć swoje szanse, angażując w kampanię polityczne i finansowe wsparcie z UE. Jak pisałem jeszcze w październiku, polityka Paszyniana to stąpanie po bardzo kruchym lodzie. To nie tylko wyrzeczenie się Arcachu. To także oparcie bezpieczeństwa państwa na protektoracie USA czy UE w geopolitycznym uścisku Azerbejdżanu i Turcji, w miejscu, gdzie państwa zachodnie wydają się mieć niewielkie możliwości i niewielkie pokłady woli projekcji siły.
Krystian Kamiński
Autor jest b. posłem na Sejm RP, członkiem władz Ruchu Narodowego
Tekst napisany specjalnie dla Myśli Polskiej
Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2026)










