Energetyka wczoraj i dziś

wiernipolsce1.wordpress.com 1 godzina temu

Wywiad z prof. dr hab. inż. Władysławem Mielczarskim, czyli dosyć rzadki głos rozsądku na tle idiotycznej, bezczelnej ściemy energetycznej eurounijnych biurokratów finansowanych i korumpowanych przez globalistyczne lobby finansowe.

Jest Pan związany z polską energetyką od ponad 40 lat. W jaki sposób i kiedy zrozumiał Pan, iż ten temat jest Panu bliski?

Kończyłem studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Łódzkiej w 1973 r. w specjalności Automatyka, a pracę dyplomową pisałem z teorii sterowania. Następnie rozpocząłem pracę w Grupie Regulacyjno-Rozruchowej w Elektromontażu nr 3 w Katowicach. Chciałem pracować na Śląsku i uczestniczyć w budowie tego, co wówczas nazywano drugą Polską. Prowadzone tam wielkie budowy stwarzały unikalne możliwości nabycia doświadczenia dla młodego inżyniera. Praca w grupie regulacyjno-rozruchowej wymagała znacznych umiejętności. Kierownikiem grupy na danej budowie był zwykle absolwent studiów dziennych politechniki, a pracownicy musieli mieć średnie wykształcenie techniczne, chociaż wielu z nich było inżynierami po studiach zaocznych czy wieczorowych.

Jednym z moich pierwszych zadań było uruchomienie stacji 110/30/15 kV dla Kombinatu Górniczo-Hutniczego w Bolesławcu. Terminy były bardzo napięte, brakowało kadry. Pracowaliśmy po sześć dni w tygodniu, po 10–12 godzin, a także dodatkowo w trzy niedziele każdego miesiąca. Musiałem kierować swoimi ludźmi, a jednocześnie uczyć się, ponieważ byłem przecież automatykiem, po zaledwie dwóch przedmiotach z energetyki na studiach. Rano, w gumofilcach i fufajce pracowałem z zespołem dokonując pomiarów, natomiast po południu sprawdzałem dokumentację oraz wystawiałem protokoły. Wieczorem uczyłem się elektroenergetyki, a zdobytą wiedzę weryfikowałem następnego dnia w praktyce.

Później trafiłem na studia doktoranckie na Politechnice Łódzkiej, gdzie tematem mojej pracy doktorskiej było optymalne sterowanie napędów, ale już połknąłem bakcyla energetyki i zaraz po otrzymaniu doktoratu znalazłem pracę w Instytucie Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej, z którym jestem do dziś związany. Interesowała mnie teoria optymalizacji, a system elektroenergetyczny był największym technicznym systemem, w którym teoretyczna wiedza jaką posiadałem mogła znaleźć zastosowanie. To było to, co mnie najbardziej interesowało i temu poświęciłem swoje zawodowe życie.

Jak wyglądały Pana początki w branży? Droga, którą Pan przebył, by znaleźć się w miejscu, w którym jest dzisiaj?

Moja droga zawodowa zaczęła się na wielkich budowach Śląska i Zagłębia. Ta praca ukształtowała mnie na całe życie. Zawsze dla mnie były ważne metody optymalizacji bazujące na wyszukanych metodach matematycznych, ale równie istotna – ich weryfikacja w praktyce.

Praca naukowa nie sprawiała mi problemów. Doktorat uzyskałem w wieku 29 lat, a habilitację w wieku 38 lat. Rok później otrzymałem stanowisko docenta, co odpowiada dziś pozycji profesora nadzwyczajnego uczelni. Od początku wiedziałem, iż nauka to publikacje w renomowanych pismach w języku angielskim. Po uzyskaniu habilitacji w krótkim czasie opublikowałem dziesięć artykułów na międzynarodowym forum.

W tym czasie nie było Internetu, gdzie można było czytać publikacje. Naukowcy pisali do siebie specjalne kartki z prośbami o przesłanie artykułów – w taki sposób działała wówczas wymiana informacji naukowych. Od 1989 r. zacząłem otrzymywać dużo próśb z Australii o przesłanie moich publikacji, a później zaproszenie do przyjazdu. Warunki były bardzo dobre, szczególnie biorąc pod uwagę ówczesną sytuację w Polsce. Curtin University of Technology z Perth w Zachodniej Australii od którego otrzymałem zaproszenie zaproponował mi dobrze płatny trzyletni kontakt oraz pokrycie kosztów przeprowadzki do Australii dla mnie i całej rodziny. W styczniu 1991 r. przyjechaliśmy do Perth i rozpocząłem pracę w School of Electrical and Electronics Engineering.

W tym czasie Australia przeżywała boom edukacyjny rozwijając kształcenie dla kadr z gwałtownie rozwijających się państw Azji. Tamtejszy przemysł energetyczny był ściśle powiązany z uniwersytetami, co skutkowało wspólnymi projektami oraz pokaźnymi grantami na badania i dydaktykę.

Po roku pracy w Perth pojawiła się kolejna możliwość. Największy australijski uniwersytet Monash University z Melbourne ogłosił konkurs na stanowisko Associate Professor. Przystąpiłem do niego, wygrałem i w listopadzie 1992 r. rozpocząłem pracę w Melbourne w Centre for Electrical Power Engineering, które było w znacznej części finansowane przez energetykę – State Electricity Commission of Victoria (SECV). Centrum kierował profesor W. Bonwick, który był zatrudniony na kontrakcie przez SECV, a ja będąc na stałym etacie uniwersyteckim reprezentowałem Monash University.

Centrum było sowicie wspomagane finansowo przez SECV, mieliśmy granty, kontrakty i zatrudnialiśmy wykładowców, którzy przejmowali od nas cześć zadań dydaktycznych, abyśmy mogli skupić się na współpracy z przemysłem oraz transferem wiedzy do dydaktyki i prac badawczych. Dodatkowo, otrzymywaliśmy bezpośrednie wsparcie (pocket money) przeznaczone na rozwój osobisty – na wyjazdy na konferencje, zakup literatury czy osobistego wyposażenia informatycznego. Były to spore sumy na poziomie od kilku do kilkunastu tysięcy dolarów rocznie, w zależności od stanowiska.

Zajmowałem się wtedy głównie współpracą z przemysłem i organizacją Advanced Continuing Education, której zadaniem był transfer najnowszej wiedzy do kadr elektroenergetyki poprzez systemy kursów i publikacji. Organizowaliśmy kształcenie w formie szkoleń i szkół letnich oraz zimowych. Sprowadzaliśmy czołowych ekspertów z całego świata. Publikowaliśmy książki i podręczniki. Mieliśmy na to środki finansowe.

W roku 1993 r. rozpoczęto reformy elektroenergetyki stanu Victoria. Podzielono monopol energetyczny na kilka niezależnych elektrowni oraz pięć firm dystrybucyjnych. Utworzono niezależnego operatora systemu przesyłowego. Dokonano prywatyzacji i zainicjowano wprowadzanie rynku energii elektrycznej. Były to trudne reformy, które stan Victoria przeprowadzał jako jeden z pierwszych na świecie obok Zjednoczonego Królestwa i Skandynawii.

Rząd zwrócił się o pomoc merytoryczną do Centrum i rozpoczęliśmy pracę nad budową nowych struktur energetyki działających w warunkach rynkowych. Zachodziła konieczność opracowania nowych zasad rozdziału obciążeń na elektrownie oraz korzystania z sieci przesyłowej i dystrybucyjnej – Transmission and Distribution Code. Odbiorcy energii uzyskiwali prawo do jej zakupu od dowolnego dostawcy na warunkach rynkowych, konieczne było też skodyfikowanie praw i obowiązków podmiotów korzystających z sieci.

W tym czasie pracowałem jako ekspert dla Ministry of Finance, które było odpowiedzialne za reformy energetyki. Byłem też doradcą Electricity Industry Ombudsman, czyli instytucji powołanej do ochrony konsumentów i rozstrzygania sporów z coraz aktywniejszymi biznesowo, sprywatyzowanymi firmami energetycznymi.

W 1997 r. rozpocząłem współpracę z Ontario Hydro w Toronto w zakresie wprowadzania rynku energii elektrycznej, a od 1998 r., kiedy przedstawiciele Polskich Sieci Elektroenergetycznych nawiązali ze mną kontakt, również współpracę z Polską. Był to bardzo pracowity okres. Mieszkałem w Melbourne, gdzie pracowałem na Monash University prowadząc jednocześnie projekty w Ontario i w Polsce. Wiązało to się z częstymi wyjazdami – w 1998 r. sześciokrotnie obleciałem Ziemię korzystając z round world tickets. Lubiłem podróżować na wschód. Wylatywałem w środę wczesnym popołudniem z Sydney i przylatywałem do Oahu na Hawajach dzień wcześniej, we wtorek o godzinie 23. Taka podróż w czasie. Dalej czas już płynął szybciej – Toronto, Warszawa, Londyn, Singapur i Melbourne.

W połowie 1999 r., kiedy byłem w Warszawie skontaktował się ze mną ówczesny wicepremier – prof. Leszek Balcerowicz i zaproponował, żebym został doradcą i wspomagał od strony merytorycznej wprowadzanie rynku energii elektrycznej w Polsce, które było warunkiem wejścia do Unii Europejskiej. Do grudnia 1999 r. opracowaliśmy główne zasady rynku, które zostały przyjęte przez Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów, dając podwaliny pod reformy rynkowe w polskiej energetyce.

Początkowo często przyjeżdżałem do Polski mieszkając przez cały czas w Melbourne, jednak z czasem konieczna była moja stała obecność w kraju. Stanąłem przed dylematem – z jednej strony miałem stałą, dobrze płatną pracę w Australii, ale z drugiej miałem możliwość uczestniczenia w wielkim projekcie reform polskiej energetyki i przystosowania jej do zasad funkcjonowania Unii Europejskiej. Co więcej, reformy były również szansą na zastosowanie w praktyce teorii optymalizacji pracy systemu elektroenergetycznego, którą zajmowałem się przez wiele lat.

Przeważyły sprawy rodzinne. Starszy syn został przeniesiony z pracy w Sydney do Londynu, a młodszy pojechał do szkoły do Francji. Wróciliśmy do Polski. Mieszkałem w Warszawie, ale pracowałem na Politechnice Łódzkiej, mojej macierzystej uczelni. W 2015 r. przeprowadziłem się do Łodzi, gdzie mieszkam w tej chwili przy Piotrkowskiej, ulicy z zachowanym zespołem oryginalnej XIX-wiecznej zabudowy wielkomiejskiej w stylu historyzmu, eklektyzmu i fantazyjnej secesji.

Jakie tematy były najważniejsze w początkach Pana kontaktu z energetyką? Jakie były koncepcje jej rozwoju? Czy któreś z nich przetrwały do dzisiaj?

Energetyka w Polsce, tak jak i innych krajach do początków lat 90. XX wieku działała w sposób tradycyjny. Był to monopol zintegrowany pionowo. Sprzedaż energii i opłaty za jej przesył były scalone, a odbiorcy kupowali energię w firmie dystrybucyjnej, do sieci której byli przyłączeni. Reforma energetyki oddzielała energię, jako produkt, od jej przesyłu, jako usługi. Odbiorcy uzyskali prawo wyboru dostawcy, a praca systemu zaczęła podlegać regułom rynkowym. Takie reformy musiała przeprowadzić również Polska, co stanowiło jeden z warunków akcesji do Unii Europejskiej.

Po zatwierdzeniu programu reform w grudniu 1999 r. rozpoczęła się intensywna praca nad wdrażaniem nowych reguł rynkowych. Polskie Sieci Elektroenergetyczne powołały Komitet Sterujący projektu rynkowego i rozpoczęto prace nad Rynkiem Bilansującym, który był kluczowym elementem rynku energii elektrycznej. Konieczne było zbudowanie od początku całego systemu planowania pracy elektrowni bazującego na ofertach rynkowych oraz optymalizacji rozdziału obciążeń z uwzględnieniem ograniczeń technicznych. Współpracowałem wówczas z Energoprojekt-Consulting, który był firmą zależną PSE, a naszym zadaniem było zaprojektowanie, zbudowanie i wdrożenie systemów optymalnego planowania pracy elektrowni na dzień następny z uwzględnieniem ograniczeń systemowych. Ministerstwo Skarbu Państwa powołało w tym czasie Giełdę Energii, która jednak przez prawie kolejnych 10 lat działała na marginesie rynku energii elektrycznej.

W ramach budowy Rynku Bilansującego projektowałem systemy komputerowe optymalizacji pracy systemu elektroenergetycznego na dzień następny w oparciu o system ofertowy. Zastosowałem wówczas metodę optymalizacji binarno-liniowej (ang. Mix Binary Linear Programming) tworzącą Plany Koordynacyjne Dobowe (PKD). Zbudowane wówczas systemy optymalizacji działają nadal, po niewielkich modyfikacjach. Rynek Bilansujący został uruchomiony we wrześniu 2001 r.

W kolejnych latach współpracowałem z PSE, wytwórcami energii, firmami dystrybucyjnymi i urzędami centralnymi, a w szczególności Ministerstwem Gospodarki nad dalszymi wdrożeniami systemu rynkowego w elektroenergetyce. W końcówce 2005 r. Komisja Europejska zwróciła się do Polski z żądaniem likwidacji kontraktów długoterminowych i wprowadzenia w ich miejsce systemu opłat kompensacyjnych. Wykorzystaliśmy tę okazję, aby dokonać konsolidacji rozproszonej energetyki, powołując cztery główne grupy energetyczne: Polską Grupę Energetyczną, Tauron Energia Polska, Eneę oraz Energę. Jako doradca Ministra Gospodarki przygotowałem Program dla energetyki, który po zatwierdzeniu przez rząd w marcu 2006 r. był podstawą przeprowadzonej konsolidacji.

W 2007 r. zostałem oddelegowany przez rząd RP do Komisji Europejskiej, gdzie pełniłem funkcję European Energy Coordinator będąc odpowiedzialnym za rozwój elektroenergetycznych połączeń transgranicznych w Północnej i Środkowej Europie. Udało mi się doprowadzić do porozumienia Litwy i Polski oraz zainicjować budowę LitPol Link – linii łączącej systemy elektroenergetyczne Litwy i Polski. Zostałem później przewodniczącym Rady Nadzorczej LitPol Link. Funkcję tą pełniłem do czasu wybudowania i uruchomienia linii, które nastąpiło w grudniu 2015 r.

Jakie aspekty pracy były dla Pana najważniejsze?

Pracowałem przede wszystkim nad wdrożeniem reformy elektroenergetyki i przystosowaniem jej do reguł obowiązujących w Unii Europejskiej, ale równie ważnym dla mnie aspektem była praca naukowa i dydaktyczna, szczególnie z doktorantami. W marcu 2002 r. otrzymałem tytuł profesora, a w 2005 r. zostałem mianowany na stanowisko profesora zwyczajnego na Politechnice Łódzkiej. W sumie opublikowałem ponad 300 artykułów naukowych i referatów oraz jedenaście książek i monografii w języku polskim oraz angielskim w światowych wydawnictwach, takich jak Nova Science Publishers w USA czy Springer Verlag.

Od 2004 r. byłem członkiem unikalnego multidyscyplinarnego europejskiego think tanku European Energy Institute składającego się z dwunastu uniwersyteckich profesorów – inżynierów, ekonomistów i prawników. Byłem jedynym członkiem z nowych państw Unii Europejskiej w tym gronie. Wykonywaliśmy prace badawcze i ekspertyzy, głównie dla Komisji Europejskiej.

Współpracowałem przez cały czas jako konsultant w sprawach energetycznych z Ontario Hydro wykonując wspólnie projekty dla Independent System Operators w Nowym Jorku i grupie stanów nazywanych New England. Jako ekspert Gerson Lehrman Group z Austin brałem udział w konsultacjach dla banków i funduszy inwestycyjnych dotyczących możliwości inwestycji w energetyce. Byłem w grupie niezależnych ekspertów powołanych przez Bank Światowy do oceny zasadności inwestycji w konwencjonalne elektrownie. W Europie współpracowałem z kolei z firmą konsultingową KEMA Consulting. Wykonywałem też ekspertyzy dla europejskich firm energetycznych, takich jak ENEL we Włoszech. Byłem również technicznym ekspertem przed Międzynarodowym Sądem Arbitrażowym w Wiedniu. Działałem ponadto w europejskich think tankach, np. International Business Council, Grid&Infrastructure, innogy, Essen.

W Polsce brałem udział w projektach dla firm energetycznych. Przygotowywałem ekspertyzy dla Biura Analiz Sejmowych, centralnych instytucji, prokuratury krajowej oraz sądów różnych instancji w sprawach dotyczących energetyki.

W 2005 r. założyłem Konferencję European Energy Markets – EEM, która z czasem stała się największą konferencją na świecie dotyczącą zagadnień rynku energii. Odbywa się ona co roku w różnych miastach Europy. We wrześniu 2022 r. planowana jest kolejna, już osiemnasta jej edycja w Lubljanie.

W latach 2014–2021 wypromowałem sześciu doktorantów, którzy pracują w instytucjach państwowych i przemyśle, w działach zajmujących się innowacjami i analityką.

Od lat jestem związany z Politechniką Łódzką. Tam ukończyłem studia, uzyskałem doktorat i habilitację oraz zostałem profesorem zwyczajnym. To, iż dziś jestem międzynarodowym ekspertem zawdzięczam dobrym studiom oraz możliwości rozwoju i pracy naukowej, jakie zapewniał Instytut Elektroenergetyki oraz Politechnika Łódzka. Bardzo ważna była przyjazna atmosfera tam panująca, m.in. dlatego wróciłem tam po latach pracy za granicą.

Jakie zagadnienia sektora są Pana zdaniem w tej chwili najbardziej istotne i dlaczego?

Energetyka była i jest elementem infrastruktury gospodarczej, podobnie jak drogi czy koleje. Jej celem jest zapewnienie funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki w każdych warunkach atmosferycznych oraz ciągłe dostawy energii dla odbiorców – 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Głównymi elementami energetycznej infrastruktury są linie przesyłowe i dystrybucyjne oraz w pełni dyspozycyjne jednostki wytwórcze zdolne do produkcji energii w każdych warunkach. Dlatego niezależnie jakie inne cele będą jeszcze stawiane przed energetyką, zapewnienie infrastruktury dla społeczeństwa oraz gospodarki pozostanie jej celem nadrzędnym.

W ostatnich latach jednak energetyka poddawana jest silnym oddziaływaniom politycznym, które postawiły cele niemożliwe do realizacji. Zielona rewolucja, w której działające ciągle i niezależnie od czynników zewnętrznych źródła produkcji, takie jak elektrownie węglowe czy gazowe mają być zastąpione zmiennymi, zależnymi od warunków atmosferycznych i pracujących w ograniczonym czasie źródłami odnawialnymi. To nie jest w pełni możliwe.

Te nierealne cele zastąpienia dyspozycyjnych źródeł przez niedyspozycyjne źródła odnawialne powodują chaos w działaniu energetyki. Koszty produkcji OZE wynoszą 250–350 zł/MWh, podczas gdy z elektrowni węglowych, łącznie z kosztami zakupu pozwoleń na emisje – ponad 600 zł/MWh. To jednak po energię z elektrowni węglowych ustawiają się kolejki, a perspektywa ich braku powoduje, iż ceny na rynku sięgają 1000–2000 zł/MWh przewyższając kilkukrotnie koszty produkcji. Uważam, iż choćby w przypadku, gdy koszty produkcji energii z węgla będą dziesięciokrotnie wyższe niż z OZE, to i tak popyt będzie wysoki, ponieważ jest ona niezwodna i może być dostarczana 24 godzinę na dobę i siedem dni w tygodniu.

Od czasu opanowania cyklu Rankine-a i możliwości produkcji energii elektrycznej w elektrowniach cieplnych postęp w elektroenergetyce jest powolny. Wykorzystaliśmy prawa fizyki w najlepszy możliwy sposób, teraz można tylko doskonalić znane już technologie. Ostatnio zaczęto masowo stosować wiatraki, ale jest to technologia znana od wieków wykorzystująca siłę wiatru przy stosunkowo niskiej sprawności na poziomie 40%. Panele PV również charakteryzują się niską sprawnością, która wynosi 15–20%. Postępu jakościowego w odnawialnych źródłach energii już nie będzie, można tylko liczyć na rozwój ekstensywny, zwiększając liczbę instalacji.

Czy są technologie, które Pana zaskoczyły swoim rozwojem, popularnością czy wpływem na branżę w ciągu lat Pana pracy w energetyce?

Od ponad 100 lat nie było istotnego jakościowego postępu w energetyce. Nowe technologie, takie jak wiatraki były znane od lat, ale miały marginalne zastosowanie ze względu na niską sprawność oraz ograniczone możliwości produkcji. Ich masowy rozwój wynika z decyzji politycznych i jest w dużej mierze marnotrawstwem środków, które są przeznaczane na mało efektywną technologię produkcji energii elektrycznej. Podobnie jest z panelami PV.

Istotny jest postęp we wdrażaniu informatyki w energetyce, która pozwala usprawnić procesy zarządzania energią. Jednak komputery i programy informatyczne nie są w stanie wyprodukować energii elektrycznej, ale jedynie usprawnić organizację produkcji i przesyłu. Aby informatyka była skuteczna trzeba najpierw wyprodukować energię, która wytwarzana jest metodami znanymi od ponad 100 lat, ponieważ takie są prawa fizyki, których nie jesteśmy w stanie zmienić.

Jak widzi Pan polską energetykę za 30 lat?

Zarówno polska, jak i europejska elektroenergetyka za 30 lat będzie wyglądała podobnie. Nie oczekuję wielkich zmian jakościowych, tylko ilościowe. Będzie więcej odnawialnych źródeł energii, jednak podstawą działania systemu pozostaną elektrownie gazowe i węglowe, niezależnie od deklaracji o neutralności klimatycznej. W ciągu 30–50 lat nastąpi likwidacja energetyki jądrowej w Europie. Dla tej kosztownej i niebezpiecznej technologii nie ma już miejsca na tak gęsto zaludnionym kontynencie. Nie można ryzykować Czarnobyla czy Fukushimy.

W dłuższej perspektywie będziemy czekać na świętego Graal-a energetyki, czyli elektrownie z syntezą jądrową, które dostarczą w sposób niezawodny nieograniczone ilości czystej energii dla społeczeństwa i gospodarki. Jednak to zajmie jeszcze 100–200 lat.

Energetyka wczoraj i dziś – Wywiad z Władysławem Mielczarskim

Idź do oryginalnego materiału