
Wenezuelczycy z Montrealu świętują koniec dyktatury Maduro.
Wenezuelczycy mieszkający w Kanadzie zmagają się z mieszanymi emocjami po tym, jak Stany Zjednoczone pojmały prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro oraz jego żonę. Decyzja administracji Donalda Trumpa o przeprowadzeniu wojskowej operacji w Caracas wywołała szeroką debatę i obawy o dalszy rozwój sytuacji w kraju pogrążonym w kryzysie.
Rebecca Sarfatti, współzałożycielka Canada Venezuela Democracy Forum, nazwała wywiezienie Maduro z kraju „ogromnym krokiem”, który – jej zdaniem – daje nadzieję na rozliczenie wieloletnich naruszeń praw człowieka. Podkreśliła jednak, iż najważniejsze będzie przywrócenie praworządności i demokratycznych instytucji, co powinno odbywać się z udziałem samych Wenezuelczyków.
Z kolei Igor Marín, posiadający obywatelstwo Wenezueli i Kanady, wyraził poważne obawy o los więźniów politycznych. Jego brat, podpułkownik Igbert Marín Chaparro, od 2018 roku przebywa w więzieniu, mimo iż jego wyrok formalnie wygasł we wrześniu 2025 roku. Marín obawia się represji wobec osadzonych, choć jednocześnie liczy na ich uwolnienie.
W Kolumbii Brytyjskiej przedstawiciele społeczności wenezuelskiej mówią o „ostrożnym optymizmie”. Ivan Contramaestre z Towarzystwa Wenezuelsko-Kanadyjskiego podkreślił, iż usunięcie jednej osoby nie oznacza rozpadu całego systemu władzy. Jego zdaniem najważniejsze znaczenie będzie miało przekazanie władzy legalnie wybranemu prezydentowi Edmundo Gonzálezowi.
Część diaspory apeluje także do rządu Kanady, aby w większym stopniu akcentował kwestie praw człowieka i aktywnie włączył się w działania na rzecz uwolnienia więźniów politycznych oraz stabilnej transformacji władzy w Wenezueli.

Motocyklista przejeżdża obok muralu przedstawiającego byłych prezydentów Wenezueli Hugo Cháveza i Nicolasa Maduro w Caracas w Wenezueli.











