Eksport pszenicy załamuje się. Wojna na Morzu Czarnym uderza w ceny

dzienniknarodowy.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Eksport pszenicy załamuje się. Wojna na Morzu Czarnym uderza w ceny


W sierpniu eksport pszenicy z Ukrainy spadł rok do roku o około 60 proc., a z Rosji o 56 proc. Ukraina wysłała 1,6 mln ton, zaledwie jedną piątą swojego potencjału. Kontrakty na pszenicę podrożały o około 30 proc. Dla Polski oznacza to presję cenową i ponowny spór o tranzyt oraz ochronę własnych rolników.

Porty stały się celem wojny

Lipiec i sierpień przyniosły serię uderzeń w infrastrukturę portową oraz statki na Morzu Czarnym. Rosyjskie ataki dotknęły porty w Odessie i nad Dunajem. Ukraina uderzała dronami w rosyjski Noworosyjsk. Skutek jest czytelny: dwa państwa mające ogromny udział w handlu pszenicą straciły znaczną część możliwości wysyłki.

Polski Instytut Ekonomiczny podał, iż między 1 a 28 sierpnia Ukraina wyeksportowała 1,6 mln ton pszenicy. To około 20 proc. jej potencjału i wynik o 60 proc. niższy niż rok wcześniej. Rosyjski eksport spadł w tym samym ujęciu o 56 proc. i również wyniósł 1,6 mln ton, najmniej w pierwszym miesiącu sezonu od rozgrywek 2017/2018.

Wojna uderza tu w zasób podstawowy. Pszenica trafia do piekarni, przetwórstwa i rezerw żywnościowych. Kiedy porty przestają pracować, koszt ponoszą państwa położone daleko od frontu. Najmocniej odczuwają go kraje uzależnione od importu i biedniejsze gospodarstwa domowe.

Jedna trzecia światowego eksportu

Ukraina i Rosja odpowiadają łącznie za około jedną trzecią światowego eksportu pszenicy. Taka koncentracja podaży sprawia, iż uszkodzenie kilku terminali gwałtownie dociera na giełdy. Według danych zebranych przez PIE lipcowy indeks cen zbóż FAO osiągnął 113,8 pkt, o 6,9 proc. więcej niż rok wcześniej. W sierpniu kontrakty terminowe na pszenicę wzrosły rok do roku o około 30 proc. i znalazły się najwyżej od ponad trzech lat.

To pokazuje, iż zboże ponownie stało się narzędziem nacisku. Rosja jako agresor odpowiada za wojnę, która niszczy ukraińską gospodarkę i destabilizuje handel. Ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę zwiększają koszt prowadzenia wojny przez Kreml, ale równocześnie ograniczają podaż na rynku światowym. Tego rachunku nie da się oddzielić od codziennych cen żywności.

Wcześniejsze rosyjskie uderzenia w porty Odessy już pokazały, jak podatny jest cały szlak czarnomorski. Noworosyjsk ma podobne znaczenie dla Rosji, bo odpowiada za jedną trzecią rosyjskiego eksportu zbóż. Przekierowanie ładunków do portów bałtyckich albo na transport lądowy wydłuża drogę i zwiększa koszt dostaw do Egiptu czy Turcji.

Ukraina szuka drogi przez Polskę

Kijów próbuje zwiększyć wykorzystanie portów dunajskich, rumuńskiej Konstancy i tras lądowych przez Unię Europejską. Możliwości są jednak ograniczone. Niski poziom wody na Dunaju i ataki na infrastrukturę w pobliżu granicy z Mołdawią zmniejszają przepustowość tego kierunku. Kolej oraz ciężarówki nie zastąpią masowego transportu morskiego.

Dlatego wraca presja na większy tranzyt przez Polskę oraz na zniesienie embarga obejmującego import pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika. Blokada czarnomorskich portów już wcześniej stawiała Polskę pod presją. Warszawa musi rozdzielić dwie sprawy: sprawny, kontrolowany przewóz do państw trzecich oraz wpuszczanie towaru na rynek krajowy. Pierwsze może służyć bezpieczeństwu żywnościowemu i interesowi sojusznika. Drugie grozi przerzuceniem kosztów wojny na polskich rolników.

Polska nie może zgodzić się na fałszywy wybór między solidarnością z napadniętym państwem a obroną własnego rolnictwa. Potrzebne są szczelne procedury tranzytu, kontrola miejsca przeznaczenia towaru i jasne zabezpieczenia rynku. Każda decyzja o zmianie embarga powinna wynikać z bilansu dla polskich producentów i konsumentów, nie z politycznej presji z zewnątrz.

Stawką jest żywność i suwerenność gospodarcza

Dla Ukrainy rolnictwo odpowiada za około 60 proc. eksportu, więc długotrwałe zamknięcie szlaków oznacza mniej walut, problemy z magazynowaniem i słabszą gospodarkę. Dla Rosji utrudnienia w Noworosyjsku zwiększają koszty wojny. Dla świata jest to ryzyko droższego chleba i większej niestabilności w państwach zależnych od importu.

Polski interes jest konkretny. Trzeba ograniczać skutki rosyjskiej agresji i pomagać w bezpiecznym wywozie ukraińskiego zboża, ale granica gospodarcza Rzeczypospolitej nie może istnieć wyłącznie na papierze. Państwo, które nie kontroluje przepływu strategicznej żywności i nie chroni własnych producentów, oddaje część swojej suwerenności. Właśnie o tę kontrolę idzie teraz spór.

Źródło: Polski Instytut Ekonomiczny

Źródło: Money.pl

Idź do oryginalnego materiału