Do napisania polemicznego artykułu skłonił mnie wczorajszy materiał zamieszczony na portalu www.portel.pl, a w szczególności zdanie wypowiedziane przez Jacka Protasa – europosła z naszego regionu, który stwierdził: „Cieszę się, iż to jest kolejne rozwiązanie, jakie wychodzi naprzeciw regionom, powiatom”. Zdroworozsądkowi samorządowcy wykazują jednak zdecydowanie mniej entuzjazmu wobec tej wypowiedzi.
Wyobraźmy sobie klienta,który pilnie potrzebuje gotówki na remont domu. Na rynku ma on do wyboru 2 opcje: nieoprocentowaną pożyczkę 0% oraz drogi kredyt komercyjny oprocentowany na WIBOR plus sowita marża banku.
Co robi racjonalny człowiek? Sięga po darmowe środki. Co robi prezydent Elbląga, Michał Missan? Zaciąga komercyjny dług do kwoty 80 mln zł, a w kwestii darmowych miliardów z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) triumfalnie ogłasza, że… „zleca analizy”. To nie jest roztropna ostrożność. To klasyczny, podręcznikowy błąd w zarządzaniu pasywami miasta, który elbląskiego podatnika będzie kosztował miliony.
Czy Michał Missan – Prezydent Elbląga pasywa na głowie stawia?
Z finansowego punktu widzenia kolejność działań w elbląskim ratuszu z mego punktu widzenia, powinna być dokładnie odwrotna. Tani, nieoprocentowany kapitał z KPO (w puli dla samorządów czeka aż 11,2 mld zł z łącznej kwoty 23 mld zł na bezpieczeństwo) powinien maksymalnie zastępować drogie pożyczki bankowe. Traktowanie instrumentu 0% jako „opcji na święty nigdy”, podczas gdy miejski budżet właśnie dociąża się komercyjnym zobowiązaniem na 80 mln zł, to rynkowy absurd.
Władze miasta chwalą się wprawdzie planem przeznaczenia listopadowej subwencji na wcześniejszą spłatę zadłużenia. To ruch poprawny – o ile celem jest desperackie gaszenie pożaru. Pokazuje to jednak jak na dłoni, iż bieżący budżet Elbląga ledwo dyszy. W takiej sytuacji dobrowolne unikanie darmowego pieniądza na rzecz drogiego długu komercyjnego rodzi poważne pytania o kompetencje planowania finansowego przy ul. Łączności.
Głos rozsądku płynie z gmin wiejskich
Gdy w Elblągu urzędnicy toną w analizach prostych spraw, wójtowie okolicznych gmin wiejskich dają bezlitosną lekcję zdrowego rozsądku i mikroekonomicznego pragmatyzmu. Tam nie ma miejsca na populistyczne prężenie muskułów i budowanie betonowych pomników.
Weźmy za przykład wójta gminy Elbląg, Zbigniewa Tucholskiego. Jego decyzja o rezygnacji z budowy zbiorowych schronów na terenach o rozproszonej zabudowie (takich jak Wyspa Nowakowska) to pokaz chłodnej kalkulacji.
Budowa schronu za 10 do 15 mln zł, który pomieści zaledwie 12 do 15 osób, generuje porażający koszt jednostkowy: blisko 1 mln zł na 1 mieszkańca! Realizacja takiego projektu w imię „obronnego PR-u” byłaby jawną niegospodarnością. Przekierowanie tych funduszy na nowoczesne systemy powiadamiania alarmowego to jedyna racjonalna droga.
Geologia kontra biurokracja, czyli żuławski poligon
Równie twardo na ziemi stoi wójt Gronowa Elbląskiego, Marcin Ślęzak. Słusznie punktuje on wadliwą strukturę KPO, w której diabeł tkwi w tzw. kosztach niekwalifikowalnych.
Na trudnym, depresyjnym terenie Żuław samo przygotowanie gruntu, odwodnienie i budowa infrastruktury towarzyszącej mogą pochłonąć od 30% do 50% wartości całej inwestycji. jeżeli te wydatki nie zostaną uznane przez BGK za kwalifikowalne, małe gminy będą musiały dołożyć miliony z własnej kieszeni. Bez dokładnego rozbicia kosztów na czynniki 1. rzędu, „darmowa” pożyczka staje się dla lokalnego budżetu finansową pętlą.
Do tego dochodzi biurokratyczna loteria w Ministerstwie Obrony Narodowej. Wicestarosta Ryszard Zając oraz wójt Dorota Wasik chcieliby remontować najważniejsze drogi ewakuacyjne na Żuławach, co przy ryzyku powodziowym jest absolutnym priorytetem. Jednak ubieganie się o „fiszki” MON na drogi o rzekomym przeznaczeniu obronnym grozi zderzeniem z urzędniczą ścianą. Istnieje graniczące z pewnością ryzyko, iż wojsko odrzuci wnioski o lokalne trasy, a samorządy stracą setki roboczogodzin, które mogłyby przeznaczyć na pozyskanie finansowania z innych, pewniejszych źródeł.
Debata wokół 23 mld zł na bezpieczeństwo obnaża fundamentalną wadę systemową KPO: oferowanie kolejnych instrumentów dłużnych podmiotom, które już teraz są skrajnie zadłużone.
Jak z tego wybrnąć? Na pewno nie poprzez branie drogich kredytów komercyjnych na pokrycie bieżących potrzeb, jak robi to Elbląg.
Globalne rozwiązanie dla Elbląga proponowałem już na portalu: elbląg24.pl w postaci artykułu:
Rozwiązaniem natomiast na dziś, jest porzucenie logiki „każdy sobie” na rzecz międzygminnego konsorcjum projektowego (np. w ramach Związku Gmin Pomorskich).
Wspólny wniosek o zintegrowany system bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego dla całych Żuław pozwoliłby:
- Rozproszyć wysokie koszty stałe przygotowania dokumentacji na wiele podmiotów.
- Zwielokrotnić siłę przetargową w rozmowach z BGK oraz MON.
- Stworzyć spójną tarczę ochronną, zamiast budować pojedyncze, absurdalnie drogie schrony.
Czas, aby w elbląskim ratuszu analizy nareszcie ustąpiły miejsca rzetelnej matematyce finansowej. W przeciwnym razie za błędy decyzyjne władzy, jak zwykle, zapłacą mieszkańcy – i to z najwyższym możliwym procentem.
Edmund Szwed












