Dziura w peronie, dziura w narracji. Giertych miał rację w sporze z TVN24

1 dzień temu

Jednym ironicznym zdaniem mecenas Roman Giertych zrobił to, czego nie potrafią dziś całe pasma informacyjne: przywrócił proporcje. Jego uszczypliwa uwaga o nieodśnieżonym peronie nie była atakiem na media, ale krytyką sposobu opowiadania o państwie, w którym drobne zaniedbania urastają do rangi dowodu „upadku”. W sporze z TVN24 Giertych trafił w czuły punkt współczesnej publicystyki.

Roman Giertych potrafi używać ironii jak precyzyjnego narzędzia. Nie po to, by kogoś obrazić, ale by przywrócić adekwatne proporcje debacie publicznej. Jego krótka, z pozoru złośliwa uwaga pod adresem TVN24 okazała się jednym z celniejszych komentarzy do kondycji współczesnych mediów informacyjnych – mediów, które zbyt często mylą czujność z drobiazgowością, a krytykę z nerwicą.

„Redaktorom TVN24 przypominam, iż peron 3 na dworcu w Działdowie może nie być jeszcze odśnieżony, co świadczy o upadku Państwa” – napisał Roman Giertych w mediach społecznościowych. Wpis pojawił się w reakcji na materiał stacji o nieodśnieżonym peronie w Mławie, który został przedstawiony jako symbol bezczynności państwa. Giertych zestawił ten temat z informacją o pojmaniu dyktatora Wenezueli Nicolás Maduro przez Stany Zjednoczone – nie po to, by bagatelizować lokalne problemy, ale by pokazać, jak łatwo gubimy hierarchię spraw.

Ten komentarz był w istocie obroną zdrowego rozsądku. Giertych nie zakwestionował prawa mediów do krytyki władzy. Przeciwnie – przez lata sam domagał się ostrego patrzenia rządzącym na ręce. Zwrócił jednak uwagę na coś, co coraz częściej razi widzów: na skłonność do szukania „dziury w całym” i do budowania wielkich narracji na podstawie drobnych, choć realnych, zaniedbań.

TVN24 w swoim materiale pokazał problem, który należało pokazać: frustrację pasażerów, brak przygotowania infrastruktury, zimową niemoc służb. Kłopot pojawia się wtedy, gdy taki przypadek zaczyna funkcjonować jako dowód „upadku państwa” – pojęcia ciężkiego, historycznie i politycznie, a zarazem coraz bardziej nadużywanego. Giertych, sięgając po ironię, powiedział wprost: jeżeli wszystko jest symbolem katastrofy, to słowo „katastrofa” traci sens.

W jego wypowiedzi nie było pogardy dla problemów zwykłych ludzi. Było raczej przekonanie, iż media informacyjne powinny umieć ważyć tematy i nie ulegać pokusie ciągłego dramatyzowania. Zatrzymanie autorytarnego przywódcy odpowiedzialnego za represje i kryzys humanitarny oraz zaśnieżony peron kolejowy nie są wydarzeniami tego samego kalibru. Oba mogą być ważne, ale wymagają innego języka i innej skali opisu.

„Upadek państwa” to nie brak pługa na jednym peronie, ale systemowa niezdolność do działania, utrata suwerenności instytucji, chaos prawny i przemoc wobec obywateli. Nadużywanie tego pojęcia w codziennym serwisie informacyjnym prowadzi do inflacji znaczeń i zmęczenia odbiorców. W efekcie, gdy pojawia się kryzys naprawdę poważny, reakcja społeczna bywa słabsza, bo emocje zostały już wcześniej zużyte.

Warto zauważyć, iż Giertych – jako polityk Koalicji Obywatelskiej – nie występował tu w roli kogoś, kto chce uderzyć w „nieprzychylne media”. Jego uwaga wybrzmiała jak sygnał ostrzegawczy: dbajcie o proporcje, bo bez nich tracicie wiarygodność.

Ta krytyka była elegancka właśnie dlatego, iż posłużyła się humorem zamiast moralnego wzmożenia. Giertych nie pouczał, nie grzmiał, nie stawiał się ponad redakcją. Zadał jedno pytanie – poprzez ironię – o sens i skalę medialnych alarmów. W czasach, gdy informacja coraz częściej konkuruje z emocją, to pytanie jest wyjątkowo na miejscu.

Można więc powiedzieć, iż Giertych zrobił to, czego dziś brakuje w debacie publicznej: przypomniał, iż krytyka państwa nie musi oznaczać krzyku. Czasem wystarczy dobrze postawiona kropka nad „i”.

Co tam Wenezuela! Redaktorom TVN 24 przypominam, iż peron 3 na dworcu w Działdowie może nie być jeszcze odśnieżony co świadczy o upadku Państwa.

— Roman Giertych (@GiertychRoman) January 3, 2026

Idź do oryginalnego materiału