Jeżeli ktoś liczył, iż pierwsze miesiące dostaw prądu z Bałtyku odmienią polską energetykę, może się rozczarować. Ale niesłusznie. – Już niedługo Bałtyk stanie się naszym nowym Bełchatowem na miarę XXI wieku – zapewniają eksperci.
Dwa miesiące temu – 10 lipca 2026 roku, do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego trafiła pierwsza w historii Polski energia z morskiej farmy wiatrowej.
– To bardzo ważne, żebyśmy mieli niezależne od kaprysów historii źródła energii. To polskie morze i polski wiatr. Tutaj budujemy polskie bezpieczeństwo i suwerenność. To gigantyczne przedsięwzięcie technologiczne – przemawiał premier Donald Tusk podczas zorganizowanej konferencji prasowej.
– Dzisiaj na stacji Choczewo Polska przesiadła się do ekspresu pod nazwą: Transformacja Energetyczna. Właśnie w sieci pojawił się pierwszy prąd z wiatru na Bałtyku. To pierwsza od lat nowa kategoria źródła energii w Polsce – dodała z dumą Paulina Hennig-Kloska, szefowa ministerstwa klimatu i środowiska.
- Czytaj więcej: Czy za suszę w Polsce odpowiadają wiatraki? Sprawdzamy teorię Ziemkiewicza
0,5 proc. z wiatru na Bałtyku
Gdy pierwsze wiatraki na Bałtyku zaczynały przesyłać prąd do nowej stacji w Choczewie, media opisywały to szeroko. Można było odnieść wrażenie, iż Baltic Power przynosi rewolucję. Gdy zajrzy się w statystyki, wyniki okazują się jednak dość skromne.
Na stronie fundacji Instrat można zobaczyć, iż wiatr na morzu dostarczył w lipcu 0,2 proc. prądu. Dla porównania, wiatraki na lądzie wygenerowały 13,9 proc. energii elektrycznej, a fotowoltaika – 22 proc. Z kolei w sierpniu Baltic Power zapewnił 0,4 proc. prądu, wiatraki lądowe 10,7 proc., a panele słoneczne – 21,6 proc. W pierwszych dniach września wszystkie te trzy źródła dostarczyły łącznie ponad 40 proc. prądu, ale wiatraki na morzu tylko 1 proc.
Nie tak to miało wyglądać? Wręcz przeciwnie – jest dokładnie tak, jak powinno być. Po prostu rozpoczęcie dostaw energii elektrycznej nie oznacza komercyjnej eksploatacji. Baltic Power wciąż jest w fazie budowy.
10 lipca gotowe było 54 z 76 turbin, a w tej chwili jest ich jeszcze więcej. Każda z nich jest wyższa od najwyższego budynku w Unii Europejskiej. Turbiny te wciąż znajdują się w fazie rozruchu i testów wydajności, realizowane są też procedury uzyskiwania pozwoleń, certyfikacji i koncesji. Pierwsze tego typu postępowania administracyjne w Polsce mają być zakończone w IV kwartale 2026 r. I to właśnie wtedy Baltic Power zacznie działać z pełną mocą.
Bałtyk drugim Bełchatowem
Zainstalowana moc w ramach projektu Baltic Power to 1,2 gigawata (GW). Docelowo prąd z pierwszej polskiej farmy wiatrowej na Bałtyku będzie w stanie zasilić 1,5 mln gospodarstw domowych. To jednak dopiero początek. W pierwszej połowie 2027 r. krajowy offshore zostanie rozbudowany o projekt Baltica 2, który doda do systemu elektroenergetycznego kolejne 1,5 GW. Niedługo potem dołączą do nich Bałtyk 2 i Bałtyk 3, które łącznie mają niecałe 1,5 GW mocy.
– Dlatego jest to punkt zwrotny, choćby jeżeli z perspektywy dwóch miesięcy tak nie wygląda – komentuje Kajetan Nowak, specjalista ds. modelowania energetycznego w fundacji Instrat pytany przez SmogLab.
– W przyszłym roku moc zainstalowaną będziemy mogli liczyć w gigawatach, co przełoży się na co najmniej kilkuprocentowy udział w generacji. A czeka nas co najmniej 10, może choćby 20 lat rozbudowy – dodaje Nowak.
Równie optymistycznie w przyszłość patrzy Marek Józefiak, ekspert Greenpeace Polska.
– Na razie nie ma się co przywiązywać do wyników produkcji prądu z morskich farm, bo przez cały czas jesteśmy w fazie testów. Pełny start pierwszej polskiej morskiej farmy wiatrowej jest zaplanowany na czwarty kwartał tego roku. Oprócz niej buduje się u nas już kilka innych wielkich morskich farm wiatrowych. Już niedługo Bałtyk stanie się naszym nowym Bełchatowem na miarę XXI wieku. W najbliższych latach powstaną tam elektrownie wiatrowe, które zapewnią nam co najmniej kilkanaście procent prądu – tłumaczy Józefiak w rozmowie ze SmogLabem.
- Czytaj więcej: Kopalnie mogą zamykać się szybciej. Które regiony Polski są zagrożone? [RAPORT]
Tańszy prąd zimą…
Eksperci zwracają przy tym uwagę, jak wiele korzyści daje posiadanie farm wiatrowych na Bałtyku. I nie chodzi tylko o ograniczanie emisji CO2, ale o korzyści bardzo lokalne.
– Te elektrownie są nam bardzo potrzebne nie tylko ze względu na potrzebę zastąpienia starzejących się elektrowni na węgiel. Są też ważne ze względu na wysokie ceny energii z węgla i gazu i konieczność pokrycia wyższego zapotrzebowania na prąd w zimie – tłumaczy Józefiak.
Gdy jest ciepło, ceny hurtowe prądu spadają, bo w miksie energetycznym mamy dużo prądu z OZE, głównie z fotowoltaiki. Pokazały to chociażby dane za sierpień, gdy udział OZE po raz drugi w historii przebił 40 proc. produkcji w skali całego miesiąca.
– Jesienią i zimą jednak ceny są dużo wyższe, bo zapotrzebowanie na prąd jest wyższe, a udział OZE oscyluje zaledwie wokół 20-25 proc. Rozbudowa mocy w elektrowniach wiatrowych na lądzie i morzu, które pracują najbardziej efektywnie w miesiącach chłodnych, pozwoli na ustabilizowanie cen i większą niezależność energetyczną naszego kraju – wyjaśnia ekspert Greenpeace.
Jak już jednak wspomnieliśmy, korzyści jest znacznie więcej.
…i znacznie więcej
Jak informuje rząd, program offshore zakłada inwestycje o wartości ok. 130 mld zł, które „pozwolą na rozwój krajowego łańcucha dostaw” oraz „przyczynią się do powstania nowych, wysokopłatnych miejsc pracy”.
„W fazie inwestycyjnej morskich farm wiatrowych niezbędnych będzie około 34 tysięcy etatów, natomiast docelowo w fazie operacyjnej (obsługa gotowych już farm wiatrowych) będzie to około 29 tysięcy miejsc pracy” – czytamy na stronie rządu.
– Offshore tworzy dookoła siebie cały ekosystem: od fabryki palów do turbin, przez porty serwisowe do gigantycznych stacji transformatorowych – komentuje Nowak. – Cały czas rośnie też udział polskich przedsiębiorstw. Myślę, iż tak jak zagraniczni partnerzy pomagają teraz polskim spółkom, tak w przyszłości nasze firmy zaangażują się w projekty zagraniczne – dodaje.
Inna korzyść, o której w obecnych czasach nie można zapominać, to bezpieczeństwo energetyczne. Jak wyjaśnia Greenpeace w opisywanym przez nas raporcie, energetyka rozproszona jest po prostu o wiele mniej podatna na ataki wroga.
– Elektrownie węglowe i gazowe są łatwym celem ataków, a rozproszone źródła po prostu trudniej trafić. Każdy wiatrak, każdy panel słoneczny i każdy magazyn energii to krok w kierunku wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski – podsumowuje Józefiak.
- Czytaj więcej:„Rozproszone trudniej trafić”. Tak Polska może uniknąć blackoutu

1 godzina temu















