Dwa lata poszukiwań i archiwalnych kwerend. Efekt – ponad 30 niezwykłych historii w książce Tomasza Wolffa. Kierowco, zatrzymaj się, leci skoczek…

1 godzina temu

W maju premierę miała książka „Sekrety Śląska Cieszyńskiego”. Jej autorem jest Tomasz Wolff, wieloletni dziennikarz i redaktor naczelny „Głosu” – gazety Polaków w Republice Czeskiej.

Publikacja liczy 164 strony i przedstawia ponad 30 mało znanych historii, ciekawostek i zagadek związanych ze Śląskiem Cieszyńskim. Nie jest to więc klasyczna monografia historyczna, ale zbiór reportersko-historycznych opowieści o miejscach i ludziach regionu, o czym Tomasz Wolff mówi szeroko w rozmowie z redaktorem Witoldem Kożdoniem.

Prezentacja „Sekretów Śląska Cieszyńskiego” otworzyła trwający właśnie w Wiśle Festiwal Słowa im. Jerzego Pilcha „Granatowe Góry”.

To było dla mnie coś niesamowitego i zupełnie niespodziewanego, bo z taką propozycją zadzwonili do mnie organizatorzy festiwalu. Wcześniej pytałem o możliwość zorganizowania w Wiśle spotkania promocyjnego, ale nie sądziłem, iż sprawy przybiorą taki obrót. „Granatowe Góry” to przecież renomowany festiwal literacki z wieloma uznanymi nazwiskami. Czułem się więc trochę onieśmielony, bo tego, co pisałem przez dwa lata, nie nazwałbym powieścią, ale po prostu książką – zbiorem opowieści.

To także część większego cyklu „Sekrety”, wydawanego przez Dom Wydawniczy Księży Młyn w Łodzi.

Rzeczywiście, „Sekrety” ukazały się już w wielu miejscach w Polsce.

I przyszedł czas na Śląsk Cieszyński?

Propozycja pojawiła się dwa lata temu. Pierwotny zamysł był taki, by wydać tę książkę jesienią 2024 roku, kiedy obchodziłem 50. urodziny. Miała być takim moim prezentem na pięćdziesiątkę. Materia okazała się jednak bardziej wymagająca, niż przypuszczałem. Tak naprawdę samo pisanie było najmniejszym problemem. Od 30 lat pracuję jako dziennikarz, więc warsztat mam opanowany. Mnóstwo czasu zajęło jednak zebranie materiałów, archiwalne kwerendy i przekopywanie się przez stare dokumenty. To właśnie dlatego wszystko trwało znacznie dłużej, niż się spodziewałem.

W „Sekretach” Tomasz Wolff objawia się więc czytelnikom nie tylko jako dziennikarz czy pisarz, ale jako archiwista i historyk poszukujący źródeł?

Tutaj trzeba podkreślić, iż źródła historyczne dotyczące Śląska Cieszyńskiego są bardzo bogate i dobrze przebadane. Ten region został już świetnie opisany, dlatego trudno dziś znaleźć prawdziwe „sekrety”, które wywróciłyby historię do góry nogami. Większość zawartych w książce opowieści już gdzieś wcześniej się pojawiała, w mniejszych lub większych publikacjach. Dla czytelnika z Warszawy, Krakowa, Łodzi czy Pomorza będzie to jednak na pewno interesująca lektura, bo splata się tu wiele fascynujących losów.

Traktujesz Śląsk Cieszyński jako dawne Księstwo Cieszyńskie czy raczej jak współczesny powiat cieszyński?

Traktuję go jako jedną całość. Dla mnie Śląsk Cieszyński zaczyna się na rzece Białej w Bielsku-Białej i kończy na Ostrawicy w Ostrawie. Takie założenie przyjąłem od początku, a wydawcy nie trzeba było przekonywać, by opisać historie z obu stron Olzy.

A czy książka jest także twoim, trochę subiektywnym spojrzeniem na Śląsk Cieszyński?

Absolutnie nie. W książce nie ma miejsca na subiektywne oceny. To przede wszystkim konkretne fakty podane w przystępnej formie, często uzupełnione cytatami ze starych gazet.

Jakie historie można w niej znaleźć?

Nie każdy wie, iż ostatnie wakacje przed wojną Rudy, Alek i Zośka – bohaterowie „Kamieni na szaniec” – spędzili w stanicy harcerskiej w Górkach Wielkich. Pewnie niewielu pamięta też, iż Wincenty Witos przebywał na emigracji w Czechosłowacji i mieszkał m.in. w Gródku, gdzie leczono go ziołowymi preparatami.
Opisuję również historię schronisk na Stożku i Kozubowej, dzieje skoczni narciarskich w Wiśle czy losy Wiesława Dymnego, który jako młody człowiek przyjechał do Jaworza i mocno namieszał w lokalnej społeczności Nałęża. Mieszkańcy odnaleźli siebie na kartach jego książki i byli tym tak oburzeni, iż podrzucali ekskrementy przed próg jego domu.
W książce pojawiają się także cichociemni, lotnicy Żwirko i Wigura, papież Jan Paweł II i jego słynna msza na skoczowskiej Kaplicówce, Richard Pipes i jego dzieciństwo w Cieszynie, Gustaw Morcinek, grafik Karol Śliwka czy mistrz rybacki Tomasz Dubisch.

Która z tych historii jest dla ciebie najciekawsza?

Bardzo interesujące są dzieje wafelka Prince Polo. To temat dobrze przebadany, ale ja dodatkowo przeglądałem islandzkie gazety. Szokiem było dla mnie, jak często reklamy Prince Polo ukazywały się w tamtejszej prasie. Niekiedy zajmowały choćby pół strony.
Dodam też, iż jestem trochę niespokojnym duchem, który stale chce coś odkrywać i poznawać. Dlatego historia konstruktora Józefa Bożka, pochodzącego z niewielkich Bierów, sprawiła, iż będąc służbowo w Ambasadzie RP w Pradze, pojechałem na jeden z praskich cmentarzy, by zobaczyć miejsce jego pochówku. Bardzo zainteresowała mnie ponadto idea przedłużenia linii kolejowej z Wisły Głębce do Lalik i Zwardonia. Przez pewien czas dużo o tym pisano, ale potem temat nagle zniknął. W efekcie wrócono do niego dopiero teraz, za sprawą interpelacji poselskiej. Nigdzie nie znalazłem jednak jasnej odpowiedzi, dlaczego z tego pomysłu zrezygnowano.

Wiem, iż podczas pracy nad „Sekretami” nie opierałeś się wyłącznie na źródłach pisanych, ale także sporo rozmawiałeś.

Tak, rozmawiałem z wieloma osobami. O wizycie papieża opowiadała mi na przykład Janina Żagan, która współorganizowała to wydarzenie. Z kolei Jan Szturc bardzo ciekawie mówił o historii obiektów narciarskich w Wiśle. Pewnie sam pamiętasz czasy, gdy podczas zawodów w Łabajowie trzeba było zamykać drogę, bo skoczkowie przelatywali nad jezdnią. I właśnie stąd wziął się tytuł jednego z rozdziałów: „Kierowco, zatrzymaj się, leci skoczek…”.

Da się połączyć pisanie książki ze zwykłą, codzienną pracą zawodową?

Da się, ale to kosztuje sporo wysiłku. Ja siadałem do pracy popołudniami i wieczorami, przeglądając archiwa oraz różne zakamarki internetu. Do tego potrzeba nie tylko sporo czasu, ale także szybkiego internetu, bo pobieranie starych plików PDF potrafi trwać bardzo długo. Książka w dużej mierze powstawała więc po nocach.

A gdzie można kupić „Sekrety”?

Przede wszystkim w internecie. Książka jest dostępna we wszystkich księgarniach internetowych, ale można ją także kupić podczas spotkań autorskich. Najbliższe odbędzie się w piątek, 12 czerwca, o godz. 17.00 w Teatrze Elektrycznym w Skoczowie.

Praca nad „Sekretami” była jednorazową przygodą czy myślisz o kolejnej książce?

Dostałem propozycję napisania „Sekretów Żywiecczyzny”. Zacząłem się już choćby do tego przygotowywać, ale to bardzo mozolna praca. Wprawdzie podjąłem się tego wyzwania, ale dziś trudno powiedzieć, kiedy projekt się zmaterializuje. To raczej melodia przyszłości. Zdradzę za to, iż pojawił się też pomysł stworzenia „Sekretów Ustronia, Wisły i Trójwsi Beskidzkiej”, choć nie ukrywam, iż moim największym marzeniem pozostaje napisanie książki beletrystycznej.

Idź do oryginalnego materiału