Droga do prezydentury prowadzi przez Nową Hutę? „Wyniki mają bardzo duże znaczenie” [NASZA ROZMOWA]

1 godzina temu

Już w sobotę, 12 września, odbędzie się debata „Nowa Huta i jej miejsce w rozwoju Krakowa”, w której udział wezmą kandydaci na prezydenta miasta. Tymczasem o potencjale tego obszaru, jego problemach i tym, czego potrzebuje, porozmawialiśmy z Ryszardem Kozikiem, gospodarzem wydarzenia.

Debata „Nowa Huta i jej miejsce w rozwoju Krakowa” rozpocznie się w sobotę o godzinie 18:00 w Hotelu Centrum Business na os. Centrum E 12. Jak zapowiada organizator wydarzenia, Stowarzyszenie Wspólnota Wartości, będzie to okazja do rozmowy o sprawach, które wpływają na codzienne życie mieszkańców: transporcie, mieszkaniach, miejscach pracy, rewitalizacji, zieleni, zdrowiu, edukacji i bezpieczeństwie. Kandydaci na prezydenta miasta będą mieli szansę przedstawić konkretne propozycje i pomysły na rozwój Nowej Huty.

Małgorzata Armada, KRKNews.pl: Czy jest Pan nowohucianinem?

Ryszard Kozik, dziennikarz i moderator debaty „Nowa Huta i jej miejsce w rozwoju Krakowa”: Jestem nowohucianinem z urodzenia, ale też z wyboru, bo świadomie związany jestem z Nową Hutą przez całe życie. Urodziłem się w szpitalu im. Stefana Żeromskiego, a w tej chwili żyję na osiedlu Górali. To już moja siódma nowohucka miejscówka. Najpierw mieszkałem na osiedlu Kościuszkowskim, później na osiedlach Kombatantów, Słonecznym, Zgody, Kalinowym i Centrum D. Myślę, iż dzięki temu całkiem dobrze zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo różnią się problemy poszczególnych obszarów Nowej Huty. Wiem też, iż przed uczestnikami debaty stanie niełatwe zadanie.

Mówi Pan, iż mieszkał w kilku miejscach. Czy różnice między poszczególnymi częściami Nowej Huty są rzeczywiście odczuwalne?

Gdy mieszkałem na Centrum D, to budziły mnie tramwaje, karetki pogotowia, strażacy jadący do akcji. Natomiast na Górali budzą mnie ptaki. To są osiedla położone nie aż tak daleko od siebie, ale różnica jest dość fundamentalna, o ile chodzi o odbiór otoczenia.

Co pana zdaniem sprawia, iż warto dziś mieszkać w Nowej Hucie?

Nowa Huta jest bardzo wygodnym miejscem do życia. Nie będę tutaj specjalnie oryginalny, bo wszyscy podkreślają przede wszystkim zieleń i infrastrukturę – szkoły, przedszkola, sklepy. Wszystko to jest dostępne, bo z takim zamysłem właśnie Nową Hutę budowano, żeby mieszkańcy mieli dostęp do miejsc, w których zrealizują swoje podstawowe potrzeby.

Chciałbym jednak podkreślić, iż dotyczy to nie tylko najstarszej części Huty. Mieszkałem także na osiedlach, które powstawały później i tam również jest więcej przestrzeni i zieleni niż na współczesnych osiedlach-sypialniach. Jest gdzie spacerować z dziećmi, są szkoły i przedszkola. Cała Nowa Huta się rozwija i rzeczywiście jest wyjątkowym miejscem na mapie Krakowa.

Przejdźmy do debaty: czy droga do fotela prezydenta Krakowa prowadzi przez Nową Hutę?

Tak się składa, iż wyniki w nowohuckich dzielnicach mają bardzo duże znaczenie dla ostatecznego wyniku wyborów w całym mieście. Pokazało to kilka poprzednich głosowań. Być może to wynik mocnego utożsamiania się mieszkańców z dzielnicą, a adekwatnie z pięcioma dziś dzielnicami.

Czy Pana zdaniem Nowa Huta wybrzmiała już w tej kampanii?

Myślę, iż nie wybrzmiała, ale też trudno mówić o kampanii w pełnym tego słowa znaczeniu, skoro niektórzy kandydaci dopiero niedawno potwierdzili swój start. Mam też wrażenie, iż do tej pory kandydaci nie ścierali się ze sobą szczególnie programowo, nie prezentowali wyraźnie różnych wizji miasta. To zresztą jest chyba generalny problem polskiej demokracji i polskich wyborów, także tych lokalnych.

Dlatego chcemy, żeby nasza debata przyczyniła się do tego, aby o Nowej Hucie zrobiło się głośniej. Chcemy poprosić kandydatów o refleksję nad tą częścią miasta, zatrzymanie się przy niej na moment, zastanowienie nad jej potencjałem i tym, jak można go wykorzystać, ale też nad jej największymi problemami i tym, co jako prezydent mogliby z nimi zrobić.

Z mojej perspektywy, jako mieszkańca, doświadczenia wyborcze Nowej Huty w poprzednich wyborach samorządowych były zwykle takie, iż dużo działo się przed wyborami, tzn. dużo obiecywano albo rozpoczynano inwestycje po to, żeby pokazać, iż pamięta się o Hucie, a później o niej zapominano. Chcielibyśmy, żeby tym razem coś z tego myślenia zostało na później.

Pojawiło się hasło „problemy”. Jest Pan nowohucianinem, więc jakie problemy mieszkańców Nowej Huty powinny podczas tej debaty wybrzmieć najmocniej? Co powinno zostać poruszone?

Zobaczymy, które wybrzmią, bo zbieramy pytania zarówno od internautów, jak i od samych komitetów. Mamy też zestaw własnych pytań i świadomość, iż nie poruszymy wszystkich problemów, bo nie ma na to szans.

Tak, jak wspomniałem, mieszkając w różnych częściach Nowej Huty doświadczyłem tego, jak bardzo się od siebie różnią. Są na przykład takie miejsca, jak najstarsza część Huty, czyli dzielnica XVIII, gdzie z mojej perspektywy nie ma większych problemów komunikacyjnych. Ale są też takie miejsca, gdzie problemy komunikacyjne są ogromne. Zobaczymy, jak kandydaci sami spróbują je zdefiniować i na ile będą się one pokrywały z pytaniami, które przygotowaliśmy.

Wspomniał Pan, iż komitety zgłaszają własne pytania. Jak w takim razie będzie wyglądała debata?

Nie chcemy kandydatów zaskakiwać. Zależy nam na merytorycznej rozmowie, a nie na przerzucaniu się strzałami. Pierwsza tura będzie nowohucką autoprezentacją kandydatów. Chcemy, żeby każdy z nich opowiedział, jak sam definiuje problemy Nowej Huty i w jaki sposób chciałby na nie odpowiedzieć, o ile wygra wybory.

Druga część to zestaw około 20 pytań, które wcześniej otrzymają wszystkie komitety. Dajemy kandydatom i ich zespołom czas na przygotowanie się. Te pytania będą też próbą sprawdzenia, na ile ich zaplecze dobrze porusza się w tematyce Nowej Huty i na ile jest ona kandydatom bliska.

Trzecia runda to pytania kandydatów do siebie nawzajem. Każdy będzie mógł zadać pytanie innemu kandydatowi, a osoba pytająca będzie mogła jeszcze tę odpowiedź krótko podsumować. Ostatnia runda to krótkie podsumowania każdego z kandydatów.

Czy będą jakieś tematy podczas debaty, które mogą być dla kandydatów szczególnie trudne?

Mam nadzieję, iż będą takie tematy. Trudno mi jednak powiedzieć, które okażą się dla którego kandydata szczególnie trudne. To zależy od tego, jakim potencjałem będą dysponowali, przygotowując się do tego spotkania, na ile dostaną odpowiednie podpowiedzi i na ile sami będą mieli przestrzeń, żeby wymyślić kreatywne rozwiązania.

Chcielibyśmy, żeby kandydaci nie tylko zaprezentowali swój stosunek do różnych problemów, ale też przedstawili właśnie potencjalne rozwiązania. I to może być dla nich najbardziej kłopotliwe, bo łatwo jest powiedzieć: „Jestem czemuś przeciwny” albo „Chciałbym, żeby lepiej jeździło się z Nowej Huty do centrum miasta”. Na tym poziomie każdy jest w stanie odpowiedzieć. o ile jednak zapytamy, w jaki sposób chciałby to osiągnąć albo rozwiązać dany problem, robi się już bardziej skomplikowanie.

Nie będzie natomiast pytań wymierzonych w konkretnych kandydatów ani pytań stricte politycznych, bo nie o to chodzi nam w tej debacie. To ma być debata o Hucie, rozmowa o Hucie i zaproszenie do refleksji nad nią, a nie polityczne ataki.

Czy według Pana Nowa Huta jest zaopiekowana przez miasto? Jak polityka miejska wpływa na tę część Krakowa?

W moim odczuciu przez wiele lat Nowa Huta była dostrzegana przede wszystkim w okolicach kampanii wyborczych. Wtedy zdarzało się, iż realizowano jedną, drugą czy trzecią istotną inwestycję. Brakuje mi natomiast strategicznego myślenia o Hucie – o jej roli, miejscu, jakie powinna pełnić w Krakowie, ale także o jej potencjale i sposobach jego wykorzystania. Nie mam przy tym poczucia, iż Nowa Huta powinna być pępkiem Krakowa. Nie chodzi o to, żeby myślano wyłącznie o niej, inwestowano tylko w nią i tylko ją rozwijano. Fajnie byłoby natomiast, żeby była traktowana poważniej, żeby pamiętano o niej przez całą kadencję i żeby mieściła się w strategicznych planach miasta.

Skończmy tak, jak zaczęliśmy – Pan jest z Nowej Huty. Jakie pytanie zadałby Pan kandydatom od siebie?

Zdradzę, jakie bym zadał, ale nie wiem, czy znajdzie się na ostatecznej liście. Moim nowohuckim konikiem jest Plac Centralny. Od dłuższego czasu pełni on przede wszystkim funkcję ronda i przyznaję, iż mocno mnie to irytuje jako mieszkańca.

Bardzo chciałbym, żeby to miejsce przynajmniej częściowo nam oddano. Moje pytanie związane jest więc z tym, czy kandydaci widzą taką możliwość. Wydaje mi się, iż zbliżająca się budowa metra – bo myślę, iż przed nią nie uciekniemy – może być takim ostatnim, a może jedynym momentem, żeby przemyśleć, co można zrobić i czy przynajmniej część komunikacji przebiegającej przez Plac Centralny można schować pod jego powierzchnią.

Idź do oryginalnego materiału