Mieszkańców stolicy Warmii i Mazur czeka zmiana w domowych budżetach. Urząd Miasta zapowiedział konieczność skorygowania stawek za odbiór odpadów. Powód? Olsztynianie produkują coraz więcej śmieci, a nadzieje na to, iż system kaucyjny ograniczy ich ilość, okazały się płonne. Nowe przepisy mają wejść w życie w sierpniu.
Nowa stawka od sierpnia. Ile zapłacimy?
W Olsztynie opłaty za śmieci są powiązane ze zużyciem wody, co – jak podkreślają urzędnicy – pozwoliło uszczelnić system i zmusić do płacenia choćby kilkanaście tysięcy osób, które wcześniej unikały tego obowiązku. w tej chwili stawka wynosi 11,70 zł za metr sześcienny zużytej wody. Od sierpnia ma to być 13,90 zł (wzrost o 2,20 zł).
Co to oznacza w praktyce dla przeciętnego mieszkańca?
Statystyczny olsztynianin zużywa miesięcznie około 3 mł wody. Nowa stawka przełoży się więc na opłatę w wysokości ok. 41,70 zł za osobę.
Dla porównania, w innych miastach i okolicznych gminach koszty te wyglądają następująco:
- Purda (pod Olsztynem): 43,00 zł za osobę
- Wrocław: 41,24 zł za osobę
- Lublin: 42,00 zł (domy jednorodzinne) / 39,60 zł (bloki)
Śmieci zamiast ubywać… przybywa. System kaucyjny zawodzi
Wiele samorządów liczyło na to, iż wprowadzenie systemu kaucyjnego drastycznie zmniejszy ilość odpadów z plastiku i szkła. Dane z Olsztyna pokazują jednak zupełnie odwrotny trend.
– W pierwszym kwartale tego roku odnotowaliśmy wzrost ilości odpadów ze szkła o 3 proc., a tworzyw sztucznych o 6 proc. – informuje Ewa Łukasik, dyrektor Wydziału Środowiska Urzędu Miasta Olsztyna. Ogólna masa odpadów wzrosła o 5,5 proc. rok do roku, a największe skoki odnotowano w gabarytach (wzrost o 10 proc.) oraz odpadach remontowych (aż o 13 proc.).
– Zdajemy sobie sprawę, iż zwiększenie stawki to decyzja trudna, ale nie możemy ignorować czynników ekonomicznych – komentuje zastępczyni prezydenta Olsztyna, Justyna Sarna-Pezowicz. – Narzucona nam konieczność wydzielonych frakcji i system kaucyjny nie działają tak, jak zakładał ustawodawca, a całość jest bardzo kosztowna.
Do tego dochodzą rosnące koszty firm wywozowych, które same zmagają się z podwyżkami cen paliw oraz presją płacową.
Drogi błąd mieszkańców: Plastik w brązowych pojemnikach
Jednym z głównych powodów drożejącego systemu jest niewłaściwa segregacja odpadów kuchennych (bio), które miasto zbiera z zamiarem przerobienia na biogaz i nawóz. Niestety, mieszkańcy masowo wyrzucają resztki jedzenia w tradycyjnych foliówkach.
- Zagospodarowanie tony zanieczyszczonych odpadów kuchennych: 880 zł
- Zagospodarowanie tony czystych odpadów („bezworkowych”): 300 zł
Obecnie tylko jedna trzecia odpadów bio trafia do przetworzenia po niższej cenie. Stąd dramatyczny apel urzędników. – Apelujemy do mieszkańców, aby odpady kuchenne wrzucali do brązowych pojemników luzem, bez plastikowych opakowań. Ewentualnie w opakowaniach ulegających biodegradacji – zaznacza Ewa Łukasik.
Kosztowne nowości: Tekstylia w szarych pojemnikach
Droga w utrzymaniu okazuje się również kolejna narzucona przepisami frakcja – odpady tekstylne. W tym roku w Olsztynie pojawiły się szare pojemniki na zniszczone ubrania i materiały. Koszt zagospodarowania jednej tony tekstyliów to aż 1200 zł, podczas gdy tona odpadów zmieszanych kosztuje miasto 650 zł.
Decyzję o zatwierdzeniu nowych stawek podejmą radni. Dyskusja i głosowanie nad projektem podwyżek planowane są na najbliższą, majową sesję Rady Miasta.
źródło: UM Olsztyna

4 dni temu










