Najem krótkoterminowy- w Krakowie dla jednych zmora, dla innych żyła złota. Rząd miał pomóc tym pierwszym i ograniczyć rozbuchane apetyty tych drugich. Wyszło jak zawsze.
Najem krótkoterminowy to narzędzie, którym z lubością posługuje się wielu turystów, zwłaszcza wyjeżdżających na tzw. city break. Zamiast bawić się w hotelowe rezerwacje, rezerwują mieszkania na dwa, trzy dni. Czasem siedzą w nich grzecznie, czasem bardzo niegrzecznie-denerwując zamieszkałych w pobliżu na stałe. Bo takie mieszkania na wynajem znajdują się przecież w kamienicach i blokach, gdzie są też inni lokatorzy. Najem krótkoterminowy to nie hotel, motel, czy pensjonat, które są kontrolowane i ewidencjonowane przez urzędników samorządowych. Żeby więc ukrócić nieewidencjonowaną i często uciążliwą działalność, rząd postanowił uporządkować najem krótkoterminowy.
Nowelizację przepisów zapowiedział tuż przed Wigilią Wiceminister Sportu i Turystyki, skądinąd znany w Krakowie, Ireneusz Raś. Zapowiadano, iż przepisy wejdą w życie na wiosnę i rzeczywiście będą stanowić próbę ukrócenia dzikiego i niekontrolowanego najmu krótkoterminowego, z którym walczy wiele turystycznych ośrodków, w tym i nasz Kraków. Rozpoczęły się konsultacje z branżą turystyczną, akcja była wartka, aż osłabła, bo-jak mówili znawcy tematu- jeden z koalicjantów obecnego rządu miał swoją wizję nowych przepisów i chciał być autorem, ojcem, matką i prababką sukcesu nowych regulacji. Jak często zdarza się w takich sytuacjach, dokument powstawał znacznie dłużej niż miał i Ministerstwo Sportu i Turystyki pokazało ustawę, która poza zarabiającymi na najmie krótkoterminowym nie cieszy nikogo. Zaprezentowany projekt reguluje rynek najmu krótkoterminowego kadłubowo i w zasadzie w żaden sposób nie wpływa na rozrost oferty mieszkań wynajmowanych na krótki czas. W ten sposób szumne zapowiedzi sprzed Bożego Narodzenia swój najświetniejszy moment miały w momencie, gdy je zapowiadano. Potem już wyszło jak wyszło.
Jeśli nikomu z P.T. Czytelników najem krótkoterminowy nie pomaga, ani nie wadzi, powyższa historia nie robi też na Państwu żadnego wrażenia. Ale tutaj pojawia się krakowski wątek polityczny. Oto bowiem tuż po prezentacji nowych przepisów wiceminister Raś znalazł się pod medialną lupą, jako właściciel mikrokawalerek w Łodzi, które sprzedał potem swojemu bratu, długoletniemu proboszczowi Bazyliki Mariackiej, Dariuszowi Rasiowi. Sensacja to niesłychana, bo polityk miał i sprzedał, a ksiądz nie miał, to kupił. Tak, czy siak, co bystrzejsi wywąchali aferę konfliktu interesów, no bo jak minister odpowiedzialny za uregulowanie najmu krótkoterminowego mógł go regulować, skoro miał mieszkania na najem krótkoterminowy? Podstawy logiki występują w takim rozumowaniu, ale poza podstawami wiele nie da się z niego wyciągnąć, ponieważ wszystkie te wydarzenia dzieją się na osi czasu. Tam zaś widać wyraźnie, iż najpierw Raś miał mikrokawalerki, potem je sprzedał, potem został wiceministrem, a dopiero potem pod jego kierownictwem napisano byle jaką ustawę. Ciągu przyczynowo-skutkowego między posiadaniem przez wiceministra mieszkań na wynajem jakiś czas temu, a pisaniem ustawy o tym wynajmie teraz trudno się doszukać. Ale są tacy, którzy to robią, jednak to również nie jest najciekawsze w całej historii.
Naprawdę interesujące są dwie rzeczy. Po tym jak na Ireneusza Rasia spadła już fala medialnej krytyki, zareagował Donald Tusk. Premier w swojej wypowiedzi nie zachwycał się nową regulacją, choć w konflikt interesów nie uwierzył, ale polecił koordynatorowi służb specjalnych, by na wszelki wypadek sprawdził, czy tego konfliktu rzeczywiście nie było. Krótko mówiąc, zastosowana została stara czekistowska zasada: „Ufam, ale kontroluję”. Pewnie premierowi nie chodziło o uczczenie przypadającej tydzień wcześniej setnej rocznicy śmierci autora tej maksymy Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego, ale o stworzenie wrażenia, iż w bałagan zrobiony przez podwładnych wejdzie osławiony Kierownik, który ten bałagan posprząta. Za komunikatem Donalda Tuska stoi też szczególny rodzaj sympatii, który premier ma od lat do ministra Rasia. Ale po kolei. Po pierwsze, sam fakt torpedowania przez jedno ministerstwo poczynań drugiego, byle być autorem większego sukcesu jest zgubny, choć nie jest rzeczą nie do pomyślenia, bo w różnych porządkach politycznych zdarzającą się nierzadko. Jednak, dopuszczanie do tego, by wynikające z takich działań buble prawne wypływały na światło dzienne to już gorzej, bo i naród się denerwuje i potem w mediach rządzący wychodzą na nieudaczników. To prawda, iż Jarosławowi Kaczyńskiemu zrobiła się w partii taka wyrwa, jakiej jeszcze nie było, ale to nie znaczy iż dzięki temu Koalicja Obywatelska już wygrała kolejną kadencję. Wpadki podobne do tej z najmem krótkoterminowym w tym nie pomogą.
Po drugie, wspomniany wyżej szczególny rodzaj sympatii Tuska do Rasia sięga kilkunastu lat wstecz, gdy ten ostatni wspólnie z posłami Ziemi Łódzkiej Cezarym Grabarczykiem i Andrzejem Biernatem stworzyli coś, co w mediach zyskało miano „spółdzielni”. Rzecz polegała na tym, iż szeregowi posłowie Platformy Obywatelskiej, którzy dla władz partii byli tylko maszynkami do głosowania, skrzyknęli się w kupę i powiedzieli Tuskowi, iż osobno to może nie znaczą zbyt wiele, ale razem w różnych gremiach partyjnych mają już sporo do powiedzenia. Tusk, nolens volens wciągnął ich do współrządzenia partią, a potem systematycznie dzielił i eliminował. Ale szantażu nigdy nie zapomniał. Nie zapomniał też, iż wbrew jego rekomendacji w 2010 roku jego „ulubiona” małopolska PO wybrała na regionalnego szefa właśnie Ireneusza Rasia, zamiast rekomendowanej przez premiera Róży Thun. Mniej lub bardziej otwarcie centralne władze Platformy popierały wewnętrzną opozycję wobec Rasia w Małopolsce i w 2013 r., podczas następnych wyborów wewnętrznych w partii, Raś nie wystartował, słusznie kalkulując, iż przegra. Stopniowa marginalizacja w ugrupowaniu, a potem wykluczenie z niego w 2021 r. było standardowym losem, jaki zwykle ponosili „spółdzielcy” w PO. Raś jednak założył własną partię, która stała się częścią Koalicji Polskiej pod przywództwem PSL i to z rekomendacji ludowców Ireneusz Raś został członkiem rządu. Donald Tusk prawdopodobnie najszczęśliwszy z tego powodu nie był, ale o wiceministrów z koalicjantami chandryczyć się nie zwykł. Jednak okazja nadarzyła się sama. Wiceminister firmuje swoim nazwiskiem kiepską ustawę, więc premier publicznie ruga jej przygotowanie, ministrowi w zasadzie wierzy, ale mimo wszystko zleca służbom sprawdzenie losów przygotowywania ustawy. A nuż wypłynie coś ciekawego.
Niby powyższe refleksje nie są odkrywaniem Ameryki. Niby polityczna kuchnia zawsze, lub prawie zawsze tak wyglądała, a jednak naiwniaków (jak piszący te słowa) niezmiennie dziwi, iż interes polityczny w postaci likwidacji konkurentów (nie fizycznej), czy wyścigu ministerstw, zawsze będzie ważniejszy niż mityczny interes publiczny. Niby to wszystko wiadomo, ale jednak żal, iż choćby z najmu krótkoterminowego politycy potrafią skonstruować długoterminowy niesmak.
Jakub Olech, politolog, wykładowca akademicki, Krakowianin z importu, obserwator (bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

1 godzina temu




![Szlachetna Paczka w Ostrołęce już ruszyła! [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/3-0.jpeg)




![Muzyczne Lato w Tężni: Koncert Agaty Mieszały w Rzekuniu [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/761945999_927677566288109_5042165911837767090_n.jpg)


![Nowy proboszcz powitany w parafii pw. św. Antoniego Padewskiego w Ostrołęce [ZDJĘCIA, WIDEO]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/dsc08516.jpg)