Wraz z nasilaniem się z roku na rok suszy w Polsce pojawiają się alternatywne wyjaśnienia jej przyczyn. Według Rafała Ziemkiewicza, winne są… wiatraki na morzu. Według niektórych zwolenników Grzegorza Brauna – tajemnicze amerykańskie instalacje do kontroli nad pogodą. Takie spiskowe narracje są równie wygodne, co niebezpieczne. Akceptując je, nie trzeba się bowiem mierzyć z ponurą rzeczywistością – gwałtownie postępującą zmianą klimatu i fatalnym gospodarowaniem wodą w naszym kraju.
Od ponad dwóch dekad Polska walczy z coraz większym deficytem wody. W okresie wegetacyjnym na zdecydowanej większości terytorium kraju tzw. klimatyczny bilans wodny jest ujemny. Oznacza to, iż straty związane z parowaniem (ewapotranspiracją) przewyższają ilość wody dostarczanej wraz z opadami. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest zwiększająca się częstotliwość i dotkliwość susz. Widzi to coraz więcej osób, bo po prostu nie da się nie zauważyć usychających latem drzew, trwających tygodniami bardzo niskich stanów rzek czy problemów, jakie brak wody niesie dla rolników.
Ważne, byśmy nie ulegli tu pewnej iluzji: susza jest stanem przewlekłym, trwającym miesiącami, a choćby latami. Problem ten jest co najwyżej na chwilę maskowany, ale nie znika, gdy od czasu do czasu popada deszcz. choćby jeżeli pada bardzo mocno i w części kraju mamy powódź, bo akurat zawitał do nas niż genueński. Po prostu choćby intensywne opady, o ile nie będą trwały naprawdę długo, nie są w stanie skompensować „długu wodnego”, z jakim mamy do czynienia.
- Czytaj także: Coś dziwnego dzieje się z Morzem Śródziemnym. Czeka nas powtórka z powodzi?
Coraz częściej pojawiają się też pytania o przyczyny suszy. Dlaczego woda znika z polskiego krajobrazu? Dlaczego to, co kiedyś było raczej wyjątkiem, w tej chwili jest normą?
Zmiany klimatyczne i fatalna gospodarka wodna
W rzeczywistości główne powody są dwa. Jeden to zmiana klimatu, która szczególnie gwałtownie podnosi temperatury na naszym kontynencie. (Wzrost średniej temperatury w Europie jest znacznie większy niż wzrost średniej temperatury dla całej planety.) A jedną z konsekwencji zmian klimatycznych są coraz częstsze i coraz dotkliwsze susze, nie tylko zresztą w naszym kraju. Nie jest to trudne do zrozumienia – wyższe temperatury oznaczają większe parowanie, a mała ilość śniegu w zimie – małą ilość wody z roztopów na wiosnę.
Drugi powód to niefrasobliwe, żeby nie powiedzieć skrajnie głupie, gospodarowanie w Polsce tak kluczowym zasobem, jakim jest woda. Wciąż prostujemy, pogłębiamy i betonujemy rzeki, wciąż mamy tysiące kilometrów działających rowów melioracyjnych. I wciąż zdarza nam się budować zbiorniki retencyjne tam, gdzie ich zupełnie nie potrzeba. A iż z grubsza to samo robiliśmy przez całe dekady, to teraz mamy bardzo poważny kłopot.
W wielu miejscach stworzyliśmy bowiem system, który zbyt sprawnie odprowadza wodę z opadów rzekami aż do morza, zamiast zatrzymywać ją w krajobrazie. I który świetnie obniża poziom wód gruntowych. To oczywiście nie tylko nie przeciwdziała suszy, ale ją bardzo nasila. I także dlatego zbyt rzadkie, choćby i bardzo obfite, opady nie rozwiązują problemu niedoboru wody.
Alternatywna rzeczywistość
Są jednak ludzie, którym z powodów psychologicznych i światopoglądowych trudno jest przyjąć którekolwiek z tych dwóch wyjaśnień. Musieliby przecież wtedy przyznać, iż istnieje coś takiego jak zmiana klimatu. I iż co gorsza, powodujemy ją my, ludzie. Albo iż czasem warto coś zostawić w spokoju i nie zmieniać. Bo Przyroda – choćby przy udziale bobrów lub mokradeł – sama może nas lepiej chronić przed suszą, a często i przed powodzią, niż nasze projekty i inwestycje. Krótko mówiąc, musieliby przyznać, iż różnej maści „klimatyści” i „zieloni” mają rację, przynajmniej czasami. A to by bardzo bolało.
- Czytaj także: Niedobory wody w kraju. Polska osusza się sama
Takie osoby mogą jednak znaleźć alternatywne wyjaśnienia przyczyn suszy, które nie będą naruszały spójności ich wizji świata ani komfortu psychicznego. Jedno z takich wyjaśnień podał ostatnio znany prawicowy publicysta i satyryk, a kiedyś pisarz science-fiction, Rafał Ziemkiewicz w rozmowie z Igorem Janke w „Kanale Otwartym”.
Czy polskie rzeki wysychają przez wiatraki na morzu?
Według Ziemkiewicza, za suszę w Polsce odpowiadają… wiatraki na morzu (istotny, krótki fragment zaczyna się od 1:01:55). Publicysta wspomina o naukowych opracowaniach, które widział pięć lat temu, mówiących, iż „blokowanie wiatru nad morzem skończy się suszą wewnątrz kontynentów”. Również w kontekście polskim. To właśnie wiatraki – według Rafała Ziemkiewicza – mają być powodem wysychania rzek w naszym kraju, choć winę ponoszą tu według niego nasi sąsiedzi. (Zapewne chodzi po prostu o to, iż np. Niemcy mają znacznie więcej morskich turbin wiatrowych niż Polska).
Nie wiem, jakie prace widział Ziemkiewicz pięć lat temu, ale zobaczmy, co nauka mówi na ten temat dziś. A konkretnie, przyjrzyjmy się wynikom opublikowanym w tym roku w czasopiśmie Communications Earth & Environment w artykule „Projected impacts of future offshore wind farms on coastal precipitation over the Northwest European shelf” („Przewidywany wpływ przyszłych morskich farm wiatrowych na opady na obszarach przybrzeżnych szelfu północno-zachodniej Europy”). W pracy tej pokazano, iż morskie farmy wiatrowe rzeczywiście mogą wpływać na warunki atmosferyczne, w tym na prędkość wiatru i rozkład opadów – zarówno na morzu, jak i na lądzie. Jest jednak parę „ale”.
Wpływ zbyt mały, by miał jakiekolwiek znaczenie
Po pierwsze, wyraźne zmiany w ilości opadów na lądzie pojawiają się dopiero w hipotetycznym póki co scenariuszu „maksymalnym”, w którym w pełni wykorzystuje się potencjał rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Oznacza to np. budowę na Morzu Północnym farm wiatrowych o łącznej mocy co najmniej 260 GW, co stanowiłoby wtedy – za ponad dwie dekady – ponad 85 proc. mocy morskich turbin wiatrowych w Unii Europejskiej.
(Zarówno dziś, jak i w przyszłości, większość morskich wiatraków w Europie będzie znajdowała się właśnie w rejonie Morza Północnego. Jednak w omawianej tu pracy jak najbardziej uwzględniono też istniejące i planowane farmy wiatrowe na Bałtyku i ich wpływ na pogodę.)
Modelowanie przewiduje, iż w takim scenariuszu, po 2050 roku, opady zmniejszą się o 10–12 proc. w przybrzeżnych regionach Niemiec, Holandii i Wielkiej Brytanii oraz o ponad 15 proc. w niektórych częściach Jutlandii w Danii. To całkiem sporo, ale choćby w tym skrajnym scenariuszu modelowany wpływ farm wiatrowych na opady w Polsce byłby niewielki, znacznie mniejszy niż w przypadku wybrzeży Morza Północnego. Co więcej, nie byłby on jednoznacznie ujemny: w niektórych częściach Polski opadów byłoby mniej, a w innych — więcej.
Wreszcie — i jest to tutaj najważniejsze — jesteśmy na razie bardzo daleko od tego maksymalnego scenariusza. W 2023 roku w całej Europie morskie farmy wiatrowe miały łącznie moc ok. 34 GW, z czego 19 GW przypadało na kraje Unii Europejskiej. Autorzy cytowanej pracy piszą wprost: „Nasze wyniki pokazują, iż istniejące farmy wiatrowe w scenariuszach na lata 2023 i 2030 wywierają niewielki wpływ na opady, przy czym efekty te występują przede wszystkim na obszarach morskich” (tłum. własne).
Jak w starym dowcipie o agencji TASS
Podsumowując, choćby bardzo duża, hipotetyczna rozbudowa morskiej energetyki wiatrowej daje w modelu niewielki i niejednoznaczny efekt na opady w Polsce. Zaś w tej chwili istniejące farmy wiatrowe mają wpływ na deficyt wody w Polsce zupełnie pomijalny w porównaniu z innymi czynnikami. Widzicie więc, iż z prawdą u Ziemkiewicza jest trochę tak, jak w słynnym kawale o wiarygodności radzieckiej agencji informacyjnej TASS – nie w Moskwie, ale w Leningradzie, nie samochody, ale rowery, i nie rozdają, ale kradną.
A w jaki sposób wiatraki na morzu mogą wpływać na warunki atmosferyczne? O komentarz poprosiliśmy fizyka atmosfery, prof. Szymona Malinowskiego:
„Tylko niewielka część energii kinetycznej wiatru jest przez turbiny wiatrowe zamieniana w energię elektryczną. Dużo większa ulega rozpraszaniu w postaci turbulencji, która zmienia strukturę tak zwanej atmosferycznej warstwy granicznej w cieniu aerodynamicznym farmy wiatrowej, sięgającym kilkudziesięciu kilometrów. O ile nad lądem zimą turbulencja w śladzie pozwala zmniejszyć prawdopodobieństwo przymrozków i pokrywę śnieżną (skutek ocieplenia warstwy przygruntowej przez wymieszanie z cieplejszymi warstwami leżącymi wyżej), o tyle nad morzem mieszanie może wprost doprowadzić do wzrostu parowania.”
Natomiast twierdzenia Ziemkiewicza Malinowski kwituje następująco:
„Nie wiem, jakie prace naukowe Pan Ziemkiewicz czyta, ale jest szereg bardzo dobrych czasopism naukowych, takich jak „Boundary–Layer Meteorology”, „Atmospheric Environment” czy kilka innych, w których można znaleźć setki artykułów z wynikami badań na temat wpływu farm wiatrowych na warunki meteorologiczne. Istnieją zaskakujące efekty związane z farmami, na ogół o zasięgu lokalnym, ale zrozumienie ich wymaga przynajmniej podstaw wiedzy o turbulencji atmosferycznej. Niestety, często wyrwane z kontekstu zdania z takich prac są bez zrozumienia podchwytywane i rozpowszechniane, wprowadzając w błąd odbiorców. Gdyby red. Ziemkiewicz, którego poznałem, gdy prowadził program telewizji śniadaniowej TVP, w którym zdarzało mi się tłumaczyć widzom interesujące aspekty meteorologii i klimatologii, chciał skonsultować swoje poglądy w tym zakresie, służę swoją wiedzą.”
Góralska prawda trzeciego typu
Krótko mówiąc, to, co twierdzi Ziemkiewicz o wiatrakach i suszy, to i sprytna manipulacja, i przykład tzw. trzeciej prawdy ks. Tischnera. Lub, jak wolicie, bullshitu. Nie powinno nas to zbytnio dziwić. W końcu pojęcie „risercz ziemkiewiczowski” – ironiczne określenie na powierzchowne, niedbale sprawdzone lub zmyślone fakty i statystyki, nie wzięło się znikąd. Tym bardziej jeżeli chodzi o klimat, Rafał Ziemkiewicz jest przecież dobrze znany z groteskowych wypowiedzi. Już w 2014 został nominowany w plebiscycie „Klimatyczna Bzdura Roku”, organizowanym przez portal Nauka o Klimacie, bo twierdził m.in., iż dwutlenek węgla odpowiada za zaledwie 3 proc. efektu cieplarnianego, a emisje antropogeniczne są marginalne w porównaniu do działalności wulkanów. Zajął drugie miejsce, ale przegrał z nie byle kim, bo z samym Zbigniewem Ziobro, wygrał zaś z Korwinem-Mikke (trzecie miejsce). Możliwe, iż za tegoroczną wypowiedź o wiatrakach i suszy Ziemkiewicz ma szansę na kolejną nominację.
Co ciekawe, Rafał Ziemkiewicz powołuje się na wyniki badań tam, gdzie jest to dla niego wygodne, choć jak widzieliśmy, to co mówi nauka wcale nie potwierdza tez publicysty. Natomiast gdy ta sama nauka, te same czasopisma podają prawdziwe dane i fakty o zmianie klimatu, Ziemkiewicz je ignoruje. Wygląda też na to, iż publicysta ma taki stosunek do prawdy, jaki mieli francuscy postmoderniści: obiektywnej prawdy nie ma, są tylko narracje. A dla większości prawicy – tak w Polsce, jak i w USA, skąd polska prawica dość bezkrytycznie czerpie wzorce – jednym z podstawowych elementów narracji i światopoglądowego credo jest właśnie negowanie zmiany klimatu. Albo przynajmniej tego, iż powoduje ją człowiek. Fakty i rzeczywistość nie mają przy tym żadnego znaczenia.
Susza a sterowanie pogodą
Nie tylko Rafał Ziemkiewicz rozpowszechnia pseudonaukowe, spiskowe narracje na temat przyczyny suszy w Polsce. Robi to też środowisko Grzegorza Brauna. Kilka miesięcy temu Jakub Wiech udostępnił film, na którym pewien rolnik mówi, iż susza w naszym kraju może mieć związek z „bazowaniem tutaj wojsk amerykańskich i umową Mercosur”. Dlaczego? Ano podobno dlatego, iż Amerykanie sterują pogodą, czego „dowodem” ma być „fakt”, „że w czasie wojny USA i Izraela z Iranem «zostały uszkodzone amerykańskie instalacje»…” (w domyśle: służące właśnie do kontroli pogody) i „Iran przestał cierpieć na deficyty wody, spadł deszcz”. Jest to fragment pytania – prośby, którą ów człowiek zadaje na żywo Grzegorzowi Braunowi, mówiąc na końcu: „czy coś wiemy na ten temat, czy są jakieś oficjalne…” W tym miejscu wcina się Braun: „proszę Pana, nie będę miał ani jasnej, przekonującej odpowiedzi, ani nie będę miał planu przeciwdziałania, o ile nie weźmiemy władzy”.
Mamy tu dodatkowo wątek antyamerykański. A konkretnie negatywny stosunek do obecności oddziałów armii USA w naszym kraju, który jakoś niespecjalnie dziwi u zwolenników jawnie prorosyjskiego polityka, jakim jest Braun.
Możemy się śmiać, ale problem jest bardzo poważny
Możemy śmiać się z tych mniej lub bardziej groteskowych teorii na temat suszy w Polsce. Albo zupełnie nimi nie przejmować, pamiętając o tym, iż np. taki Rafał Ziemkiewicz to przecież bardzo inteligentny troll, który lubi szokować, skupiać na sobie uwagę, a nade wszystko, wkurzać „mainstream”, lewaków i szeroko rozumiane „środowisko Gazety Wyborczej”. I który prawdopodobnie doskonale wie, iż opowiada bzdury.
Tyle iż zawsze znajdą się ludzie, którzy w te bzdury uwierzą. Tak jak najwyraźniej wierzy w narrację o sterowaniu przez Amerykanów pogodą w Polsce cytowany wcześniej rolnik – zwolennik Grzegorza Brauna. Jest to bardzo niebezpieczne. Po pierwsze dlatego, iż im więcej będzie takich osób, tym trudniej będzie walczyć z egzystencjalnym zagrożeniem dla Polski, jakim jest nasilający się niedobór wody.
- Czytaj także: Polityka wodna jak za Gierka? „Betonujmy, osuszajmy, regulujmy”
Gorzej nawet. Narracja Ziemkiewicza – jeżeli tylko wystarczająco dużo osób ją „kupi”, zwiększa też ryzyko „Polexitu”, do którego może dojść szybciej niż nam się wydaje. No bo według tej opowieści, „absurdalna unijna polityka klimatyczna” to nie tylko niepotrzebnie wysokie ceny energii. To także zamach na polskie zasoby wody, zbrodniczy spisek przeciwko Polsce i polskiemu rolnictwu.
Co naprawdę mają wspólnego wiatraki i susza?
Na koniec jeszcze jedno. Prawdziwy paradoks polega na tym, iż gdybyśmy na całym świecie turbin wiatrowych na morzu postawili odpowiednio dużo i zrobili to odpowiednio wcześnie, niższe byłby globalne emisje CO2. I nasze problemy z suszą byłyby dziś mniejsze. Podobnie jeżeli chodzi o budowanie elektrowni atomowych, instalacji fotowoltaicznych czy farm wiatrowych na lądzie, i o inne sposoby redukcji emisji gazów cieplarnianych.
Prawdą jest też, iż istnieją urządzenia do (pośredniego) wpływania na pogodę – w pewnym sensie. Takim urządzeniem jest każda elektrownia węglowa czy gazowa, każdy samolot i samochód. I wiele, wiele innych maszyn i urządzeń emitujących gazy cieplarniane, których nadmierna koncentracja w atmosferze gwałtownie zmienia klimat, a zatem i pogodę praktycznie w każdym zakątku naszej Planety.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/fokke baarssen

2 godzin temu




![Ruszyło koszenie brzegów Nysy Szalonej [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/08/Nysa-Szalona-koszenie-brzegow-2026.08.24-5.jpg)





_20260825071329.webp)



