Czy rozłam w PiS to dobre wieści dla Tuska?

7 godzin temu

Odkąd prezes Jarosław Kaczyński postanowił zająć się pogrzebem własnej partii i swojej legendy, praktycznie żaden inny temat nie przebija się w debacie publicznej. Taki stan rzeczy nie może być zaskakujący, w końcu ponad 20 lat trwa wojna POPiS-owa i prawie tyle samo czasu cała polityka skupiała się wyłącznie na tym konflikcie. Przed 2005 rokiem obie partie i ich liderzy zapewniali, iż po wyborach stworzą wielką koalicję, by ostro zabrać się do pracy. Pierwszy poważny sygnał, iż to się nie ma prawa udać pojawił się po przegranych przez Donalda Tuska wyborach prezydenckich.

I rzeczywiście się nie udało, ale za to udało się coś innego, czego Polska jeszcze nie widziała. Powstała i utrwaliła się taka polaryzacja na scenie politycznej, którą da się porównać tylko z wojną pomiędzy kibicami. Działało to na bardzo prostej, ale toksycznej zasadzie, cokolwiek powiedział lub zrobił PiS, PO histerycznie się temu sprzeciwiała i odwrotnie. Wypada jednak zauważyć, iż na polaryzacji przez ponad 8 lat korzystała wyłącznie Platforma Obywatelska i co więcej Donald Tusk po kolejnych 8 latach wrócił do władzy dzięki tej samej polaryzacji. Straszenie PiS i wieczne odwoływanie się Jarosława Kaczyńskiego, a także innych „szatanów”, jak Antoni Macierewicz, czy Zbigniew Ziobro, to nieśmiertelne i tak naprawdę jedyne narzędzia polityczne, jakimi posługuje się lider „koalicji 13 grudnia”.

W gorącej atmosferze wewnętrznych sporów i rozłamu PiS, mało kto zauważył, iż schadenfreude Donalda Tuska i całej Koalicji Obywatelskiej wcale nie eksplodowało. Wydaje się to wręcz nieprawdopodobne, iż po 20 lat wyczekiwania na „koniec PiS”, najwięksi wrogowie nie triumfują, a co najwyżej posyłają drobne złośliwości. Czym to wytłumaczyć? Psychologią i politycznym interesem! Stara anegdota prawnicza jest doskonałym wyjaśnieniem pozornie niezrozumiałej reakcji Koalicji Obywatelskiej. Pewnego dnia do kancelarii wbiega podekscytowany adwokat i od progu krzyczy: „Tato wygrałem w sądzie sprawę, którą ty prowadziłeś 20 lat!”. Ojciec ukrywa twarz w dłoniach i załamany krzyczy: „Głupcze! Z czego teraz będziemy żyli przez kolejne dwadzieścia lat?”

Z czego Donald Tusk będzie teraz żył? W zaistniałych okolicznościach strasznie PiS-em traci jakikolwiek sens. choćby przy użyciu prymitywnej propagandy nie da się pogodzić całkowicie sprzecznych komunikatów o „końcu PiS” i zagrożeniu dla: demokracji, konstytucji i Polski, ze strony „skończonego” PiS. Zupełnie nowa sytuacja i nie wygląda na to, aby Koalicja Obywatelska była na nią przygotowana, chociaż zdecydowanie powinna być, bo tak ostry konflikt w PiS wisiał niczym strzelba w pierwszym akcie sztuki teatralnej. Gdy strzelba Czechowa wystrzeliła, pojawił się syndrom sztokholmski, odwieczny wróg nie umie się odnaleźć i cierpi razem PiS i to wcale nie koniec, tylko początek skali problemów. Wraz z radykalnym osłabieniem niedawnego monopolisty po prawej stronie sceny politycznej, ostatecznie została pogrzebana doktryna „od nas nic na prawo”.

Rząd i partia Donalda Tuska również są w kryzysie i to głębokim, co dobitnie pokazała „afera szpitalna”. Koalicja Obywatelska pożarła „przystawki”, ale sama niespecjalnie urosła i nieustannie musi się mierzyć z krytyką wszystkich partii opozycyjnych. Tusk będzie musiał teraz walczyć z dwoma Konfederacjami, osłabionym PiS udającym trzecią Konfederację i z nowym bytem politycznym, jaki bezwątpienia do życia powoła Mateusz Morawiecki. Problem w tym, iż do walki potrzebna jest broń, a jedyna broń w arsenale Donalda Tuska to polaryzacja, która w tej chwili ma mniej więcej taką samą siłę rażenia, jak kawaleria w czasie II Wojny Światowej. Do boju ruszają zmechanizowane odziały, tymczasem Donald Tusk dalej atakuje ostrogami Roman Giertycha, by ten pobudzał „Silnych razem”. Ciężkie czasy przyszły nie tylko dla PiS, ale i dla KO, bo oni są jak Kargul i Pawlak, osobno nie istnieją.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału