Czy powinniśmy dokarmiać ptaki zimą? Prof. UPP wyjaśnia

2 godzin temu

W ostatnim czasie Polska doświadcza dawno niespotykanych mrozów, z temperaturami spadającymi miejscami poniżej -20 st. C. Takie warunki skłaniają wielu z nas do regularnego dokarmiania ptaków. Wydaje nam się, iż w ten sposób pomagamy im przetrwać zimę. Czy jednak rzeczywiście powinniśmy to robić? Okazuje się, iż nie jest to tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.

Za oknem widzimy ptaki siedzące na bezlistnych gałęziach drzew, skaczące po parapetach. W głowie pojawia się jedna myśl: jest zimno, a do tego są głodne. U wielu z nas rodzi się wtedy uczucie współczucia – my siedzimy w ciepłym domu, mamy jedzenie, a one marzną i mogą nie mieć dostępu do pokarmu. Ziemia jest zmarznięta, leży śnieg – czy ptaki przeżyją zimę?

Troska o naszych „skrzydlatych braci”

Choć w ostatnich latach, na skutek globalnego ocieplenia, zimy stały się cieplejsze, nie oznacza to, iż zawsze tak będzie. Zima wciąż kojarzy się więc z koniecznością dokarmiania ptaków, bo – jak sądzimy – inaczej sobie nie poradzą. Karmniki, kule tłuszczowe czy rozsypany słonecznik mają być wyrazem naszej troski i empatii wobec „skrzydlatych braci” w najtrudniejszej porze roku.

Ptaki dokarmiane są w wielu krajach świata. Jak podaje ukpetfood.org, badania pokazują, iż w Wielkiej Brytami aż 58 proc. gospodarstw domowych dokarmia ptaki. Liczba ta jwskazuje na głęboko zakorzenioną potrzebę wspierania lokalnej fauny. Analizy wykazują też, iż dokarmianie do nie tylko domena osób starszych, ale też tych młodszych.

Podobne statystyki dotyczą naszego kraju. Na stronie GoodOnePR czytamy, iż aż 55 proc. Polaków przyznaje, iż w okresie jesienno-zimowym regularnie dokarmia dziko żyjące ptaki. Dla większości z nas powodem są właśnie nasze dobre intencje. Po prostu chcemy, żeby ptakom było w tym okresie lżej.

Czy naprawdę powinniśmy dokarmiać ptaki?

Pamiętajmy przy tym, iż ptaki pojawiły się na Ziemi miliony lat temu – na długo przed człowiekiem. W przeszłości ludzie nie dokarmiali ptaków, a jeżeli już, robili to głównie po to, by ułatwić sobie polowanie na nie.

W końcu ingerujemy przecież w przyrodę, która dobrze radzi sobie bez nas. Czy musimy więc dokarmiać ptaki?

– Najuczciwsza odpowiedź brzmi: nie musimy. Ale jeżeli już, to interwencyjnie i mądrze – odpowiada zoolog, dr hab. Piotr Tryjanowski, prof. Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, zapytany przez SmogLab.

Ornitolodzy podkreślają, iż dodatkowe jedzenie w okresie zimowym nie zawsze jest potrzebne. Wręcz może to przynieść więcej szkód niż pożytku. Kiedy możemy dokarmiać ptaki, by robić to mądrze?

– Dokarmianie ma uzasadnienie głównie w okresie realnych niedoborów – mróz, śnieg, zlodzenie – a nie dlatego, iż zima jest w kalendarzu – odpowiada prof. Tryjanowski.

Naukowiec zwraca uwagę, iż dokarmianie powinno być ograniczone w czasie. Najlepiej zaczynać późną jesienią, po pierwszych mrozach i kończyć wczesną wiosną, gdy ptaki wracają do pokarmu naturalnego (w tym owadów).

Szkodliwa „dopłata energetyczna”

Dokarmiając ptaki, możemy pomóc jednemu gatunkowi, a jednocześnie zaszkodzić innym. Sikory, kowaliki czy dzięcioły, to te gatunki, którym nic nie zagraża. Ich liczebność utrzymuje się na stałym poziomie od lat. Pomagając ptakom możemy doprowadzić do zwiększenia populacji danego gatunku, szkodząc tym samym innemu.

Chodzi o to, iż wiele ptaków wędrownych, podejmujących trud dalekich migracji do Afryki czy Azji, walczy z coraz większą konkurencją po powrocie na lęgowiska. Zajęte wcześniej dziuple i terytoria mogą oznaczać dla nich przegraną w walce o miejsce do rozrodu. To problem, który nie dotyczy tylko Polski, ale całej Europy, wręcz całej strefy umiarkowanej.

– Nieco paradoksalnie dokarmianie działa jak stała „dopłata energetyczna”. Zwiększa przeżywalność części osobników, potrafi też przesuwać skład gatunkowy w stronę ptaków, które najlepiej korzystają z karmników (zwykle pospolite, oportunistyczne: sikory, wróble, kowaliki itp.). To może oznaczać większą konkurencję dla gatunków, które z karmnika korzystają słabiej albo wcale.

Pytamy poznańskiego zoologa, czy w ten sposób możemy doprowadzić mówiąc wprost do „rozpasania” populacji?

– Rozpasanie jest oczywiście pewnym skrótem myślowym. W praktyce część kosztów pojawia się gdzie indziej. Ryzyko chorób rośnie, bo karmnik skupia wiele ptaków w jednym miejscu – to klasyczny mechanizm dla patogenów – odpowiada Tryjanowski.

To jednak nie wszystko.

– Ryzyko drapieżnictwa też rośnie, bo karmnik jest „bufetem”, który ułatwia polowanie (krogulec, koty). W polskich warunkach (nasze badania) pokazano to eksperymentalnie na 52 stanowiskach w zachodniej Polsce: karmniki zwiększały liczbę drobnych ptaków, a za nimi pojawiali się drapieżnicy – zwraca uwagę prof. Tryjanowski.

Dokarmianie nie rozwiązuje problemu

Co do ptaków – prawdziwym problemem jest np. stosowanie pestycydów zabijających owady, które są ich pokarmem. – Tu intuicja jest dobra: kryzys wielu gatunków nie wynika z tego, iż zimą głodują, tylko z tego, iż w okresie lęgowym brakuje im bazy pokarmowej (owadów) i siedlisk. A chemizacja i uproszczenie krajobrazu rolnego to istotny element tej układanki – odpowiada nasz rozmówca. – jeżeli ktoś nie chce dokarmiać, to nie jest to „zaniedbanie przyrody” – dodaje.

Ograniczenie chemizacji rolnictwa to jedno. Pozostawianie dzikich fragmentów ogrodu, tworzenie rezerwatów, ochrona siedlisk, mokradeł, sadzenie drzew i krzewów śródpolnych – to są działania, które bardziej pomogą ptaków niż samo dokarmianie ich zimą.

– Zimowy słonecznik nie odrobi letnich strat owadów. Co więcej, jeżeli dokarmianie trwa za długo, ptaki mogą częściej wybierać łatwe kalorie zamiast pełnowartościowego pokarmu naturalnego, co eksperci obrazowo porównują do „chipsów zamiast warzyw” – zwraca uwagę prof. Tryjanowski. – jeżeli więc myśleć o „rekompensacie”, to skuteczniejsza jest zmiana praktyk, a dokarmianie traktowałbym co najwyżej jako pomoc doraźną w trudnych tygodniach – zaleca.

Zdjęcie tytułowe: Shutterstock/Artush

Idź do oryginalnego materiału