Budowa nowej Hali Lodowej była głównym tematem posiedzenia ostatniej Komisji Budżetowej Rady Miasta Nowy Targ. Przedmiotem obrad był apel stanowiący odpowiedź na petycję MMKS Podhale Nowy Targ, w którym radni mieli wyrazić poparcie dla działań burmistrza na realizację inwestycji.
W uzasadnieniu podkreślono znaczenie nowego obiektu dla zachowania hokejowego dziedzictwa miasta oraz dalszego rozwoju sportów lodowych. Wskazano również, iż w strukturach MMKS Podhale trenuje w tej chwili około 290 zawodników skupionych w 12 grupach szkoleniowych, a budowa kompleksu z dwiema taflami lodowymi ma być kluczowa dla dalszego rozwoju tej dyscypliny.
Szybko okazało się jednak, iż sama potrzeba poprawy warunków dla hokeja nie budzi większych kontrowersji. Znacznie więcej emocji wzbudziły koszty przedsięwzięcia oraz odpowiedź na pytanie, czy Nowy Targ rzeczywiście stać na inwestycję tej skali.
183 miliony złotych na początek
Jak poinformowano podczas posiedzenia, pierwszy etap inwestycji obejmujący budowę głównej hali oraz tafli treningowej został oszacowany na około 183 mln zł brutto.
To właśnie ta kwota zdominowała dyskusję.
Radny Jan Sięka wielokrotnie podkreślał, iż nie neguje problemów obecnej hali ani potrzeby rozwoju sportów lodowych, ale ma poważne wątpliwości dotyczące proponowanego rozwiązania.
– To jest Komisja Budżetowa. Naszym zadaniem jest patrzeć również na stronę finansową. Mówimy o inwestycji, której wartość jest porównywalna z rocznym budżetem inwestycyjnym miasta – argumentował.
Burmistrz Grzegorz Watycha zaznaczył, iż realizacja inwestycji byłaby możliwa wyłącznie przy pozyskaniu znaczącego dofinansowania zewnętrznego.
Podczas dyskusji wskazywano, iż maksymalna możliwa wysokość wsparcia mogłaby wynieść około 70 mln zł. Zdaniem Sięki oznacza to, iż choćby przy najbardziej korzystnym scenariuszu miasto będzie musiało znaleźć dziesiątki milionów złotych wkładu własnego.
– Jeżeli dostaniemy dofinansowanie, nie będzie już odwrotu. Trzeba będzie wyłożyć pozostałe środki z budżetu miasta. Pytanie brzmi: kosztem jakich innych inwestycji? – pytał.
„Koło zamachowe gospodarki”
Zwolennicy inwestycji przekonywali, iż nowy obiekt będzie nie tylko służył hokejowi, ale stanie się również impulsem rozwojowym dla całego miasta.
Burmistrz Grzegorz Watycha stwierdził, iż Arena Lodowa mogłaby stać się wręcz „kołem zamachowym” lokalnej gospodarki, przyciągając wydarzenia sportowe, turystów oraz generując dodatkowy ruch dla branży hotelarskiej, gastronomicznej i usługowej. Wtórowała mu radna Agata Michalska.
W podobnym tonie wypowiadali się przedstawiciele środowiska hokejowego, którzy przekonywali, iż nowoczesny obiekt będzie magnesem dla imprez sportowych, wydarzeń międzynarodowych oraz przedsięwzięć komercyjnych.
Hala zarobi sama na siebie?
Najwięcej emocji wywołała dyskusja dotycząca przyszłych przychodów obiektu.
Zwolennicy budowy obiektu takich rozmiarów przekonywali, iż hala będzie generować dochody z wynajmu lodu, ślizgawek, parkingów, powierzchni komercyjnych, koncertów, wydarzeń sportowych, a choćby rewii i widowisk.
Jan Sięka konsekwentnie domagał się jednak konkretnych wyliczeń.
– Chciałbym zobaczyć realny biznesplan. Interesują mnie liczby, a nie najbardziej optymistyczne założenia – podkreślał.
Wśród prezentowanych wyliczeń pojawiło się między innymi założenie sprzedaży lodu przez około 10 godzin dziennie po stawce około 1000 zł za godzinę. To wzbudziło spore kontrowersje. Wskazywano również na potencjalne dochody z organizacji koncertów, wydarzeń komercyjnych, ślizgawek czy wynajmu powierzchni handlowych.
Sięka zwracał uwagę, iż przy inwestycji wartej blisko 200 mln zł nie można opierać kalkulacji wyłącznie na najbardziej optymistycznych scenariuszach.
– Musimy wiedzieć, co stanie się wtedy, gdy nie uda się sprzedać lodu przez dziesięć godzin dziennie, gdy nie będzie koncertów albo gdy frekwencja okaże się niższa od zakładanej – argumentował.
W pewnym momencie dyskusja zaczęła koncentrować się wokół kolejnych potencjalnych źródeł dochodu: koncertów, rewii, ślizgawek, parkingów czy wynajmu powierzchni komercyjnych. Nie przedstawiono jednak szczegółowych analiz pokazujących, jak często tego typu wydarzenia mogłyby odbywać się w Nowym Targu i jakie realne wpływy byłyby w stanie wygenerować.
A może istnieje tańsze rozwiązanie?
Radny Sięka wielokrotnie pytał również, czy przed przedstawieniem projektu Areny Lodowej za 183 mln zł przeanalizowano alternatywne warianty rozwiązania problemów zgłaszanych przez środowisko hokejowe.
– Skoro głównym problemem jest brak drugiej tafli, to chciałbym zobaczyć także inne warianty. Ile kosztowałaby budowa drugiej tafli? Ile kosztowałaby modernizacja obecnego obiektu? – pytał.
Przedstawiciele środowiska hokejowego odpowiadali, iż ich zdaniem takie rozwiązania nie są realne. Wskazywali na ograniczenia konstrukcyjne obecnej hali, brak możliwości dalszej rozbudowy oraz przestarzałą infrastrukturę.
Andrzej Słowakiewicz przekonywał, iż obecny obiekt nie spełnia współczesnych wymagań organizacji wydarzeń sportowych i nie daje możliwości dalszego rozwoju. Agata Michalska wskazywała na przestarzałe rozwiązania techniczne, problemy z komfortem kibiców oraz wysokie koszty eksploatacji starego budynku.
Burmistrz Watycha dodawał, iż hala pozostanie obiektem starym niezależnie od kolejnych modernizacji, a jej lokalizacja dodatkowo utrudnia dalszy rozwój.
Poparcie mimo wątpliwości
Ostatecznie Komisja Budżetowa pozytywnie – choć nie jednogłośnie – zaopiniowała apel popierający działania burmistrza zmierzające do budowy Hali Lodowej.
Dyskusja pokazała jednak wyraźnie, iż choć większość uczestników zgadza się co do potrzeby rozwoju infrastruktury dla sportów lodowych, to znacznie mniej jednoznaczne są odpowiedzi na pytania dotyczące ekonomicznego sensu przedsięwzięcia.
Bo jeżeli największym problemem jest dziś brak drugiej tafli lodowej, to podczas posiedzenia nie padła odpowiedź, dlaczego jedynym rozważanym rozwiązaniem ma być inwestycja za blisko 200 mln złotych. Nie przedstawiono również alternatywnych wariantów ani analiz pokazujących, iż tańsze rozwiązania zostały wcześniej odrzucone.
Jak podkreślał Jan Sięka, przy inwestycji tej skali najważniejsze znaczenie mają nie tylko marzenia o nowoczesnym obiekcie, ale przede wszystkim odpowiedź na pytanie, ile ostatecznie będzie kosztować mieszkańców jego budowa i późniejsze funkcjonowanie.
– Nie chcę wrzucić miasta na minę – podsumował radny.
W podobnym tonie dyskusje zakończył radny Maciej Fryźlewicz.
Osobnym i niestety mało chlubnym wątkiem posiedzenia było zachowanie części radnycH. Trudno było nie odnieść wrażenia, iż dla niektórych wynik głosowania był przesądzony jeszcze przed rozpoczęciem dyskusji. W trakcie debaty wielokrotnie pojawiały się głosy nawołujące do jej zakończenia, a momentami można było odnieść wrażenie, iż część uczestników bardziej niż odpowiedziami na pytania dotyczące inwestycji wartej blisko 200 milionów złotych była zainteresowana jak najszybszym przeprowadzeniem głosowania i zakończeniem posiedzenia. Padły choćby argumenty, iż dalsza dyskusja nie ma większego sensu, skoro każdy i tak zagłosuje zgodnie z wcześniej podjętą decyzją. Trudno nie uznać takiego podejścia za niepokojące. Rolą Komisji Budżetowej nie jest bowiem mechaniczne podnoszenie ręki podczas głosowania, ale szczegółowa analiza kosztów, ryzyk i konsekwencji finansowych podejmowanych decyzji. Tym bardziej, gdy mowa o jednej z największych inwestycji w historii miasta.
Maciej Zubek












