Czy sport może pomagać przyrodzie, zamiast jej szkodzić? W dzisiejszych czasach to zasadne pytanie z uwagi na to, jak współczesna cywilizacja odciska swoje piętno na środowisku naturalnym.
Przykładem, którym ostatnio zajął się Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu (UPP), jest gra w golfa. Wokół tej dyscypliny coraz częściej toczy się właśnie taka debata, ale eksperci studzą entuzjazm. Okazuje się, iż o wpływie rekreacji na środowisko decydują przede wszystkim lokalizacja, skala i sposób użytkowania terenu, a nie sama dyscyplina.
Oto paradoks. Coraz bardziej świadomi ekologicznie konsumenci przyglądają się uważnie wpływowi produkcji, transportu, a choćby hodowli zwierząt, ale kiedy przychodzi do wypoczynku i sportu, nasze zainteresowanie znacznie się zmniejsza. Akceptujemy tłumne maratony, głośne mecze i jeszcze głośniejsze wyścigi żużlowe oraz samochodowe. A gdy przychodzi do wskazania dyscypliny sportu obciążającej środowisko, wielu wskazuje właśnie na golfa.
Wbijanie piłeczki na łonie natury
Kiedy patrzymy na golf, roztacza się przed nami sielski krajobraz z trawą, rosnącymi gdzieniegdzie drzewami i krzewami, czasem słychać ptaki. No i gracze, którzy w spokoju i ciszy koncentrują się na wbiciu białej piłeczki do niewielkiego dołka. Wydaje się więc, iż golf nie ma negatywnego wpływu na środowisko. I gdyby cały świat ograniczył się tylko do gry w golfa, to przyroda by zyskała.
Ten sport narodził się w Szkocji, a za pierwsze pola golfowe służyły tradycyjnie użytkowane przez owce łąki, a więc tereny otwarte, trawiaste, z rosnącymi tu i ówdzie drzewami.
– To właśnie takie krajobrazy przyciągały i przyciągają ptaki. Krótka trawa to raj dla drozdów, skowronków czy pliszek – gatunków polujących na owady skrywające się w runi* – podkreśla w komunikacie prasowym prof. Piotr Tryjanowski z Katedry Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, specjalizujący się od kilku dekad w badaniach krajobrazu rolniczego.
* Runia (a dokładniej: ruń) to niska warstwa roślinności, składająca się głównie z traw, ziół, koniczyny i mchów.
Przyjazne dla środowiska? Odpowiedź nie jest czarno-biała
Co ciekawe, choćby dziś sztucznie utrzymywane pola golfowe, jakby nie patrzeć, mogą pełnić funkcję zbliżoną do tradycyjnych pastwisk. Jednak pojawia się pytanie, które naukowcy stawiają coraz głośniej: czy pola golfowe są dla przyrody szansą, czy zagrożeniem? Odpowiedź, jak się okazuje, nie jest czarno-biała.
Badania opublikowane w czasopiśmie Landscape and Urban Planning dają dość interesujący obraz sytuacji. Obejmują one nie tylko pola golfowe w miejscach o łagodnym, wilgotnym klimacie, jak Anglia czy Szkocja, ale także w Nowym Meksyku i Kalifornii. Tam pola golfowe, dzięki sztucznym zbiornikom i zieleni, stają się oazami dla ptaków wodnych. Są miejscami, gdzie bez nich ptaki mogłyby liczyć jedynie na rzadkie naturalne źródła wody. Ich przetrwanie podczas przedłużającej się suszy mogłoby stanąć pod znakiem zapytania.
Pojawia się jednak haczyk. Te ptaki to przede wszystkim gatunki przystosowane do środowiska człowieka, czyli rudziki, wróble, gołębie i inne tzw. „urban adapters”. Gatunki zagrożone? Siedliska szczególnie ważne dla ochrony? Tutaj pola golfowe, zresztą podobnie jak wszystkie analizowane siedliska stworzone przez człowieka, zawodzą.
Na szczęście właściciele pól golfowych w dzisiejszych czasach są świadomi konieczności ochrony przyrody i nie chcą, by ich obiekty były dla niej szkodliwe. Odpowiedzią jest wykorzystywanie rodzimej roślinności, a w naszych szerokościach geograficznych także sąsiedztwo lasów i mokradeł. Pola golfowe, które zachowały znaczne powierzchnie naturalnych lasów czy mokradeł, mogą być siedliskami porównywalnymi choćby z chronionymi obszarami przyrodniczymi.
- Czytaj także: Mózg na wypasie. Tak owce pomagają naszemu zdrowiu psychicznemu
A co z innymi dyscyplinami?
Golf to tylko jedna z wielu dyscyplin sportowych. Co z pozostałymi? Jakie, oprócz golfa, dyscypliny sportowe mogą być uprawiane bez szkody dla przyrody, a choćby ją wspierać? Może jeździectwo albo kolarstwo? Biorąc pod uwagę aktywność na łonie natury, warto przyjrzeć się właśnie tym dwóm dyscyplinom. Wydaje się, iż sprawa powinna być prosta i oczywista. Golf akurat w Polsce nie jest popularny, ale jeździectwo i kolarstwo już tak. Coraz więcej osób chce pojeździć konno czy rowerem przez lasy i pola.
– Z mojej perspektywy wszystko zależy od proporcji, a ściślej, bardziej fachowo – od pojemności rekreacyjnej danego terenu. Prawie każda forma rekreacji w przyrodzie jest jakąś presją – pytanie nie brzmi „czy szkodzi”, ale „czy mieści się w pojemności siedliska” – odpowiada nam prof. Tryjanowski. – Dlatego jestem raczej sceptyczny wobec tezy, iż któraś dyscyplina „wspiera przyrodę” – dodaje.
Ze sportem jest tak jak np. z samochodami. Często mogliśmy spotkać się z tezą stawianą przez reklamodawców, iż konkretny model samochodu jest bardziej ekologiczny, iż jest wręcz „przyjazny środowisku”. Tak jednak nie jest. Po prostu jeden model szkodzi mniej od drugiego. Tak samo jest ze sportem.
– Częściej bywa tak, iż sport jest co najwyżej mniej szkodliwy albo mniej zły niż alternatywne użytkowanie terenu (łąka pod stadninę zamiast osiedla), a to nie to samo co realne wsparcie ochrony. Natomiast długoterminowo, sporty realizowane na świeżym powietrzu wzmacniają kontakt z naturą i mam nadzieję sprawiają, iż przyroda wydaje się uprawiającym różne dyscypliny bardziej potrzebna – wyjaśnia nasz rozmówca.
- Czytaj także: Paryż 2024. Ekologiczna olimpiada czy zielona ściema?
Prof. Tryjanowski: Ostrożnie podchodziłbym do ramy „sport dobry dla przyrody”
Czy rzeczywiście sport na łonie natury zawsze będzie w jakimś stopniu szkodził?
– Jest jednak wyjątek, który uważam za merytorycznie mocny: ekstensywny wypas – odpowiada prof. Tryjanowski. – Konie – podobnie jak owce czy bydło – utrzymują półnaturalne murawy i łąki, które bez wypasu zarastają i tracą różnorodność biologiczną. Tu jeździectwo faktycznie może współgrać z ochroną – ale tylko przy niskim obciążeniu. Intensywna stadnina to już eutrofizacja, wydeptywanie i problem z gnojowicą.
Kolarstwo natomiast może wydawać się całkiem w porządku. Ciche i bezemisyjne, dobre dla zdrowia. Jednak i tutaj są wady.
– Kolarstwo rekreacyjne oceniam ostrożniej, a choćby krytycznie. Większa liczba tras w lasach i na terenach wiejskich, wbrew intuicji, bywa dramatem dla przyrody. Widać to choćby po płazach i bezkręgowcach rozjeżdżanych na utwardzonych ścieżkach, zwłaszcza w pobliżu mokradeł i w okresie migracji – uważa naukowiec.
Prof. Tryjanowski zwraca też uwagę na fragmentację siedlisk, płoszenie ptaków lęgowych i dużych ssaków oraz erozję szlaków, szczególnie przy jeździe poza wyznaczonymi trasami.
– Konkluzja, którą bym zaproponował jest taka: o tym, czy dana dyscyplina szkodzi, czy nie, decyduje nie sama dyscyplina, ale lokalizacja, sezonowość i kanalizowanie ruchu – mówi zoolog. – Ostrożnie podchodziłbym do ramy „sport dobry dla przyrody”. Bywa ona wygodnym uzasadnieniem dla wpuszczania rekreacji w cenne siedliska – dodaje.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Andrew Angelov

1 godzina temu





![S16 zmieni podróż na Mazury? Prace na trasie Barczewo-Biskupiec trwają, kolejny etap z istotną decyzją [ZDJĘCIA]](https://static.olsztyn.com.pl/static/articles_photos/47/47688/b21245cb6582d456630f8cef1f4eb9bb.jpg)








![TradingView vs MT4 vs MT5 – praktyczne porównanie platform tradingowych [2026]](https://forexclub.pl/wp-content/uploads/2026/08/TradingView-vs-MT4-vs-MT5.jpg?v=1785492276)

