Uczestniczyłem niedawno w panelu dotyczącym edukacji. Byłem panelistą, a na sali było ponad 100 Widzów, w większości Nauczycieli, ale także i samorządowców.
W czasie dyskusji, jedna Pani z widowni zabrała głos jako profesor Uniwersytetu Śląskiego od spraw edukacyjnych. Powiedziała, iż jedyne, co naszej szkole potrzeba to spokój i niewprowadzanie jakichkolwiek zmian, bo one ciągle następują, a to uniemożliwia Nauczycielom efektywną pracę. Ta wypowiedź spotkała się z gromkimi brawami Słuchaczy.
Ja, niestety, skomentowałem wypowiedź pani Profesor od edukacji, iż uważam wręcz przeciwnie, iż szkoła polska (i nie tylko polska) wymaga rewolucji. To spotkało się z buczeniem sali.
Argumentowałem, iż mamy zapaść w nauczaniu przedmiotów ścisłych, iż nie nauczamy potrzebnych zawodów, jak elektryk, czy hydraulik, iż musimy nauczyć się współpracować, iż konkurencji z Chinami nie wygramy (my, jako Europa) bez takiego samego poziomu nauczania matematyki i fizyki (biologia i chemia to też fizyka).
Żadna reforma nie jest bezbolesna dla wszystkich pracowników. Uzdrowienie bankrutującego przedsiębiorstwa wiąże się z obniżeniem pensji, skończeniem pogaduszek przy kawkach, a często ze zwolnieniem dużej części zatrudnionych.
Dlatego nie dziwię się, iż Nauczyciele boją się reformy. Boją się, bo wielu czuje się niekompetentnie przy wyzwaniach XXI wieku. AI, technologie kwantowe, przy jednoczesnym rozwydrzeniu Nastolatków- niełatwo być teraz Nauczycielem, zwłaszcza przy pensji bliskiej minimalnej.
Ale reforma edukacji jest potrzebna nie tylko Nauczycielom, ale całej Polsce. Chociażby po to, żeby wybitnie szkodliwe partie Razem i Konfederacja nie były tak popularne wśród Młodych Ludzi.
Michał Leszczyński
















