Najbardziej niebezpieczne, zawsze, są te zagrożenia których się nie widzi. Spadająca z góry dachówka nie będzie groźna, jeżeli przechodzień w porę ją zobaczy. Jeśli, zwłaszcza w czasach dzisiejszych, zapracowany, skupiony tylko na zarabianiu pieniędzy mąż w porę nie zauważy frustracji zaniedbywanej żony, grozi to rozpadem rodziny a on dowie się o tym ostatni. Chociażby rodzina była dla niego najważniejsza. Przecież znamy takie przypadki. Gdyby on w porę zobaczył niebezpieczeństwo, pewnie by zareagował i może żyli by „długo i szczęśliwie”, jak w bajce.
A legendy. W legendzie o Smoku Wawelskim w wersji ludowej, szewczyk Dratewka ma szansę pokonać złego smoka, dysproporcja sił ogromna, bo widząc groźną siłę , miał czas pomyśleć, jak może zareagować. Miał różne możliwości, mógł uciec, schować się i nie podjąć walki, czy też podjąć wyzwanie i zwyciężyć sprytem. Co zresztą zrobił. Bo znał niebezpieczeństwo, mógł dokonać oceny i „coś wymyślić” .
Pozornie mała siła albo człowiek może nas zniszczyć, pozbawić dorobku życia. Ktoś przyjmuje w dobrej wierze ofertę pomocy wobec problemów w firmie, bierze kogoś na wspólnika. A nie zna jego prawdziwych intencji. I na końcu w brutalny sposób, albo poprzez działanie „w białych rękawiczkach”, jego firma pada ofiarą wrogiego przejęcia . Dotychczasowy właściciel, pomysłodawca i twórca firmy zostaje na lodzie. Też znane przypadki. Co to ma do polityki?
W drugiej połowie XIX w , kilkanaście lat po upadku Powstania Styczniowego, kilku jego weteranów zakłada za granicą Ligę Polską, by stworzyć strukturę i zbierać fundusze na ponowne działania niepodległościowe, walkę z zaborcą rosyjskim. By być przygotowanym gdy przyjdzie odpowiednia chwila. Idealiści, ale wszystko ma ręce i nogi, jest dobrze zorganizowane. Jako student wstępuje do „młodzieżówki” tej organizacji Roman Dmowski. Po kilku latach wraz z kilkoma osobami zostaje przyjęty już do adekwatnej, dorosłej struktury, gdzie w kilka osób, mając już mocne kontakty , prezentując pozorny, werbalny radykalizm, ( Polacy mają do tego słabość ), zdobywają duże wpływy.
Po następnych kilku latach, pod pretekstem zbytniej pasywności „starych” , dochodzi do swoistego przewrotu. Młodsi z Dmowskim na czele, jako bardziej „radykalni” pociągają za sobą innych i to oni stają na czele Ligi Polskiej. To kilka nazwisk znanych w przyszłej Narodowej Demokracji. Jej przyszłych ideologów. Będąc na czele dokonują swoistego „rebrandingu”, zmianę nazwy z Ligi Polskiej na Ligę Narodową. I pod pretekstem, iż „polskie sprawy załatwiamy w Polsce” odcinają „starych”, powstańców styczniowych, przebywających na uchodźtwie pierwotnych założycieli organizacji od wszelkich wpływów. „Reformują” ją na stricte krajową, „bo przecież to tutaj toczy się walka” . Wszystko „demokratycznie”. I zgłaszają się do zaufanego kasjera przedtem Ligi Polskiej, trzymającego pieczę nad funduszami, w Szwajcarii. Dmowski jedzie osobiście, ma dar przekonywania, no faktycznie, wszystko lega artis. Pieniądze zaczynają spływać do już Ligi Narodowej. Zawsze wszystko okraszone kwiecistym darem wymowy i przekonująca argumentacją.
Od tego momentu, momentu „rebrandingu”, organizacja pod nazwą Liga Narodowa, zalążek przyszłej Narodowej Demokracji i pod przywództwem Dmowskiego wchodzi w narrację zupełnie odwrotną od pierwotnych intencji założycieli Ligi Polskiej. I za ich pieniądze zaczyna się walka z ich ideą przyszłych działań zbrojnych z caratem. I walka z wszelkimi ludźmi to głoszącymi , m.in. z Józefem Piłsudskim. Niby to „ścierają się dwie inne koncepcje”. Zaczyna się polityczne ale i fizycznie aktywne przeszkadzanie w jakichkolwiek antyrosyjskich wystąpieniach w imię mglisto zarysowanej drogi budowy suwerenności Polski pod berłem cara i w ramach Imperium Rosyjskiego. Jakoby najbardziej rozsądne postępowanie. Podobno wtedy dobry car, rosjanin, da nam sam suwerenność, bo „zainfekujemy” i jego i Rosję siłą polskiej kultury. W tej teorii jest też , iż najlepiej gdyby car, przy pomocy Polaków, przejął w przyszłości „opiekę” nad ziemiami wszystkich trzech zaborów, trzeba mu w tym pomóc, bo łatwiej rozmawiać o suwerenności z jednym władcą. Tak jest to opisane w książkach.
Idąc dalej, m. in. za przejęte pieniądze z Ligi Polskiej, zbierane przecież na przyszłą zbrojną akcję niepodległościową, Roman Dmowski finansuje swój start w wyborach do Dumy rosyjskiej, rosyjskiego „parlamentu”, wymuszonego na caracie po rewolucji w 1905 r. Której to rewolucji Dmowski na ziemiach polskich, odpowiednio to jak zawsze argumentując, był zaciekłym wrogiem. Pomocne była w tych wyborach do Dumy rosyjskiej latami przygotowywana i realizowana polityczna strategia umocowanie się przy polskim Kościele i w parafiach. Dmowski i jego ludzie startują w wyborach przedkładani ludowi przez proboszczow jako ci najbardziej wzorowi Polacy – katolicy. Pomagają tu prestiżowe i budzące zaufanie pozycje społeczne, wójtow, prawników, prezesów organizacji, itd. ( O to, o te pozycje, endecja zawsze później bardzo dba). Dmowski i jego ludzie wygrywają wybory do Dumy bezapelacyjnie, w granicach jakie od cara środowiska polskie otrzymały. Zostawiając w polu inne polskie organizacje które startowały mniej przygotowane, bez poparcia proboszczów i nie bardzo mające fundusze na akcje wyborcze. Niektóre organizacje patriotyczne wybory do Dumy rosyjskiej zbojkotowały
Wracając do początków Dmowskiego w polityce i przejęcia Ligi Polskiej. Całość , opisana w literaturze narodowej jako coś naturalnego, „walkę idei” i „koncepcji”, od samego początku wydaje się klasycznym przykładem tzw. wrogiego przejęcia i wykorzystania zasobów ludzkich i finansowych pierwotnej organizacji, tu Ligi Polskiej, do walki przeciwko jej ideom, pod flagą już Ligi Narodowej.
Ten sposób działania, wchodzenia do różnych organizacji, przejmowanie odpowiednich pozycji a później kontroli nad nimi i ich zasobami, kto się wczyta w literaturę ten zrozumie, staje się znakiem firmowym działań narodowców, tych wtajemniczonych. Swoistym „modus operandi”, sposobem działania, schematem ich poczynań.
[ I tu mała dygresja, czym jest polityka. Fragment wywiadu (z 15.08.26) z Andrzejem Anuszem, dziś komentatorem politycznym, kiedyś jednym z współzałożycieli Porozumienia Centrum, pierwszej partii J. Kaczyńskiego
Red. – „Mateusz Morawiecki...już po wypchnięciu z klubu PiS przekonywał, iż jego przeciwnicy z partii, tzw. „maślarze”...chcą przejąć partię po prezesie Kaczyńskim. Z wszelkimi jej zasobami.”...
A.Annusz : Partia to atrakcyjna organizacja. Zwłaszcza tak duża, jak PiS. Z jej finansami, zakorzenieniem w terenie, całą infrastrukturą, historią. Politycy, zwłaszcza ci młodsi, myślą o polityce długofalowo. Gdy patrzą na słabsze niż przed laty sondaże, to się martwią. Wszyscy parlamentarzyści niepokoją się o to, czy znów będą w Sejmie… Stąd tendencje do wypychania częśći kolegów. Tak jak stało się z Morawieckim i jego środowiskiem”… ]
Ale do rzeczy. Podobny manewr jak przejęcie Ligi Polskiej przez ludzi młodego Dmowskiego, zastosowały w nowych czasach dzieci żydokomuny ( Michnik i ferajna) na odcinku medialnym (1989), przejmując solidarnościową „Gazetę Wyborczą” , odwracając jej narrację i waląc z niej późniejszych latach jak z armaty, we wszystko co bliskie było zwykłym Polakom będącym trzonem „Solidarności”, w zasady i reguły życia, tradycję, odczuwaną i wyznawaną religijność itd.
Dlaczego o tym piszę? Co widzę, to piszę. Obecne perturbacje w Prawie i Sprawiedliwości noszą wyraźne symptomy „modus operandi” Narodowej Demokracji. A jeżeli tak nie jest, cóż mi szkodzi pogawędzić?
Przy czym tu są symptomy, ale nie jest to tak czytelne. Tu są sojusze kilku podmiotów politycznych, osób (SP z Jakim i innymi, Kurski, prof Czarnek, Sasin. Nle narodowcy, z nowymi prawdopodobnie nabytkami personalnymi, mają być górą na końcu. Struktura która się kiedyś oderwała od Prawa i Solidarności i wystąpiła przeciw prezesowi, czyli Solidarna/Suwerenna Polska, nic sama nie zdziałała budując konkurencję dla PiS. Powróciła więc do tej partii , i na dziś z aktywnym i realnie przywódcą Patrykiem Jakim na czele, już w ramach Prawa i Sprawiedliwości wyrąbuje sobie pozycję od środka. Dyskredytując od początku pod różnymi pretekstami, widzianego jako największego potencjalnego konkurenta w partii, Mateusza Morawieckiego. Przez 6 lat premiera. Oni mówią, iż złego. Permanentnie go obmawiając, trzeba było go z partii wypchnąć. Teraz przeciwnicy Morawieckiego są samodzielnie w PiSie najmocniejszą, najlepiej zorganizowaną grupą, z największymi szansami na przejęcie tej partii i umeblowaniu na swoją modłę, na ostro narodowo-katolicką.
Szef, Jarosław Kaczyński, głowa organizacji, jest już zaawansowany wiekiem, wydaje się z jakiegoś powodu pozyskany dla sprawy, przy wydatnej pomocy „koalicjanta” i „adwokata” ludzi z byłej SP prof. Czarnka i jego aktualnych współpracowników, „maślarzy”. Czy JK się we wszystkim orientuje? Być może , to nie jest niemożliwe, iż oceniając w sobie za i przeciw, dokonał pewnego wyboru. Jest przecież sporo ideowo, narodowo zbieżnych z P. Czarnkiem i byłymi ludźmi z SP wśród posłów PiS, zresztą prywatnie najczęściej uczciwych ludzi. Prywatnie, ale to polityka, pole podstępów. Ważnym spoiwem jest wśród nich kategoryczna religijność, przeniesiona na pole polityki. Czego ja akurat nie lubię i uważam, w polityce, za szkodliwe. Był już przerabiany ZCHN czy LPR, z wiadomym finałem. Morawiecki to dla nich „progresista”, zbyt umiarkowany, nie znoszą go i tego nie ukrywają. Mają wielką misję, misję budowy Wielkiej Polski Narodowo – Katolickiej.
I tu pewien paradoks . Im więcej posłów teraz niezdecydowanych odejdzie w przyszłości do Rozwoju Plus Morawieckiego, tym dla wrogów Morawieckiego w zasadzie lepiej. Może ktoś jeszcze przejdzie, może MM coś przybędzie , ale ta pomniejszona struktura PiS która pozostanie , będzie bardziej ideowo spójna, i bardziej radykalna, „więcej cukru w cukrze”. Łatwiej będzie o sojusz z RN Bosaka i ewentualnie Braunem, co dziś niektórych posłów w PiS wprowadza w konsternację. Prezes poprowadził grę ponad ich głowami. Łatwiej też wtedy będzie grupie radykalnej przejąć pełną kontrolę nad PiS, a później może zrobić „rebranding” . I będzie ten PiS „religijno- narodowy”. Jak kiedyś , może w przybliżeniu, ZCHN, czyli Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe ( Co się zresztą nie sprawdziło )
Czy dzięki temu da się wygrać wybory.? Możliwe iż nie. Ale tu wybory, na ten moment, nie są najważniejsze. Ważniejsze jest przejęcie „dotychczasowego” Prawa i Sprawiedliwości i rządu dusz nad jego wyborcami. Przypomnę powyżej wspomniany fragment wywiadu z A.Anuszem. Prezydent będzie coś lepił, ale Morawieckiemu i jego ludziom coraz trudniej będzie do tego przystąpić. A jeżeli nie, „maślarze” ogłoszą wobec potencjalnych wyborców, M. Morawieckiego jako „czarną owcę” jak teraz już się dzieje, zrzucą winę za przyszłe przegrane wybory na niego i jego ludzi . Że „rozłamowcy” itd. U wyborców PiS krecha. „Narodowcy” i bliżsi tej opcji będą górą. A przeciwnicy byłego, przez 6 lat premiera, to przecież „gołąbki pokoju”, zawsze przecież mówili tylko o jedności. Jedność i jedność. Tu króluje minister Czarnek. No i przecież wszyscy tacy pobożni. Ja nie jestem aż tak pobożny, mnie do zmówienia dziesiątki różańca rano, a mówię, czy pójścia do kościoła, a chodzę, aż partia nie jest potrzebna. Od partii wymagam zupełnie innych rzeczy. I duet Morawiecki jako premier i Kaczyński jako szef partii moje oczekiwanie spełniał. Dla mnie partia jest od budowania lotniska i portów, pilnowania gospodarki i linii patriotycznej, pilnowania prawa równego dla wszystkich, patriotycznej i niepodległościowej edukacji itd. A nie wyręczania Kościoła w jego misji. Życzliwe wsparcie w tej misji i nie przeszkadzanie jej wystarczy.
Z kolei jeżeli Morawiecki i jego ludzie przystąpią do tej z początku może krypto - narodowej koalicji, neoendecji, kilka będą mieli do gadania. Koalicja maślarzy, z prof. Czarnkiem , byli ludzie SP, Kurski , Sasin i in. będą i medialnie dużo mocniejsi, nie tu miejsce pisać. No i firmuje to tak zasłużony przecież dla Polski i Polaków, J. K. , zresztą prawdziwy bohater mojej bajki przedz ostatnie trzydzieści i kilka lat. Może ma znaczenie to , iż wiekiem człowiek staje się bardziej religijny, inna optyka ? Nie wiem . A przecież prof. Czarnek to sprawdzona opcja narodowo – katolicka. I może też liczyć na proboszczów. Jak Dmowski. Może takie kalkulacje? Uprawnione, ale nie wiadomo czy słuszne?
Czy można zapobiec przejęciu Prawa i Sprawiedliwości przez endecję, być może w sojuszu wyborczym z RN Bosaka i Braunem? I jak dla mnie to ku cichej euforii ruskich, niemieckich i Tuska? Oczywiście iż można . Ale to inna sprawa. Nie tu miejsce.
Najważniejsza jest świadomość tego, iż trzeba to brać pod uwagę. Samoświadomość dużo daje.
I świadomość tego, iż jeżeli prof. Czarnek zostanie premierem, będzie promował na różne stanowiska ludzi ideowo sobie bliskich, wszędzie, wzmacniał swoją opcję, taka jest natura polityki, to naturalne i będzie miał do tego prawo. Co miało zresztą miejsce ze słabym ostatecznie i nietrwałym skutkiem, gdy był ministrem edukacji. Ma duże narodowe i dobrze zorganizowane chociaż nie afiszujące się zaplecze, np. byłych wychowanków struktur chrześcijańsko-narodowych czy też Młodzieży Wszechpolskiej. Też swoje zaplecze narodowe w Lublinie. Jak czytam, i silne w Krakowie. Ale jeżeli on lub np. Patryk Jaki zostanie szefem partii, ( to był jeden z celów Zbigniewa Ziobry) wielu bliskich przedtem Kaczyńskiemu, a politycznie „nienarodowych” pójdzie w odstawkę. A na pewno każdy „piłsudczykowski”. Dotychczasowe jądro partii zostanie powoli niszczone. Zresztą pomoże i wiek niektórych posłów.
To w gruncie rzeczy także niewidoczna, pozagrobowa walka między „progresywnym” dla endeków Piłsudskim wraz znienawidzoną przez narodowców „sanacją”, a miłośnikami Dmowskiego, narodowymi katolikami. Na dziś ci drudzy górą. Problem polega na tym, iż przez dziesiątki lat narodowcy prowadzili i prowadzą nienawistną walkę ze spuścizną „piłsudczykowską” a ci nie reagowali, jakby tego nie widzieli. A „na pochyłe drzewo każda koza lezie”. Dla endeków „piłsudczyzm” ma zniknąć z polskiej historii. Chcą tylko bohatera swojej bajki.
No to sobie pogawędziłem. Może to „Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba!” , jak ponoć podpowiedziała Gombrowiczowi jako ostatnie zdanie do „Ferdydurke” pokojówka po przeczytaniu (?) książki, gdy ją zapytał o radę. A może nie. Życie pokaże. Warto rozważać różne scenariusze w perspektywie dalszej niż następny tydzień czy miesiąc a choćby rok.










